wtorek, 25 sierpnia 2015

Sercu bliski Beskid Niski - rowerowa wyprawa część I :)

Wiedziałam, że kiedyś tutaj powrócę. Nie sądziłam jednak, że nastąpi to tak szybko. Miejsce, które od samego początku urzeka swoją prostotą :) Zapraszam Was na relację z Beskidu Niskiego.

Już we wtorek zaczęłam robić przygotowania do wyjazdu. Wiedziałam, że wszystko co będzie mi potrzebne muszę mieć w plecaku. Nie mogłam więc przesadzać...kanapki z kotletem i coś do picia to była podstawa :D Czekała nas długa droga :)

W środę 19.08.2015 tuż po godzinie 06:00 spotykamy się całą ekipą czyli ja, M., M.i A. w centrum Limanowej. Rowery załadowane na bagażnik możemy więc ruszać. Po około dwóch godzinach docieramy do miejscowości Wysowa. Jeszcze jakieś ostatnie zakupy i ruszamy zielonym szlakiem na Kozie Żebro (847 m). Pogoda naprawdę nam dopisuje nie za zimno, ani też nie za gorąco - idealnie na rower. Po dotarciu na szczyt jestem zdziwiona, że już tu jesteśmy - jakoś tak szybko mi minęło. Być może dlatego, że byłam tutaj po raz drugi. Trasa wtedy przebiegała trochę inaczej, ale o tym możecie poczytać we wcześniejszym wpisie:
 http://camilla14a.blogspot.com/2015/08/tam-gdzie-konczy-sie-beskid-sadecki.html


Kozie Żebro zdobyte :)
Z Koziego Żebra na dzień dobry strasznie stromy zjazd. Jak już ruszyłam to nie było możliwości żeby się wycofać bo skończyłoby się to bliskim kontaktem z ziemią. Na dole dojeżdżam do ekipy. Wszyscy ucieszeni od ucha do ucha :) Zapowiada się niesamowity dzień. Po drodze mijamy bazę namiotową SKPB Warszawa w Regietowie. Całkiem sympatyczne miejsce.


http://www.skpb.waw.pl/galeria/event/regetow.html#0
Szlaki w Beskidzie Niskim są bardzo dobrze oznaczone. Jazda po tych ścieżkach to prawdziwy relaks. Tak naprawdę to nie możemy wyjść z podziwu...oby tutaj cywilizacja nie dotarła.


Konkurs na przejazd pod drzewem :D Każdy znalazł swój sposób :)
Czerwonym szlakiem docieramy na Górę Rotunda (776 m). Znajduje się tutaj jeden z najpiękniejszych cmentarzy wojennych zaprojektowanych przez Duszana Jurkowicza o numerze 51. Pochowano tutaj 42 żołnierzy austriackich oraz 12 Rosjan. Na tablicy inskrypcyjnej znajduje się napis „Nie płaczcie, że leżym tak z dala od ludzi, a burze nam nie raz we znaki się dały. Wszak słońce co rano wcześniej nas tu budzi i wcześniej okrywa purpurą swej chwały”.




Na szczycie Góry Rotunda.
Jedziemy dalej czerwonym szlakiem. Po jakimś czasie docieramy do miejsca gdzie jest kilka domów i jakiś ośrodek wypoczynkowy. Zatrzymujemy się na chwilę w sklepie na lody i dalej w drogę.


Czerwony szlak :)
Nasz jedyny sklep na trasie.
Pora coś chyba zjeść konkretnego. Na pięknej zielonej łące, która chyba nie ma końca robimy postój na śniadanie :). Chwilę jeszcze jedziemy czerwonym szlakiem, a później jedziemy bez żadnych drogowskazów. Tylko tam gdzie intuicja nas zaprowadzi :D.


