poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Gorczańskie rewolucje okiem rowerzystki...

Wśród miłośników gór sporo kontrowersji wzbudził artykuł dotyczący Gorców, a dokładniej tego co tam się wyrabia. Otóż Gmina Ochotnica Dolna realizuje projekt "Enklawa aktywnego wypoczynku w sercu Gorców". Koszt około 3,5 mln złotych. Mają powstać 4 wieże widokowe oraz 140 km oznaczonych ścieżek rowerowych. Na wysokości 1000 metrów nad poziom morza wjechał już ciężki sprzęt - To tak w skrócie.

Polecam zapoznanie się z całym tekstem: http://krakow.gazeta.pl/krakow/1,44425,18515514,spychacze-i-walce-w-gorcach-na-szczytach-leja-beton-alarm.html#ixzz3j3wvCtBn


Kiedy o tym przeczytałam nie wierzyłam, że można być tak nie rozsądnym żeby na takie coś pozwolić. Góry, które były ostoją ciszy i spokoju nagle zmieniają swój charakter. W ostatnią niedzielę byłam to zobaczyć osobiście. Wybiegliśmy z miejscowości Zasadne. Trasa pod górę po korzeniach i kamieniach tak jak matka natura dała sprawiała przyjemność. Pytam M. "Tutaj też wjadą spychacze?" Odpowiedź niestety brzmi "Tak". Po wybiegnięciu na szczyt Gorc naszym oczom ukazuję się betonowa konstrukcja. Fundament pod wieżę widokową. Wszystkie drzewa, które rosły tutaj od lat zostały wykarczowane. Oczywiście na wieżę widokową "turyści" jakoś muszą dotrzeć, a jak? A no drogę się zrobi szeroką na kilka metrów i zatoczki żeby samochody co jakiś czas mogły się mijać na trasie. Proponuję jeszcze żeby rozstawić kosze na śmieci na trasie i tuż obok wieży. Bo przecież jak się schodzi w dół to śmieci ważą więcej więc gdzieś należałoby je zostawić. ( Przykład Góra Mogielica gdzie od czasu powstania wieży widokowej można zaobserwować pozostawione całe worki śmieci).

Patrzyłam ze smutkiem na to miejsce. Do niedawna była tutaj totalna dzicz. W tym momencie trzeba uważać żeby nie wpaść pod koła samochodów, crossów bo zapewne pojawi się ich tutaj coraz więcej. Skoro jest droga to będą tutaj jeździć. Pan, którego mieliśmy okazję spotkać przyjechał na działkę zbierać borówki "Jak jest droga to trzeba korzystać, a i drewno przecież jakoś ludzie muszą zwozić" - tyle usłyszeliśmy, a zaraz byliśmy w kłębach unoszącego się kurzu po jego przejeździe.  Działania ciężkiego sprzętu są już niestety nie odwracalne. Dziwi mnie jednak, że cały ten projekt tak dumnie nazywają TRASAMI ROWEROWYMI. Jestem ciekawa czy było to konsultowane z jakimiś rowerzystami czy po prostu nastała moda na ścieżki rowerowe więc i my też zróbmy. Przyciągniemy turystów z całej Polski!!! Mnie takie coś odstrasza. Żaden szanujący się rowerzysta na takie coś się nie wybierze. Jeżeli ktoś jeździ po górach to szuka ciekawych zjazdów z kamieniami, korzeniami, a nie szutrowych dróg przez las. Dla tak zwanego niedzielnego rowerzysty obawiam się, że to i tak będzie za stromo. A może się mylę? 

Szerokie drogi również wiążą się z niebezpieczeństwem. Turyści, którzy idą pieszo pewnie niejednokrotnie będą musieli zeskoczyć z trasy żeby ustąpić miejsca rowerzystom, których poniesie fantazja na zjeździe. Ta droga jest gładka niczym asfalt więc znajdą się i tacy, którzy będą bić rekordy zjazdu. Oby tylko dla nikogo się to źle nie skończyło.

Niektórzy mi zarzucają czym się tak oburzam...Pewnie, że nie ma czym. Najlepiej niech zrobią jeszcze restauracje na szczycie Gorca, a po drodze na tych 140 km tras niech rozstawią stoiska z regionalnymi pamiątkami wyprodukowanymi w Chinach. 

