piątek, 20 sierpnia 2021

Plecak rowerowy miejski - test XLC BA-W35

W ostatnim czasie miałam okazję testować plecak rowerowy miejski XLC BA-W35. W pierwszej chwili moją reakcją było zapytanie, ale co to właściwie za firma? Szczerze nawet nie miałam o niej pojęcia, a okazuję się że warto się z nią zapoznać. X-cellent Components w skrócie po prostu XLC to młoda marka rowerowa, która została stworzona przez firmę Winora z ponad stuletnim doświadczeniem w branży rowerowej.

Rowery Winora - Winora Group to największy niemiecki producent rowerów, z markami Winora, Steiger oraz Haibike. Rowery Winora to przede wszystkim wysokiej klasy rowery trekkingowe, turystyczne i miejskie - charakteryzuje je wysoka jakość, dbałość o szczegóły wykończenia, ponadczasowa elegancja i odważne stosowanie innowacyjnych rozwiązań technologicznych. Oprócz rowerów w ofercie znajdują się również róznego typu akcesoria i komponenty. 



Dzisiaj przyjżymy się z bliższa właśnie plecakowi. Czy plecak rowerowy może mieć inne zastosowanie niż jest dedykowany? Czy udało mi się zapiąć pas? Co jest największym atutem XLC BA-W35? Na pierwszy rzut oka plecak nie wyróżnia się niczym szczególnym. Jego prosta forma sprawia, że w tłumie mógłby wręcz pozostać niezauważony, ale to tylko pozory. Świetnie sprawdza się na codzień. Posiada boczną kieszeń na bidon. W przypadku matek z dziećmi raczej dobre miejsce na butelkę dla dziecka ponieważ w awaryjnej sytuacji można szybko zareagować :). 

Plecak posiada ergoniomicznie wyprofilowaną wyściółkę na plecach, a także szelkach. Dodatkowo jest pas piersiowy, kóry można regulować na wysokość i szerokość w zależności od potrzeb. Nawet ciążowy brzuch jest w stanie objąć ten pas. Liczne odblaski świetnie współgrają z czarnym kolorem. Tutaj należy wspomnieć, że model XLC BA-W35 jest dostępny również w kolorystyce czerwonej i zielonej. 






Wodoodporność i pojemność.

Dlaczego te cechy ujęłam razem? Na pewno wielu z Was często jeździ do pracy na rowerze. Jak zmieścić laptopa żeby był bezpieczny w razie deszczu? Niewątpliwym atutem tego modelu jest jego wodoodorność. Zatosowano tutaj wodoodporny poliester 840 D oraz rolowane zamknięcie zabezpieczone zatrzaskami. W plecaku znajduje się wyjmowany układ komór na laptopa, tableta itp. Jest to naprawde bardzo fajne i zaskakujące roziązanie, z którym do tej pory jeszcze się nie spotkałam. Pojemność plecaka to 25 litrów więc jest dosyć spory, ale wcale na taki nie wygląda. Jeśli wyjmiemy komorę na laptopa to wtedy zostaje nam jedna główna komora. Moje pierwsze skojażenie przywołało na myśl worek jaskiniowy. Możesz załadować tam wszystko zupełnie bez żadnych ograniczeń. Objętość plecaka można zwiększać i zmniejszać poprzez klamry od zapięcia. Fajnym patentem jest boczna kieszonka gdzie od środka wkładamy telefon, a że jest przezroczytsa to możemy sprawdzić nasz telefon bez wyciągania. Nie będę pisać ile razy mnie to denerwowało jak jechałam na rowerze i dzwonił telefon. Zanim go znalazłam to oczywiście już przestawał ;) 

Kieszonka na telefon. 

Plecak posiada liczne elementy odblaskowe, a także super kieszonkę na bidon.