Śniadanie :)
Na chwilę wkraczamy na drogę asfaltową ponieważ po drodze jest kilka miejsc, które warto zobaczyć. Pierwsze z nich to Cerkiew parafialna greckokatolicka św. św. Kosmy i Damiana w Krzywej (obecnie kościół filialny rzymskokatolicki NMP Niepokalanie Poczętej) zaczęto wznosić w 1924 r. na miejscu wcześniej spalonych świątyń. Budowla wzorowana jest na cerkwiach staroruskich. Nad centralną częścią nawy znajduje się kopuła, a nad zachodnią i prezbiterium wieżyczki z pozornymi latarniami. Na ścianach obitych deskami nie ma polichromii. Wewnątrz świątyni zobaczyć można dwa ołtarze boczne z końca XIX w., a w prezbiterium znajduje się ołtarz główny z baldachimem i współczesnym tabernakulum. Obok cerkwi widnieje drewniana dzwonnica.


Cerkiew w Krzywej.
Kolejnym miejscem jest Pomnik upamiętniający katastrofę lotniczą samolotu Halifax w Banicy.

27 sierpnia 1944 r. z lotniska Campo Cassale koło Brindisi na południowym wschodzie Włoch wystartował samolot typu HP Halifax FS-P (JP295) celem dostarczenia zaopatrzenia powstańcom walczącym w Warszawie. Załoga samolotu w składzie: kpt. nawigator Franciszek Omylak, ppor. pilot Kazimierz Widacki, ppor. bombardier Konstanty Dunin-Horkawicz, ppor. strzelec pokładowy Tadeusz Mroczko, sierżant mechanik pokładowy Wilhelm Balcarek, sierżant radiooperator Jan Ozga, sierżant strzelec pokładowy Józef Skorczyk należała do 1586 Eskadry do Zadań Specjalnych (S.D.F.) utworzonej na bazie 301 dywizjonu bombowego stacjonującego we Włoszech. Eskadra posiadała własne samoloty, jednak do tego lotu został wypożyczony od 148 dywizjonu do zadań specjalnych RAF samolot Handley Page H.P. 59 HALIFAX B Mark II Series 1A. Po wystartowaniu z lotniska kontakt z samolotem został zerwany, nie odebrano z samolotu żadnych sygnałów, dlatego też przebieg lotu nie jest znany. Po wykonaniu zadania podczas lotu powrotnego samolot rozbił się w rejonie Banicy koło Gładyszowa, w Beskidzie Niskim. W katastrofie zginęła cała załoga samolotu. Znalezione szczątki części ciał członków załogi samolotu pochowane zostały przez miejscową ludność w miejscu katastrofy, ponieważ Niemcy zabronili pogrzebać je na cmentarzu. Po zakończeniu wojny szczątki złożono w dwóch trumnach na cmentarzu we wsi Krzywa.

Całość historii tutaj: http://www.polskaniezwykla.pl/web/place/26181,krzywa-pomnik-upamietniajacy-katastrofe-lotnicza-samolotu-halifax-w-banicy.html






Pomnik upamiętniający katastrofę lotniczą samolotu Halifax w Banicy.
Z asfaltowej drogi wkraczamy w jakieś krzaki i przedzieramy się nimi do Wołowca. Tak naprawdę nikogo to nawet nie dziwi, a jak jeszcze kogoś dziwi to nie powinien się tu nawet znaleźć. M. zawsze wymyśli taki wariant trasy, że nie wiadomo jak, ale zawsze udaje się dotrzeć do celu :)


Uff co za ulga, że nie miałam nart :)
Przedzieranie się przez krzaki nikogo tutaj nie dziwi :)
Przejeżdżając przez mały mostek naszym oczom ukazuje się duża bania z wodą. Nie namyślając się zbyt długo idziemy się ochłodzić. Woda jest lekko lodowata, ale nikomu to nie przeszkadza :)
 