Jeżeli już takie "coś" zrobili to niech mają odwagę się przyznać czyj to był pomysł. Bo teraz jakby nagle wszyscy umywają ręce od tego. Myślałam, że ludziom, którzy żyją w tych okolicach od pokoleń powinno zależeć na tym, żeby Gorce pozostały oazą ciszy i spokoju. Nie sądzę żeby turysta, który chce odpocząć od miejskiego zgiełku szukał takich "atrakcji".

Jestem rowerzystką i osobiście obraża mnie to, że pod przykrywką ściągnięcia pieniędzy z Unii Europejskiej obrywa się rowerzystom, którzy o takie udogodnienia nie prosili. Jeżeli ktoś by to skonsultował z osobami, które pojęcie o górach mają to nie sądzę żeby pojawiła się jakaś pozytywna opinia. Jeżeli chcecie dojechać na swoje posiadłości i ściągać z nich drzewo to nazywajcie rzeczy po imieniu, ale rowerzystów niech nikt w to nie miesza!



Koniecznie zobaczcie: http://krakow.tvp.pl/21172678/10-viii-2015
Na szczęście są jeszcze miejsca gdzie przyroda nie została naruszona przez człowieka. Szanujmy te miejsca bo niebawem będzie ich coraz mniej. 


W drodze na Gorc.


Chatka na Gorcu - znalazł się ktoś życzliwy i wybił jedno okno.
Być może po raz ostatni mam okazję biec po tej ścieżce.
To jest to czego rowerzyści szukają...

Drogi, które nie wątpliwie przyciągną "turystów"
Nic tylko pogratulować inwestycji :)
Fundamenty wieży widokowej.
W tym samym miejscu kiedyś zrobiłam sobie zdjęcie. Niestety to już nie jest to co kiedyś...
Być może nowe drogi niektórym pozwolą wyjść na Gorc (1228m)
Tuż przy samym szczycie. Powrót z borówek...
Kłęby kurzu po przejeździe.
Miejsce, które doskonale pamiętam z wąską ścieżką otoczoną drzewami.


Jeden pas? A po co się ograniczać jakoś "rowerzyści" muszą się mijać na trasie :)
Na koniec dodaję zdjęcia wykonane w tym samym miejscu. Teraz wycięto tam drzewa i powstaje wieża widokowa.. Być może jestem dziwna i nie podążam z duchem czasu, ale wolałam Gorce takie jakie poznałam kiedyś. 

Możecie się ze mną zgadzać lub nie. Ja tylko wyraziłam swoje skromne zdanie :)







Dodane 21.08.2015


Z racji, że pod tym wpisem pojawiło się sporo komentarzy zapraszam na kolejną część "Gorczańskie rewolucje okiem rowerzystki...odpowiedź na Wasze komentarze"
http://camilla14a.blogspot.com/2015/08/gorczanskie-rewolucje-okiem.html
Pozdrawiam
Kamila :) 

P.S. Zapraszam na relację z moich wcześniejszych wypraw na Gorc
http://camilla14a.blogspot.com/search/label/Gorc

niedziela, 16 sierpnia 2015

Puchar Szlaku Solnego MTB - Kasinka Wielka :)

Pierwszy weekend miesiąca był bardzo "pracowity" :). Jak wspomniałam we wcześniejszym wpisie w sobotę byłam na Małopolskiej Lidze Kolarskiej, a już następnego dnia (02.08) miałam kolejne zawody. Strój wyprany dzień wcześniej szybko wyschnął na słońcu. Zrobić małe przepakowanie i jestem gotowa do jazdy. Tym razem Puchar Szlaku Solnego po raz pierwszy został zorganizowany w Kasinie Wielkiej. Od Limanowej dosłownie rzut beretem więc można powiedzieć, że ścigałam się na swoim terenie. Po rejestracji w biurze zawodów wyruszyłam na testowanie trasy. R., który ze mną był wydzwaniał za mną gdzie ja jestem, ale ta trasa naprawdę była długa. Sporo podjazdów i to nie byle jakich. Zjazdy bardzo kamieniste i błotniste - naprawdę trzeba było uważać. Z małym opóźnieniem następuje start kobiet. Konkurencja bardzo mocna. Między innymi Paula Gorycka, Monika Żur - myślę sobie "Będzie ostro" i tak też było. Do pokonania miałyśmy 4 okrążenia liczące ponad 4 km. Na pierwszym było ciężko, ale później coraz łatwiej bo wpadłam w rytm jazdy. Udało mi się pokonać 3 okrążenia bo niestety miałam dubla. Za każdym razem przejeżdżając przez linię mety miałam mocny doping od Pana prowadzącego imprezę, który tak jak ja mieszka w Limanowej. Zajęłam 8 miejsce na 13 kobiet. W klasyfikacji generalnej nadal utrzymuję 3 miejsce :).