Moje wykorzystanie :)

Jak wiecie lub też nie moja rodzina wkrótce się powięszy więc oczywistym jest, że na rowerze z nim nie jeździłam. Dla mnie idealnie sprawdził się jako plecak kiedy trzeba spakować dzieci i wyjść z nimi na dłuższy spacer. Dzięki tej jednej głównej komorze pakowanie jest bardzo szybkie i sprawne. Mogłam załadować wszystkie potrzebne rzeczy i nie potrzebne do jednej komory więc później nie było szukania w stylu, w której kieszonce co jest. Właśnie sobie przypomniałam o moim biegowym plecaku na maratony. Ile ja się nagłowiłam, w której kieszonce jest co zanim znalazłam właściwą rzecz. Ten plecak przypomina trochę damską torebkę. Można tu włożyć dosłownie wszytsko, a miejsce jeszcze się znajdzie :). Wymiary: 61 cm (wysokość) x 24cm (szerokość) x 16 cm (głębokość). 

Szymek spokojnie by się tam zmieścił :)


Tester :)

Jako, że u mnie rower jest na dalszym planie z plecaka obecnie korzysta mój Maż, który często do pracy jeździ na rowerze. Plecak również idealnie sprawdza się na quadzie ponieważ nawet jeśli wjedziemy w jakieś błoto to jest bardzo łatwy do wyczyszczenia. Jego prosta forma sprawia, że zabrudzenia za bardzo nie mają szansy dostać się w jakieś szczliny i zakamarki. 


Jak tylko powrócę do jazdy na rowerze to plecak myślę, że będzie wykorzystany w 100%. Dziękuje sklepowi https://www.rowertour.com/ za możliwość przeprowadzenia testów. Pewnie jeszcze nie raz do Was powrócę. Szybka wysyłka wręcz natychmiastowa. Szeroki asortyment sklepu jak najbardziej do mnie przemawia, a do tego liczne promocje.

Pozdrawiam
Kamila :)

niedziela, 6 czerwca 2021

Mój przegląd wózków dziecięcych - recenzja THULE GLIDE :)

W ostatnim czasie dostaje sporo zapytań jaki wózek wybrać. Widzę, że co niektórzy też wkraczają na ten etap co ja i rower trochę schodzi na dalszy plan. Postanowiłam zrobić wpis na ten temat i opisać w nim swoje doświadczenia. Polecam przeczytać do końca ;)

Kiedy dowiedziałam się, że zostanę mamą w pewnym momencie udzielił mi się syndrom wicia gniazda. Jest to jeden z naturalnych objawów ciąży. Najczęściej widać to w gorączkowym przygotowaniu rzeczy dla dziecka, gromadzeniu ubranek, praniu, prasowaniu, układaniu w szafkach, żeby były gotowe i pod ręką. Jednym z ważniejszych elementów wyprawki jest wózek dziecięcy. Na początku przeglądałam sporo różnych internetowych poradników żeby wybrać ten idealny. Zanim to nastąpiło przebyłam długą drogę metodą prób i błędów.

Co było dla mnie wtedy najważniejsze? Koniecznie wózek 3 w 1 i oczywiście żeby wszystko pasowało do siebie kolorystycznie łącznie z torebką na drobiazgi...Nie powiem gondola była w porządku, ale przy spacerówce zaczynały się schody. O foteliku z zestawów gotowych 3 w 1 szkoda się nawet rozpisywać. Najlepiej wybrać się do specjalistycznego sklepu gdzie dopasują fotelik do samochodu i do dziecka, który zapewni bezpieczeństwo w razie wypadku. Wtedy nie miałam zupełnie tej świadomości. Dopiero filmiki z crash testami otworzyły mi oczy, ale to dłuższy temat.

Jedna z wielu wycieczek :)

Wózek pomimo, że był ładny nie pasował zupełnie do mojego stylu życia. Czułam się z nim ograniczona tylko do kilku tras w dodatku asfaltowych. Wiedziałam, że muszę znaleźć inny sposób bo inaczej zwariuje i jak sobie pomyślę z perspektywy czasu to efekt "baby blues" mnie nie ominął. Zaczęłam zagłębiać się w temat wózków biegowych. Nie będę ukrywać, że ceny mnie odstraszyły i to konkretnie. Długo analizowałam za i przeciw. Pamiętam do dzisiaj jak mój Mąż zapytał czy to nie jest tylko mój kolejny wymysł, a wózek będzie siedział. Postanowiłam zaryzykować - ach co za szalona matka ze mnie! 