Pluskanie :D
Kolejnym miejscem na naszej trasie jest Cerkiew filialna greckokatolicka Opieki Bogurodzicy w Wołowcu (obecnie cerkiew prawosławna pod tym samym wezwaniem) została wzniesiona w XVIII w. Jest to cerkiew zachodniołemkowska z łamanymi dachami namiotowymi i cebulkowymi zwieńczeniami. Ma izbicową wieżę oraz trójdzielny układ wnętrza, z prosto zamkniętym prezbiterium. Wnętrze, oprócz nawy, w której widać dach namiotowy, nakryto stropami płaskimi. W nawie i babińcu zachowały się fragmenty XIX  wiecznej polichromii ornamentalnej i figuralnej. Znajdujący się tu ikonostas z końca XVIII w. stanowi depozyt muzeum w Łańcucie.

W tym momencie w środku przeprowadzany jest remont.


http://www.drewniana.malopolska.pl/?page=obiekty&id=226
Cerkiew w oddali.
"Kamila i jej rowerzyści" :D

Kolejny szczyt jaki zdobywamy to Mareszka (801 m). Następnie zjeżdżamy do Bacówki PTTK w Bartnem. Tutaj robimy kolejne zaopatrzenie w wodę i zajadamy się pierogami łemkowskimi. W tym miejscu nasz kolega M. zorientował się, że my wcale nie wracamy dzisiaj do samochodu tylko mamy załatwiony nocleg w miejscowości Krempna. Okazało się, że wszystko co jest mu potrzebne zostawił w samochodzie w drugim plecaku. I tak oto się dowiedział po co A. całą drogę jak głupi wiezie ze sobą ręcznik :D Nie ma co...przynajmniej miał najlżejszy plecak z całej ekipy :) 
 


Relacja na żywo z Beskidu Niskiego... :D
Bacówka PTTK w Bartnem.
Wszystko co było potrzebne lub i nie znajdowało się w tych plecakach :)

Myślicie, że to już koniec wycieczki? Jeszcze nie :). Przed nami jeszcze kilka szczytów. Jakby tego było mało Panowie o inicjałach M. postanawiają wydłużyć trasę. A. coś tam pomarudził, ja się pośmiałam i oczywiście wybraliśmy rozbudowaną wersje trasy. Jak szaleć to szaleć bo nie wiadomo kiedy znowu będzie nam dane tutaj powrócić :).


Kapliczka przy drodze.
Pamiętacie jak pisałam, że na dzień dobry mieliśmy super zjazd? Na dobranoc zaserwowaliśmy sobie jeszcze lepszy. Chwila nieuwagi z mojej strony i mogłabym wpaść w jakąś przepaść...Oczywiście moi towarzysze nie mieli czasu się nad niczym zastanowić bo pomknęli niczym błyskawica i czekali na mnie na dole. Przed nami już ostatnia prosta szutrowa droga i kierujemy się do miejscowości Krempna.
 

Udało nam się jeszcze zrobić małe zakupy w sklepie, a następnie udaliśmy się do miejsca gdzie mieliśmy nocleg. Jeżeli ktoś z Was by się wybierał to polecam szczerze " Ośrodek wypoczynkowy POD JODŁĄ W KREMPNEJ". Ceny bardzo przystępne, warunki też super. Bardzo miła obsługa i co najważniejsze bez problemu znalazło się miejsce, aby bezpiecznie przechować nasze rowery :).


Zalew na Wisłoce w miejscowości Krempna.
Na koniec dnia pierogi z borówkami oraz piwo o smaku miód malina :D A co należało się :). Zmęczeni po całym dniu idziemy spać bo rano ciąg dalszy wyprawy.

Pokonaliśmy 53 km, około 2350 m przewyższenia, zdobyliśmy 8 szczytów. Adam na początku śmiał się " Eee co to taki Beskid Niski". Pod koniec dnia jednak już był bardziej pokorniejszy. 

Opis drugiego dnia i kolejnych 60 km już niebawem. Jak to wszystko piszę to wspomnienia ożywają i aż łezka w oku się kręci...jeszcze tam wrócę :)






Pozdrawiam
Kamila :)

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Wyprawa na Łopień oraz porady jak zachować się podczas burzy...