Alberto - rowerowy piesek Marianny i Marka na swoich pierwszych zawodach, które i tak przespał :D http://xouted.com/
Oczekiwanie przed startem...
Jeszcze minuta...
I jazdaaaa :D
Fot. R.Baś :) Dziękuje.
Porzucone rowery, ale to normalna rzecz. Wszyscy poszli jeść :)

Pozdrawiam

Kamila :)

piątek, 14 sierpnia 2015

Małopolska Liga Kolarska - Gdów :)

Nie wiem jak zacząć bo tak dawno temu to już było...1 sierpnia wybrałam się na zawody MTB - Małopolska Liga Kolarska o Puchar Marszałka Województwa Małopolskiego. Pierwsza edycja miała miejsce w Gdowie czyli od Limanowej miałam naprawdę blisko. W zawodach mogą startować zawodnicy z licencją jak i amatorzy. Licencji co prawda nie mam, ale nie chciałam startować też jako amator bo wychodziłoby na to, że będę się ścigać sama ze sobą. Dopiero około godziny 12:00 zapisała się jakaś odważna dziewczyna. Ja wystartowałam o godzinie 11:00 za zgodą organizatorów z zawodniczkami z licencją. Walka była zacięta do końca. Trasa miała sporo asfaltowych odcinków...dwa mocne podjazdy, które wydawały się pestką potrafiły dać się we znaki.  W sumie do pokonania miałam 4 okrążenia. Czas około 57 minut co dało mi 4 miejsce. Na koniec pamiątkowy medal dla każdego uczestnika i posiłek...sałatka :D. Zawody w Małopolskiej Lidze Kolarskiej potraktowałam jako rozgrzewkę przed niedzielnym startem. Do domu wróciłam mega padnięta bo upał zrobił swoje :).

P.S.  
O następnych zawodach, które odbyły się w Kasinie Wielkiej, na Górze Lubogoszcz już za niedługo :)


Rozgrzewka...po lody do sklepu :D
Szlaki rowerowe w Gdowie.
Przed startem :)
I ruszamy :)
Na trasie :)
Hmm... gdzie mięso? :D

Pozdrawiam
Kamila :)

piątek, 7 sierpnia 2015

Tam gdzie kończy się Beskid Sądecki zaczyna się inny świat - Beskid Niski :)

We wtorek 28 lipca razem z M. ruszyliśmy w Beskid Niski. Decyzja zapadła dość spontanicznie, ale "lubię to". Z Limanowej wyruszyliśmy do miejscowości Izby. Jest to niewielka wieś położona w pobliżu granicy słowackiej u podnóża Lackowej Góry (997 m n.p.m.).  Na parkingu zostawiamy samochód i jazda. Zaczyna być gorąco. Na początku za szlakiem, a w pewnym momencie na przełaj w górę robimy skrót i znowu jesteśmy na szlaku.