Postawiłam na model Thule Glide w wersji ze sztywnym kołem. Kolor szary z niebieskim - uwielbiam wszystkie błękity więc od razu wpadł mi w oko. Kiedy do mnie dotarł pierwszym odczuciem było to, że jest dosyć długi. Już pierwszego dnia postanowiliśmy go przetestować i pojechaliśmy na wycieczkę w góry.

Podczas wypraw dzielnie towarzyszy nam Bunia. Zdjęcie zrobione na Korabie - szczyt w Beskidzie Wyspowym należący do Pasma Łososińskiego.

Często na różnych forach o tematyce górskiej pojawia się temat jaki możecie polecić szlak turystyczny do pokonania z wózkiem. Z Thule nie zastanawiam się czy dam radę tam iść tylko po prostu idę. Oczywiście nie mówię o górach gdzie trzeba się wspinać itd, ale na większości Beskidzkich szlaków wózek sobie spokojnie poradzi. Czasem wspomagałam się nosidłem jeżeli szłam sama, a były straszne wertepy. Wózek jest tak lekki, że spokojnie go mogłam wypychać równocześnie niosąc dziecko, ale takich sytuacji było nie wiele bo w większości przypadków dawał radę nawet z największymi stromiznami.

Zejście z Miejskiej Góry w Limanowej.

Thule okazał się dla nas strzałem w dziesiątkę i przepustką do odkrywania coraz to nowszych szczytów z dzieckiem.  Jak wiecie lub też nie mój Mąż jest strażakiem więc nie ma go dosyć długo w domu więc to jak sobie zorganizowałam dzień z dzieckiem zależało wyłącznie ode mnie. Ile można chodzić po alejkach w parku? To nie dla mnie.  Z Michałkiem wycieczka zaczynała się czasem już z samego rana, a kończyła wieczorem. Do pojemnego bagażnikła ładowałam cały ekwipunek i razem z koleżanką i jej dziećmi ruszaliśmy w  okoliczne góry. Ognisko i cały dzień w plenerze i mogłam cieszyć się macierzyństwem na całego. Często pojawiały się pytania dlaczego nie zdecydowałam się na chustę itp. Po pierwsze dlatego, że jej nie ogarniałam chociaż bardzo mi się to podoba, a po drugie gdybym miała nieść dziecko i jeszcze całą wyprawkę cały dzień to raz dwa bym padła. 


Miejska Góra w Limanowej.

Kilka słów o Thule Glide

Wózek jest bardzo wygodny zarówno dla rodzica jak i dziecka. Regulowana rączka, którą możesz dopasować do swojego wzrostu. Hamulec nożny oraz ręczny.  W wersji Glide 1 jest on na przednie koło, a w wersji nowszej Glide 2 jest na tylną oś. Szeroka budka, która chroni przed różnymi warunkami atmosferycznymi. Można dokupić rownież różne akcesoria typu: moskitiera, folia przeciwdeszczowa itd. Osobiście korzystam z foli przeciwdeszczowej, która nieraz nas uratowała przy ogromnych ulewach. Mogło lać i wiać, a dziecko było tam bezpieczne. Sprawdził mi się też śpiworek, który w porze jesiennej i zimowej był praktycznie cały czas założony. Fajnym gadżetem jest też organizer na butelki i inne drobiazgi, który można doczepić do rączki - akurat tutaj muszę pomyśleć o jakimś nowszym bo mój jest już nieźle wysłużony. Oparcie regulowane w bardzo łatwy sposób od pozycji siedzącej do całkowicie leżącej. Pięciopunktowe pasy bezpieczeństwa, z których dziecko się nie wywinie, a do tego można jeszcze zaopatrzyć się w pałąk. Przy Michale nie miałam, ale przy drugim synie kaskaderze czasem by się przydał ;) Wózek można w bardzo łatwy sposób złożyć i odczepić wszystkie koła więc bez problemu zmieści się nawet w niewielkim bagażniku samochodu. Koło z przodu ma 16 cali, a w tyle koła mają po 18 cali więc bez problemu radzą sobie z nierównym terenem. Można również dokupić do niego gondolę, a także adaptery do fotelika. Jest to mój opis na podstawie obserwacji - więcej informacji oczywiście znajdziecie na stronie producenta.