W ostatnią niedzielę w Limanowej odbyły się zawody rowerowe Limanowa Downhill Challenge. Z racji, że kibic ze mnie marny to postanowiłam gdzieś ruszyć w teren. Dzwonię do G. i A. i jednogłośnie ustalamy, że zdobywamy Mogielicę i Jasień. Razem z G. przyjeżdżamy pod dom A. i jazda :). Na początku toczymy się asfaltem na naszych "fullach". W oddali nad Mogielicą niebo zaczyna się robić coraz ciemniejsze. Nie ma szans - będzie burza. Żeby przed nią uciec, a nie stracić dnia zmieniamy nasze plany. Skręcamy w stronę góry Łopień (961m).


W okolicach Łopienia za niedługo chyba będzie droga szutrowa...
Jesteśmy już prawie w okolicach szczytu, ale niestety ze względów bezpieczeństwa musimy odpuścić dalszą jazdę i kierujemy się w dół. Po drodze mijamy tłumy turystów, którzy tak jak i my chcieli znaleźć się jak najszybciej w bezpiecznym miejscu.


Odpoczynek :)
A. jedzie ścieżką rowerową...
Ulewa jest coraz większa. A. zarządza, że musimy to wszystko jakoś przeczekać. Nie ukrywam, ale zaczęłam się bać. Przypomniała mi się burza, która w tamtym roku dopadła nas na maratonie Kierat. Na rowerze chyba w sumie pierwszy raz tak miałam. Porzucamy rowery i idziemy gdzieś usiąść...pod drzewem? Przecież to nie jest zbyt rozsądne, ale przecież my jesteśmy w lesie więc są one wszędzie. I tak oto naszła mnie myśl...czy ja właściwie wiem jak powinno się prawidłowo zachować podczas burzy?


W lesie czekając, aż burza sobie pójdzie...

Burza może nas dopaść w różnych miejscach.Oto jak powinniśmy się zachować :)

1.Wędrujesz po górach?
- jak najszybciej opuść szczyt, a także miejsca ze sztucznymi zabezpieczeniami takimi jak łańcuchy, klamry, drabinki itp.
- nie układaj się w pozycji leżącej, ani nie opieraj się o skały
- usiądź ze złożonymi razem i podciągniętymi pod siebie stopami (po turecku), np. na plecaku (izolacja), jeśli nie ma w nim metalowych elementów
- wyłącz wszystkie urządzenia elektroniczne: komórki czy odtwarzacze MP3
- nie przebywaj w czasie burzy w dużych, zwartych grupach. Należy się rozdzielić, aby w razie porażenia kogoś piorunem pozostałe osoby mogły udzielić pomocy i wezwać służby medyczne.

 2.Jesteś nad wodą lub w wodzie?
- woda dobrze przewodzi prąd, koniecznie więc z niej wyjdź
- jeśli pływasz małą łódką, jak najszybciej dopłyń do brzegu i ją opuść. Nie chroni bowiem przed porażeniem, jeśli piorun trafi w taflę wody
- zaprzestań wędkowania. Jeśli wyładowanie atmosferyczne uderzy w wodę, wędka stanie się idealnym przewodnikiem, co grozi porażeniem
- nie spaceruj po plaży. Woda, a szczególnie morska oraz mokry piasek łatwo ściągają pioruny.

3. Jesteś na łące lub w lesie?
- jeśli przebywasz na otwartej przestrzeni, przykucnij ze złączonymi nogami, nie siadaj na ziemi. Nie stój też w rozkroku - unikniesz porażenia krokowego
- nie biegaj i nie poruszaj się szybkim krokiem
- nie stawaj pod drzewem i nie opieraj się o nie. Piorun zawsze uderza w najwyższy punkt; jeśli trafi w drzewo, ładunek elektryczny porazi i ciebie. Odejdź na odległość dwukrotnie większą niż wysokość drzewa
- wyłącz telefon komórkowy.
Uwaga! Jeśli odczuwasz na ciele gęsią skórkę lub stają ci włosy, połóż się jak najszybciej na ziemi. Oznacza to bowiem, że za chwilę możesz zostać trafiony piorunem.