Wjeżdżając do miejscowości Izby mam wrażenie, że przenosimy się w jakiś magiczny świat :)
Tutaj zostawiamy samochód i ruszamy zdobywać Beskid Niski.
Czarna krowa w kropki bordo... nie po prostu czarna krowa :D
:D
M. mnie ostrzegł, że podejście na Lackową jest bardzo strome. W tym przypadku nie możemy napisać, że to był podjazd. Bardziej określiłabym to jako wspinaczkę. Odbijanie się od drzewa do drzewa żeby chociaż na chwilę się jakoś podeprzeć i nie polecieć w dół. Kamienie potrafiły lecieć z 10 m zanim się zatrzymały. Momentami już nie wiedziałam jak mam prowadzić rower. Ciekawa jestem czy zjechał tam kiedyś jakiś rowerzysta lub rowerzystka. Wyzwanie niezłe :)


Wspinaczka na Lackową.
Lackowa to  najwyższy szczyt po polskiej stronie Beskidu Niskiego, położony między Krynicą Zdrojem , a Wysową na granicy ze Słowacją. Pierwotnie góra nosiła łemkowską nazwę Łackowa (Wackowa). Inne nazwy, rzadziej używane: Chorągiewka Pułaskiego, Lachowa, czasem żartobliwie nazywana Górą Policyjną (ze względu na wysokość). Lackowa należy do Korony Gór Polski.



Z gór gdzie panuje prawdziwa dzicz zjeżdżamy do cywilizacji czyli do miejscowości Wysowa Zdrój, która znana jest z leczniczych wód mineralnych, ale o tym za chwilę.

Będąc z Beskidzie Niskim warto zobaczyć zabytkowe cerkwie. Pierwszą jaką napotykamy na swojej drodze to Cerkiew prawosławna św. Michała Archanioła w Wysowej (dawniej cerkiew greckokatolicka) wzniesiono w 1779 r. na miejscu poprzedniej, spalonej w 1777 r. w czasie walk konfederatów barskich z wojskami rosyjskimi. Cerkiew należy do grona zachodniołemkowskich obiektów sakralnych. Pierwotnie cerkiew była trójdzielna, obecnie jest budowlą dwudzielną  w 1910 r. nawę powiększono o przedsionek. Polichromia o charakterze neogotyckim datowana jest na lata 1912–13. Wewnątrz znajduje się kompletny ikonostas barokowy z XVIII w., a po stronie północnej nawy barokowy ołtarz boczny z ikoną Matki Boskiej.
( źródło: http://www.drewniana.malopolska.pl/?page=obiekty&id=229)


Cerkiew prawosławna św. Michała Archanioła w Wysowej.
Miejsce idealne dla rowerzystów :)
Wokół cerkwi biegał czarny psiak. Nic tylko go ze sobą zabrać taki uroczy :D


:)
Pora była już obiadowa, mały głód zaczynał powoli doskwierać. Nie mogliśmy dopuścić do tego, aby zamienił się w kryzysowy.  W okolicznej restauracji zamawiamy obiad. Dla mnie mix pierogów chłopskich :D Mówię Wam - pycha :)


<3
Później podjeżdżamy do Pijalni Wód Mineralnych. Pijalnia oddana do użytku w 2006 roku. Jest ona odtworzeniem, w oparciu o materiały archiwalne, spalonej drewnianej pijalni. Stanowi uzupełnienie infrastruktury parku uzdrowiskowego zlokalizowanego w centrum Wysowej - Zdroju. W pobliżu znajdują się: rozlewnia wód mineralnych oraz źródła wód mineralnych. W pijalni wykorzystywane są wody mineralne ze źródeł: Anna, Franciszek, Henryk, Józef II oraz Słone.


Rower w roli kwietnika :)
http://www.usciegorlickie.pl/pl/7038/0/Pijalnia_Wod_Mineralnych_w_Wysowej-Zdroju.html

Następnie znowu wkraczamy na szlak i kierujemy się na Kozie Żebro (847 m n.p.m.) – szczyt w zachodniej części Beskidu Niskiego. "Oryginalną nazwę nadali podobno temu szczytowi austriaccy kartografowie, którzy znaleźli na nim szkielet sarny, potocznie zwanej tu kozą". Pod górę momentami brakowało tchu, ale naprawdę jedzie się super. Beskid Niski to dla mnie taka mała namiastka Bieszczad.