Pojemny bagażnik spokojnie mieści wszystkie rzeczy potrzebne jak i nie potrzebne na cały dzień.


Śpiwór idealnie sprawdza się na chłodniejsze dni. 

Wózek posiada elementy odblaskowe na kołach i budce.

Duże koła spokojnie radzą sobie w każdym terenie.

Waga! 

Waga wózka to zaledwie 10,8 kg, ale ja o innej wadze. W ciąży większość zachwyca się brzuszkiem jaki piękny, a Ty go eksponujesz żeby podzielić się z całym światem tą wspaniałą wiadomością. Po ciąży jednak już tak nie jest i za wszelką cenę starasz się go jednak zamaskować. Też tak miałaś? Bo ja tak. Wtedy bluzki o kroju oversize stają się ulubionymi. W mojej pierwszej ciąży przytyłam ponad 20 kg pomimo tego, że chodziłam po górach i starałam się żyć w miarę aktywnie. Dla mnie to był szok i duże obciążenie dla organizmu. Były momenty, że nie mogłam wstać z łóżka bo tak mnie bolał kręgosłup. Stopniowe spacerowanie i bieganie z wózkiem zdecydowanie poprawiło mój stan psychiczny i fizyczny. W pewnym momencie nawet ważyłam mniej niż przed ciążą. Więc jeśli ktoś szuka magicznej metody na zrzucenie zbędnych kilogramów to polecam przede wszystkim RUCH.

Szybki bieg przed pracą po okolicznych górkach :)

Bieganie z wózkiem było dla mnie doskonałym treningiem żeby później startować w zawodach rowerowych.


Czy wózek biegowy jest dla każdego?

Jeśli to czytasz to zapewne stoisz przed takim wyborem. Często ludzie wychodzą z założenia, że skoro biegowy to trzeba biegać. Wózek dzięki swoim dużym kołom idealnie sprawdzi się również na co dzień. Jest wersja ze sztywnym kołem, ale Thule w swojej ofercie posiada również biegowy ze skrętnym kołem, który w mieście i sklepowych alejkach sprawdzi się doskonale. Moja sąsiadka ostatnio powiedziała mi takie słowa: Gdybym cię nie poznała to nawet bym nie wiedziała, że są takie wózki...oczywiście ma już swój wymarzony dopasowany do swoich potrzeb.

Wady?

Wózek z racji, że ma sztywne koło jest dosyć duży. W różnych miejscach typu sklep, ośrodek zdrowia itp. nie da się nim zwinnie manewrować. I wtedy zrodziła się potrzeba, że muszę mieć kolejny wózek. Zakupiłam małą spacerówkę. Jak szybko kupiłam tak po tygodniu już sprzedałam bo to nie na moje szybkie pędy i nie na nasze chodniki. Moją drugą alternatywną dla Thule stał się wózek Bumbleride Indie na trzech kołach. Nie miałam pojęcia nawet o takiej firmie, ale wpisałam w wyszukiwarkę hasło "terenowa spacerówka" i tak oto poznałam Bumbleride, który może nam towarzyszyć od narodzin dziecka ponieważ można zamontować do niego również gondolę więc przy drugim synu tak zrobiłam. I tak naprawdę te dwa wózki są przeze mnie używane cały czas w zależności od sytuacji.