Źródło: http://www.se.pl/wiadomosci/polska/jak-zachowac-sie-podczas-burzy_326756.html

Co z tego, że kałuża jak i tak jestem cała mokra :)
Przemoczeni do suchej nitki. Mi powoli zaczynało się stawać wszystko obojętne. Najchętniej teleportowałabym się do wanny z gorącą wodą :D Jednak zanim dotarliśmy do domu to po drodze jeszcze wstąpiliśmy na lody w Słopnicach, za kilka km G. złapała kapcia. Było nam tak zimno, że momentami już dostawaliśmy głupawki :D. Po dotarciu do Limanowej udaliśmy się na myjkę ogarnąć rowery i każdy w swoją stronę udał się do domu. Po tej wycieczce miałam dość roweru, ale tylko na dwa dni :)


Brudne nogi to szczęśliwe nogi :D
Mój Brudas :)


Aferki :D

Pozdrawiam
Kamila :)

piątek, 21 sierpnia 2015

Gorczańskie rewolucje okiem rowerzystki...odpowiedź na Wasze komentarze.



Witam,

Dziękuje za wszystkie komentarze pozytywne jak i te negatywne dotyczące mojego ostatniego wpisu na blogu http://camilla14a.blogspot.com/2015/08/enklawa-gorczanskiego-parku-narodowego.html.  

Nie sądziłam, że mój wpis wywoła takie poruszenie. Mam wrażenie, że niektórzy chyba nie do końca mnie zrozumieli. Na początku poprosiłam o zapoznanie się z całym artykułem dotyczącym  projektu realizowanego przez gminę Ochotnica Dolna "Enklawa aktywnego wypoczynku w sercu Gorców”, który zakłada powstanie 140 km ścieżek rowerowych. Najwidoczniej nie każdy to przeczytał tylko od razu przystąpił do komentowania niejednokrotnie mnie obrażając.


Poniżej wyraziłam swoją opinię na temat tych dróg. Jeżeli to są naprawdę drogi rowerowe to uwierzcie mi, że nie ma potrzeby aby były tak szerokie. Zarzucacie mi, że robię podział na turystów prawdziwych i nie prawdziwych – absolutnie się z tym nie zgadzam. Każdy człowiek jest równy. Nie pochwalam jedynie śmiecenia na trasie. Wychodzę  z założenia, że jeżeli ktoś był w stanie wynieść jedzenie/picie pod górę to będzie w stanie znieść puste opakowania ze sobą, a nie wyrzucać gdzie popadnie.  Nie będę odpowiadała na każdy zarzut jaki mi postawiliście bo ja mam swoją rację, a Wy macie swoją. 

Pojawiła się obawa, że teraz jak są tak szerokie drogi to rowerzyści będą stwarzać zagrożenie dla turystów pieszych.  Ze swojej strony mogę zagwarantować, że jak spotkam kogoś na szlaku to nikogo nie mam zamiaru rozjeżdżać czy też zmuszać do ustępowania mi. Potrafię jeździć rozważnie.
W tym miejscu zacytuję fragment artykułu, do którego umieściłam wcześniej link:
Jedyna nadzieja w tym, że z zaproponowanej przez gminę Ochotnica Dolna oferty rowerzyści nie będą chcieli skorzystać” W takim razie po co w to mieszać rowerzystów skoro z góry się zakłada, że nie będą tym zainteresowani.
W tym momencie Gmina obiecuje rekultywację terenu. Czyli skoro mają to naprawiać to ewidentnie coś poszło nie tak, ale ja już na ten temat nie będę się wypowiadać. Niech osoby zainteresowane przeczytają ten artykuł i same sobie odpowiedzą: 
Ze swojej strony zamykam ten temat. Nie życzę sobie również żeby na moim blogu obrażano innych Użytkowników. Jeżeli jesteście tacy odważni w sieci to proszę miejcie też odwagę się podpisać. Dziękuje również wszystkim osobom, którym los Gorców czy też innych gór nie jest obojętny.
Pozdrawiam
Kamila Pałka



poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Gorczańskie rewolucje okiem rowerzystki...