Kozie Żebro zdobyte :)
Niektóre szlaki naprawdę nas zaskakiwały i to pozytywnie. Tyle radości z jazdy co tam to dawno nie było :)


Z Koziego Żebra zjeżdżamy do wsi Hańczowa gdzie oglądamy kolejną cerkiew. Cerkiew parafialna greckokatolicka Opieki Bogurodzicy w Hańczowej (obecnie cerkiew parafialna prawosławna pod tym samym wezwaniem) powstała w 1 poł. XIX w. Jest to typowa cerkiew zachodniołemkowska o konstrukcji zrębowej i ścianach pokrytych gontem. Polichromia ornamentalno-figuralna oraz ikonostas autorstwa Antoniego, Michała i Zygmunta Bogdańskich, pochodzą z końca XIX w. W prezbiterium znajduje się barokowy ołtarz główny, w nawie dwa ołtarze boczne z ikonami Chrystusa przekazującego klucze św. Piotrowi oraz Opieki Bogurodzicy (Pokrow).
(żródło: http://www.drewniana.malopolska.pl/?page=obiekty&id=56)



Beskid Niski to również miejsce pełne ludzkich cierpień. Jeżeli zastanawiacie się czemu te wioski są tak opuszczone to należy cofnąć się w czasie do Akcji Wisła.

Odsyłam do artykułu: http://www.beskid-niski.pl/index.php?pos=/lemkowie/historia/wis%B3a

Miejsce upamiętniające Akcję Wisła.
Beskid Niski naprawdę mnie oczarował :)




Nerwusek :)
Takiej tamy zrobionej prze bobry to w życiu nie widziałam na żywo. Nie wiem skąd te zwierzęta mają tyle siły.



Kolejną cerkiew, do której docieramy jest udostępniona do zwiedzania dla turystów. Cerkiew św. Michała Archanioła zbudowano we wsi Bieliczna. Jest to nieistniejąca już wioska położona w dolinie rzeki Białej, u południowego wzgórza Lackowej. Została spalona podczas “Akcji Wisła”.

Cerkiew powstała w czasie kiedy na całym terytorium Cesarstwa Austrii zaczęły obowiązywać nowe przepisy dotyczące budowy obiektów sakralnych. Obiekty te miały się charakteryzować prostotą budowy i ograniczeniem wszelkich dekoracji. Cerkiew zbudowano głównie z kamienia i w części z drewna. Obecnie otynkowana na biało. Ponad przedsionkiem wznosi się wieża z izbicą, która jest zwieńczona hełmem z krzyżem. Nawa obiektu jest szersza od przedsionka, natomiast prezbiterium ma formę absydy z jednym okrągłym oknem..

Więcej na stronie: http://beskidniski.com.pl/cerkwie-i-koscioly/cerkiew-w-bielicznej.html 

Cerkiew św. Michała Archanioła w Bielicznej.
Trasa liczyła około 30 km. Jestem zachwycona Beskidem Niskim. Niecałe dwie godziny jazdy od Limanowej, a można się przenieść w całkiem inny świat. Na pewno jeszcze tutaj wrócę i to na dłużej :)



P.S. 
Załączam mapę z dokładnym przebiegiem trasy. W Beskidzie Niskim byłam po raz pierwszy więc jak są jakieś niedociągnięcia w opisie to wybaczcie. Starałam się jak mogłam :).

Pozdrawiam
Kamila :)

wtorek, 4 sierpnia 2015

Spontaniczna podróż do Warszawy :)

Jakiś czas temu zjeżdżając na rowerze i będąc w środku lasu dzwoni telefon. Kto śmie mi przeszkadzać? :D Dzwoni kolega M. z pytaniem czy jadę w środę na pizze czy coś? Z mojej strony od razu padło pytanie "Do jakiego miasta?". W jego przypadku to nie jest takie oczywiste, że to Limanowa...tym razem Warszawa. Po chwili namysłu stwierdziłam, że jedziemy. Namówiłam jeszcze kilka osób, w pracy akurat miałam trochę wolnego więc trzeba to było jakoś wykorzystać.

W stolicy Polski byłam kilka lat temu i to tylko przejazdem. Późnym wieczorem spakowałam się i już następnego dnia o 04:00 rano pobudka. Z Limanowej jazda do Krakowa busem. Oczywiście jak nas wytrzepało na trasie to ja już miałam dość jakichkolwiek podróży i marzyłam żeby znaleźć się na rowerze :D. O 07:00 mieliśmy Polskiego Busa, który miał nas zawieźć do Warszawy za zawrotną sumę 7 zł :D ( Promocja była :)).