Na zdjęciu: w środku Thule oraz Bumbleride Indie w akcji :)

Przyczepka

Oczywiście jeśli mowa o drugim dziecku to tutaj zrodziła się potrzeba, że muszę ich zabrać w góry razem. Michał był jeszcze na etapie "Mama bolo nogi" i czasem też tak ma i wtedy weź się rozdziel jak jesteś sama w lesie. Mój kolejny pomysł to była przyczepka Thule Lite, która świetnie sprawdza się nie tylko jako wózek, ale po odczepieniu kół i zamontowaniu na specjalnym uchwycie sprawdza się w roli przyczepki rowerowej. Dla dziecka, które jeszcze samodzielnie nie siedzi jest dedykowany specjalny hamaczek.



Czy to już koniec?

I tutaj moja historia z wózkami mogłaby się skończyć, ale w drodze jest trzeci kandydat, a może kandydatka do wózka. Z racji, że Szymek jest jeszcze mały to i tak czeka mnie jazda z podwójnym wózkiem. Postanowiłam oczywiście na Thule. Tym razem model Thule Sleek. Jak się sprawdzi to pokaże czas bo póki co jest schowany i czeka na odpowiedni moment. Michał zaczął coś więcej jeździć na rowerze więc już rozważam opcje jak zabiorę całą trójkę w góry ;) 


Awaria!

Wpis ten planowałam już od dłuższego czasu, ale w międzyczasie stała się mała awaria. Mąż wybrał się na spacer z dzieciakami. Kiedy wrócili i chciałam iść na spacer coś mi nie pasowało w tym jak Thule się prowadzi. Moim oczom ukazała się pęknięta rurka przy spawie. Od razu przed oczami przeleciały mi wszystkie wycieczki i jak sobie pomyślałam, że to może być koniec ogarnęła mnie lekka panika. Normalnie powinnam była na niego krzyczeć (w senie Meża), ale spokojnie - jeszcze nic straconego. Od razu pobiegłam na strych żeby przewertować pudła i znaleźć paragon. Polecam mieć skserowane bo wiadomo, że po kilku latach może wyblaknąć. Znalazłam kontakt do sklepu i bardzo miła Pani Hania ze sklepu WOZIMYSIE powiedziała mi krok po kroku co powinnam zrobić. Dodam, że Thule daje 10 lat gwarancji na swoje ramy. Nie minął nawet tydzień jak wiedziałam, że reklamacja została rozpatrzona pozytywnie. Pani Haniu dziękuje z całego serca! I tak oto zaczynam na nowo przygodę z wózkiem biegowym tym razem z wyższym modelem Thule Glide 2! W tym modelu ta rurka jest zdecydowanie konkretniejsza.

Nasza nowa bryka!

Czy warto było go kupić?

Zdecydowanie TAK! Dzięki niemu odżyłam i mogę czerpać pełnymi garściami z macierzyństwa. Moje motto od kiedy zostałam matką brzmi: "Nie szukaj wymówek, szukaj możliwości". Cieszę się, że firma Thule daje takie możliwości. Dzieci też z tego mają ogromną korzyść ponieważ sporo czasu spędzają na świeżym powietrzu, a co za tym idzie hartują się i poznają nowe miejsca. Odpukać Michał jest jednym z nielicznych przedszkolaków, który chodzi cały czas do przedszkola ;). Jak widać taki wózek to świetna inwestycja na lata ponieważ spokojnie może z niego skorzystać kilka dzieci. Nie oszukujmy się, ale 10 lat gwarancji na ramę! Która firma tyle jeszcze daje? Cieszę się, że przed nami jeszcze dziesiątki jak nie setki kilometrów.