Wśród miłośników gór sporo kontrowersji wzbudził artykuł dotyczący Gorców, a dokładniej tego co tam się wyrabia. Otóż Gmina Ochotnica Dolna realizuje projekt "Enklawa aktywnego wypoczynku w sercu Gorców". Koszt około 3,5 mln złotych. Mają powstać 4 wieże widokowe oraz 140 km oznaczonych ścieżek rowerowych. Na wysokości 1000 metrów nad poziom morza wjechał już ciężki sprzęt - To tak w skrócie.

Polecam zapoznanie się z całym tekstem: http://krakow.gazeta.pl/krakow/1,44425,18515514,spychacze-i-walce-w-gorcach-na-szczytach-leja-beton-alarm.html#ixzz3j3wvCtBn


Kiedy o tym przeczytałam nie wierzyłam, że można być tak nie rozsądnym żeby na takie coś pozwolić. Góry, które były ostoją ciszy i spokoju nagle zmieniają swój charakter. W ostatnią niedzielę byłam to zobaczyć osobiście. Wybiegliśmy z miejscowości Zasadne. Trasa pod górę po korzeniach i kamieniach tak jak matka natura dała sprawiała przyjemność. Pytam M. "Tutaj też wjadą spychacze?" Odpowiedź niestety brzmi "Tak". Po wybiegnięciu na szczyt Gorc naszym oczom ukazuję się betonowa konstrukcja. Fundament pod wieżę widokową. Wszystkie drzewa, które rosły tutaj od lat zostały wykarczowane. Oczywiście na wieżę widokową "turyści" jakoś muszą dotrzeć, a jak? A no drogę się zrobi szeroką na kilka metrów i zatoczki żeby samochody co jakiś czas mogły się mijać na trasie. Proponuję jeszcze żeby rozstawić kosze na śmieci na trasie i tuż obok wieży. Bo przecież jak się schodzi w dół to śmieci ważą więcej więc gdzieś należałoby je zostawić. ( Przykład Góra Mogielica gdzie od czasu powstania wieży widokowej można zaobserwować pozostawione całe worki śmieci).

Patrzyłam ze smutkiem na to miejsce. Do niedawna była tutaj totalna dzicz. W tym momencie trzeba uważać żeby nie wpaść pod koła samochodów, crossów bo zapewne pojawi się ich tutaj coraz więcej. Skoro jest droga to będą tutaj jeździć. Pan, którego mieliśmy okazję spotkać przyjechał na działkę zbierać borówki "Jak jest droga to trzeba korzystać, a i drewno przecież jakoś ludzie muszą zwozić" - tyle usłyszeliśmy, a zaraz byliśmy w kłębach unoszącego się kurzu po jego przejeździe.  Działania ciężkiego sprzętu są już niestety nie odwracalne. Dziwi mnie jednak, że cały ten projekt tak dumnie nazywają TRASAMI ROWEROWYMI. Jestem ciekawa czy było to konsultowane z jakimiś rowerzystami czy po prostu nastała moda na ścieżki rowerowe więc i my też zróbmy. Przyciągniemy turystów z całej Polski!!! Mnie takie coś odstrasza. Żaden szanujący się rowerzysta na takie coś się nie wybierze. Jeżeli ktoś jeździ po górach to szuka ciekawych zjazdów z kamieniami, korzeniami, a nie szutrowych dróg przez las. Dla tak zwanego niedzielnego rowerzysty obawiam się, że to i tak będzie za stromo. A może się mylę? 