Na miejscu byliśmy około południa. Czas na zwiedzanie. W oddali naszym oczom ukazuje się Pomnik Bohaterów Warszawy "NIKE". Pomnik umieszczony na 14-metrowym cokole przedstawia antyczną boginię zwycięstwa Nike jako symbol walczącej Warszawy. Poświęcony jest pamięci "Bohaterów Warszawy 1939-1945”, którzy oddali życie w obronie ojczyzny.


Pomnik Bohaterów Warszawy "Nike"
Idąc dalej przenosimy się na Stare Miasto. Jest to historyczne centrum i najstarsza część miasta, a jednocześnie kulturalny stolicy. Założone w XIII wieku jako gród książęcy i osada otoczona murami.
Podczas drugiej wojny światowej zniszczone w 90%. Dzięki doskonałej odbudowie wpisane w 1980 roku na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Obecnie jest tętniącym gwarem miejscem spacerów, pełnym galerii, kawiarni i restauracji.


Zamek Królewski.
Część kamienic była w remoncie więc nie zobaczyliśmy go w pełnej okazałości. Nie mniej jednak jest urocze. Z drugiej strony chyba bym nie chciała mieszkać w jakimś większym mieście. Zaraz tęskniłabym za tym co oferują góry. Zwiedzanie od czasu do czasu w zupełności mi wystarczy :). Oczywiście zobaczyliśmy więcej rzeczy, ale nie będę zamieszczać tutaj dziesiątek zdjęć.





Kolejnym punktem wyprawy było Centrum Kopernika.Trochę sobie "pogadałam" z robotem :D. Po wyjściu z centrum uderzenie ciepła...nic tylko nad wodę, a tu jeszcze kilka rzeczy do zrobienia :)


Pogaduszki z robotem :D
Obowiązkowym miejscem do odwiedzenia dla mnie był Pałac Kultury i Nauki. Pałac jest najwyższym budynkiem w Polsce. Razem ze wspornikiem antenowym, będącym integralną częścią iglicy, ma wysokość 237 metrów. Na taras widokowy wyjechaliśmy windą. Stamtąd mogliśmy swobodnie podziwiać całą Warszawę. 

Ooo tam będziemy :D
Ekipa w pełnym składzie :)
Widok z Pałacu Kultury i Nauki.
Uwielbiam graffiti więc kiedy zobaczyłam to wszystko nie mogłam wyjść z podziwu. W 2010 r. w ramach solidarności z mieszkańcami Tybetu i ich przywódcą Dalajlamą władze Warszawy nadały jednemu ze skrzyżowań nazwę Rondo Tybetu. Na podporach wiaduktu nad rondem od 2009 r. powstaje galeria murali tematycznie związana z krainą pod Himalajami, jej mieszkańcami i ich kulturą, będąca hołdem oddanym przez street-artowych twórców.



Oczywiście mijając sklepy z rowerami itp. też nie mogłam przejść obojętnie. Chociaż ekipa skutecznie mnie odciągała :).


Piękne <3

Naszym ostatnim celem i najważniejszym w tym dniu było kibicowanie koledze M. przy skoku na bungee:D. Dźwig miał wysokość 90m.Emocje musiały być niesamowite, ale ja jeszcze się wstrzymam z takimi rzeczami pomimo, że strasznie mnie namawiali :).


M. pokonuje swój lęk wysokości :)
Miasta w dzień i przy takim upale strasznie mnie męczą. Za to wieczorem wszystko nabiera jakby blasku. Tak więc następna wyprawa koniecznie musi być nocą. 



Dzień wyczerpujący, ale zarazem pełen wrażeń. Ekipa dopisała w 100% - cud, że udało nam się wybrać w tym samym czasie. O 23:00 powrót do Krakowa. W Limanowej byliśmy nad ranem ledwo przytomni, ale żądni kolejnych przygód...To gdzie następnym razem? :)


I już czas wracać :)

Pozdrawiam
Kamila :)