Kolejne przygody przed nami :)

Wpis ten nie jest w żaden sposób sponsorowany, a jedynie są tutaj opisane moje doświadczenia. Jak widzicie musiałam trochę pojeździć żeby znaleść swój ideał ;) O wózkach mogłabym jeszcze dużo pisać. Jeśli macie jakieś pytania piszcie śmiało. Napiszcie w komentarzach również o swoich doświadczeniach z wózkami. Mam nadzieje, że ten wpis w jakimś stopniu pomoże Wam wybrać swój idealny wózek. I nawet jeśli teraz jesteś na etapie rower i tylko rower to poczekaj...jeszcze tu kiedyś wrócisz ;)


Filmiki z naszych wycieczek: 




Pozdrawiam

Kamila :)

czwartek, 31 grudnia 2020

Kamila i jej rower - podsumowanie roku 2020 :)

Koniec roku to dobry czas na wszelkiego rodzaju podsumowania. Tradycyjnie jak co roku na moim blogu też ono się znalazło. W tym roku było mnie tutaj znacznie mniej, ale to nie znaczy, że nie myślałam o moich Czytelnikach. Dziękuje Wam za to, że jesteście tutaj nadal. Dajcie mi solidnego kopniaka do działania w 2021! 


Zapraszam Was do małej lektury. Dobra nie taka mała, ale nie chciałam żeby mi umknęły niektóre rzeczy bo lubię po jakimś czasie wrócić do tych wpisów i zobaczyć co się działo w danym roku. 

Początek roku 2020 był gruby... spędziłam go w dwupaku :)

W oczekiwaniu na...:)

Jak tylko były siły to starałam się spędzać ten czas aktywnie do samego końca. Rwa kulszowa tego nie ułatwiała, ale w żółwim tempie toczyłam się do celu.

Ostatnie tygodnie w dwupaku.

Aż pewnego dnia na świecie pojawił się On. Chłopiec, który na początku nie miał imienia. Moje serce mówiło od kilku miesięcy Ignacy i wszystkie znaki za tym przemawiały, ale niestety nie wszystkim to odpowiadało. Po wielu sporach i kilku innych imionach w międzyczasie zapadła decyzja...

Mój świat :)

Szymon będzie mieć na imię :) Ciekawe co też z niego wyrośnie? :)

Szymcio :)

Michałek tym samym zyskał miano starszego brata :)

Rodzina jak z obrazka, ale nie zawsze jest tak kolorowo :)

W domu zrobiło się jeszcze głośniej niż było. Nie zliczę ile razy w nocy było wstawania i czasem gdy już miałam wszystkiego dość to ten widok o 4 nad ranem wszystko wynagradzał :)

Bracia :)

Wiadoma sprawa rower zeszedł na dalszy plan, ale jeszcze chwila zaczekajcie...Misiek tylko coś dokręci i zaczynamy :)

Talent po tacie :)

Jak tylko nadszedł odpowiedni dla mnie czas to ruszyłam na rower. Było go znacznie mniej niż do tej pory w moim życiu, ale wystarczająco żeby też nie zwariować. Oczywiście z braku czasu nie wszystkie relacje pojawiały się na blogu :)

Pierwsza jazda od dłuższego czasu :)

Dużo wycieczek było w samotności, ale to nie znaczy, że po drodze jakiś baran się nie napatoczył. 

Spotkanie na trasie.

Żeby nie tracić ani chwili wolnego czasu jazda była intensywna. Przebierałam nogami ile fabryka dała.

Droga prowadząca na Korab i Sałasz w Paśmie Łososińskim.

Były też wycieczki w babskim gronie, ale o Bąbelkach nikt nie pisnął ani słowem :)

Wyciąg narciarski Laskowa Ski i wypad z koleżankami.

Z widokiem na mój dom.

Kojarzycie tego gościa? Tak to On słynny M., który mi zawrócił kilka lat temu w głowie kiedy spokojnie jechałam sobie na rowerze. I sami widzicie co się podziało za ten czas. W tym roku 4 lata  minęły odkąd powiedzieliśmy sakramentalne TAK. Czasem mnie serdecznie wkurza, ale i tak go ogromnie kocham :)

Mąż :)

Babciom i Dziadkom, a także kochanej cioci D. też należą się podziękowania. Gdyby nie ich pomoc to o wspólnych wycieczkach z Mężem można śmiało by zapomnieć.