Szerokie drogi również wiążą się z niebezpieczeństwem. Turyści, którzy idą pieszo pewnie niejednokrotnie będą musieli zeskoczyć z trasy żeby ustąpić miejsca rowerzystom, których poniesie fantazja na zjeździe. Ta droga jest gładka niczym asfalt więc znajdą się i tacy, którzy będą bić rekordy zjazdu. Oby tylko dla nikogo się to źle nie skończyło.

Niektórzy mi zarzucają czym się tak oburzam...Pewnie, że nie ma czym. Najlepiej niech zrobią jeszcze restauracje na szczycie Gorca, a po drodze na tych 140 km tras niech rozstawią stoiska z regionalnymi pamiątkami wyprodukowanymi w Chinach. 

Jeżeli już takie "coś" zrobili to niech mają odwagę się przyznać czyj to był pomysł. Bo teraz jakby nagle wszyscy umywają ręce od tego. Myślałam, że ludziom, którzy żyją w tych okolicach od pokoleń powinno zależeć na tym, żeby Gorce pozostały oazą ciszy i spokoju. Nie sądzę żeby turysta, który chce odpocząć od miejskiego zgiełku szukał takich "atrakcji".

Jestem rowerzystką i osobiście obraża mnie to, że pod przykrywką ściągnięcia pieniędzy z Unii Europejskiej obrywa się rowerzystom, którzy o takie udogodnienia nie prosili. Jeżeli ktoś by to skonsultował z osobami, które pojęcie o górach mają to nie sądzę żeby pojawiła się jakaś pozytywna opinia. Jeżeli chcecie dojechać na swoje posiadłości i ściągać z nich drzewo to nazywajcie rzeczy po imieniu, ale rowerzystów niech nikt w to nie miesza!



Koniecznie zobaczcie: http://krakow.tvp.pl/21172678/10-viii-2015
Na szczęście są jeszcze miejsca gdzie przyroda nie została naruszona przez człowieka. Szanujmy te miejsca bo niebawem będzie ich coraz mniej. 


W drodze na Gorc.


Chatka na Gorcu - znalazł się ktoś życzliwy i wybił jedno okno.
Być może po raz ostatni mam okazję biec po tej ścieżce.
To jest to czego rowerzyści szukają...

Drogi, które nie wątpliwie przyciągną "turystów"
Nic tylko pogratulować inwestycji :)
Fundamenty wieży widokowej.
W tym samym miejscu kiedyś zrobiłam sobie zdjęcie. Niestety to już nie jest to co kiedyś...
Być może nowe drogi niektórym pozwolą wyjść na Gorc (1228m)
Tuż przy samym szczycie. Powrót z borówek...
Kłęby kurzu po przejeździe.
Miejsce, które doskonale pamiętam z wąską ścieżką otoczoną drzewami.


Jeden pas? A po co się ograniczać jakoś "rowerzyści" muszą się mijać na trasie :)
Na koniec dodaję zdjęcia wykonane w tym samym miejscu. Teraz wycięto tam drzewa i powstaje wieża widokowa.. Być może jestem dziwna i nie podążam z duchem czasu, ale wolałam Gorce takie jakie poznałam kiedyś. 

Możecie się ze mną zgadzać lub nie. Ja tylko wyraziłam swoje skromne zdanie :)







Dodane 21.08.2015


Z racji, że pod tym wpisem pojawiło się sporo komentarzy zapraszam na kolejną część "Gorczańskie rewolucje okiem rowerzystki...odpowiedź na Wasze komentarze"
http://camilla14a.blogspot.com/2015/08/gorczanskie-rewolucje-okiem.html
Pozdrawiam
Kamila :) 

P.S. Zapraszam na relację z moich wcześniejszych wypraw na Gorc
http://camilla14a.blogspot.com/search/label/Gorc