Wycieczka na Mogielicę :)

Jak za dawnych lat :)


W tym roku licznik pokazał trójkę z przodu. Nawet nie wiem kiedy to się stało i 30 lat zleciało. Łezka w oku się zakręciła bo gdy w domu mnie nie było to przyjaciele i rodzina spiskowali i huczną imprezę dla mnie wyprawiali.


Lata już nie te więc na E-bajku czasem warto przejechać się :)

Z widokiem na Tatry.


Dwa koła piękna sprawa, ale do plecaka nie wszystko się pomieści. W tym roku dużo kilometrów pokonałam samochodem. Pomimo, że prawo jazdy mam od dłuższego czasu to tak naprawdę dopiero moja praca mnie "zmusiła" do intensywnej jazdy. Przy dwójce dzieciaków nie ukrywajmy wygoda jest ogromna. Kiedy już uda się zapakować z całym "dobytkiem" i zostawić dzieciaki u dziadków to można pracować. Kto by pomyślał, że praca przyniesie mi tyle satysfakcji i radości. Dzięki niej poznałam wiele sympatycznych osób.

Pakujemy się na prezentację Thermomix :)


Było też sporo wycieczek z dziećmi, a że ręce mam tylko dwie bo Strażakowi często coś się pali i go nie w domu to musiałam coś wymyślić. Po wielu analizach i lekturach zapadła decyzja i przyczepka 3 w 1 w naszym domu się pojawiła. Nie pytajcie ile miejsca zajmuje w garażu. M. na początku z niej trochę szydził, ale raz dwa się do niej przekonał :)

Pierwsze przejażdżki na rowerze po okolicy :)

Wracamy z Korabu.

W drodze na Gorc chwila na odpoczynek :)

Gorc zdobyty 1228m. n.p.m. było ciężko, ale się udało. Ich najwyższy szczyt.

Była też konkretna wyprawa na rowerze w Beskid Niski. Gdybym jechała tylko z M. byłaby zapewne z kategorii normalna, a że z ekipą to było ekstremalnie. I na zdjęciu to wygląda słodko, ale nie dajcie się na to nabrać. To tylko fragment... Po przejechaniu pierwszych dwóch kilometrów myślałam, że zawrócimy do auta. Na szczęście sytuacja się unormowała (czytaj: mleko załatwiło sprawę) i było naprawdę super, a po drodze jeszcze ognisko :)

Beskid Niski :)

W tym roku z racji koronawirusa nasz ulubiony maraton na 100 km Kierat jak i wiele innych imprez zostało odwołanych, ale to nic. M. zorganizował dla mnie specjalnie bieg "Psikus". Kompas i mapa do ręki i w drogę :) 

Zaczynamy pierwszy międzynarodowy bieg na orientację Psikus. Liczba uczestników sztuk dwie.

Jeden z punktów. M. jak coś robi to profesjonalnie na całego.

Gdzieś w biegu :)

Ustawki rowerowe i jazda z ekipą? Proszę bardzo! Tylko zamień słowo rower na wózek, rowerek, hulajnogę i co tam jeszcze Ci przyjdzie do głowy :)

Żadna pogoda nam nie straszna :)

W miejscowym parku.


Zabawa nad rzeką :)

Pisząc podsumowanie roku 2020 nie może zabraknąć "TRUTUA". Jak jest traktor to jest wszystko dla mojego syna. Udało się nawet zdobyć kilka mniejszych górek na nim :) Oczywiście na wyprawach nie może zabraknąć ognisk.


Bunia zawsze dzielnie nam towarzyszy :)

Buniś :)

I żeby nie było, że jest tak kolorowo. Obawiam się, że w tym roku więcej czasu spędziłam jeżdżąc odkurzaczem, od którego to już jestem uzależniona. Chętnie przygarnę jakiś na testy...:) Nie muszę tego pisać, ale przy dzieciach jest dużo syzyfowej pracy, ale o tym pewnie doskonale sami wiecie. Pranie, sprzątanie czyli niekończąca się historia... Ale jeśli brudne dziecko to szczęśliwe dziecko to niech się brudzą :D
Mama i tak jest dumna...wszędzie sucho, a on wpadł do jednej jedynej kałuży :) 

Chlapku :D

Żeby znaleźć trochę wytchnienia od września stałam się dumną mamą przedszkolaka :) 


W drodze do przedszkola :)

Gdy nie mogliśmy znaleść Taty oczywistą sprawą było gdzie należy szukać. Nie zliczę ile razy już wychodząc z domu zawyły syreny i moje plany znikały w jednej chwili. 

Wspomaganie :D

W tym roku udało mi się zrobić kilka rzeczy w domu z czego się bardzo cieszę. Po 4 latach pojawiły się karnisze i zasłony więc jest czego pogratulować. Ta szybkość działania. Zrealizowałam również swoje marzenie, ale zdjęcia zachowam dla siebie.Tutaj tylko skrawek i pies jako element zaskoczenia gdyby ktoś się zastanawiał o co chodzi.

Jedno z moich marzeń zrealizowane :)


W tym roku również wystartowałam w charytatywnym biegu dla Stasia czyli syna mojego rowerowego kolegi. Wszystko odbyło się wirtualnie, a wystartowało około 4400 osób. Stasia w najbliższym czasie czeka operacja, a później rehabilitacja nóg: https://www.facebook.com/stasiusulkowski Na moim blogu już niejednokrotnie mogliście poczytać o losach tego dzielnego chłopca. Towarzyszył mi Szymcio i Bunia. 

Bieg dla Stasia :)

Jeśli chodzi o prowadzenie bloga to w tym roku zastanawiałam się czy jestem na etapie: kiedyś prowadziłam bloga, a może jeszcze na etapie prowadzę blog. Za punkt honoru postanowiłam sobie, że muszę zrobić ten wpis choćby nie wiem co bo jeżeli bym tego nie zrobiła to już później ten blog mógłby przestać istnieć. Zastanawiałam się co ja tutaj napiszę skoro większość czasu spędzało się w domu, ale jak tylko przeglądałam zdjęcia to stwierdziłam, że wcale tak źle nie było :) Wiem, że dla niektórych osób ten rok był bardzo ciężki. Miejmy nadzieje, że kolejny 2021 będzie zdecydowanie lepszy i tego Wam życzę :) 

W komplecie :)

Szczęśliwego Nowego roku 2021 życzy 
Kamila i jej Rodzina :)

P.S.

Rok 2020 zapisze się w kartach historii zapewne jako rok koronawirusa, ale oprócz tego było wiele innych spraw, które głęboko mi utkwiły w głowie i ciężko było przejść obok tego obojętnie. 

Tutaj dodam kilka linków do zbiórek jeżeli będziecie mieli ochotę, którąś wesprzeć będzie mi bardzo miło :)

Łukasz to mój kolega z ekipy rowerowej. Podczas wyprawy w góry uległ nieszczęśliwemu wypadkowi, ale pomimo tego nie traci optymizmu! :) Tak trzymaj Łukasz :) Zbiórka: https://zrzutka.pl/pvjdfk

Rita i Kasia - o tym wypadku głośno było w całej Polsce. Z Ritą od lat jeździłam na zawodach i mam nadzieje, że znowu tak będzie. Rita, Kasia walczcie dalej! Zbiórka:https://pomagam.pl/kasia_rita

Milena - dziewczyna z mojej rodzinnej miejscowości. Pomimo, że jej nie znam osobiście to śledzę losy na bieżąco. Lekarze nie dawali jej szans na wybudzenie się ze śpiączki, ale rodzina dzielnie o nią walczy i są tego efekty. Milena brawo! Zbiórka: https://zrzutka.pl/z8py9n