czwartek, 17 listopada 2016

Enduro w ostatnich kolorach jesieni...



Czy zastanawialiście się co Panna Młoda robi tydzień przed ślubem? :) Zaraz się dowiecie.
Ostatni tydzień tzw. "wolności" postanowiłam spędzić najlepiej jak się da. Co niektórzy troskliwi koledzy byli w szoku jak to tak tydzień przed tak ważnym dniem  idę na rower, a co jak zrobię sobie jakąś krzywdę? Spokojnie - sukienka była długa więc nawet potłuczone kolana nie stanowiłyby najmniejszego problemu.

Wczesnym rankiem z wielkim trudem wstałam. Humor też nie był najlepszy, ale jak tylko ruszyłam na rowerze wszystko wróciło do normy. Celem naszej wyprawy była Przehyba w Beskidzie Sądeckim (1173m). Cały czas prowadził nas niebieski szlak ze Szczawnicy.




Szczawnica i jej okolice są stworzone do turystyki rowerowej - amatorskiej i zawodowej. Wielość wygodnych i szerokich ścieżek sprawia, że w krótkim czasie można zwiedzić o wiele więcej atrakcji niż w przypadku wędrówki pieszej. Szczególnie urokliwa jest popularna trasa do Czerwonego Klasztoru na Słowacji, która swój początek ma w samej Szczawnicy, przy kolejce na Palenicę.
W Szczawnicy znajduje się początek wielu ścieżek rowerowych i turystycznych tras rowerowych, którymi można dojechać prawie we wszystkie interesujące turystów miejsca. Szlaki rowerowe można ze sobą łączyć, wydłużać lub skracać, dopasowując całą wyprawę rowerową pod względem długości, trudności lub zwiedzania. Gwarantowane są niezapomniane widoki.

Istnieje możliwość wypożyczenia rowerów do własnego użytku na cały dzień. Usługę tę realizują różne pensjonaty bądź profesjonalne wypożyczalnie rowerów. Mapę szlaków rowerowych można uzyskać w informacji turystycznej. 




Tereny po których jeździliśmy. 


Pogoda nam dopisała. Moje krótkie spodenki, których się trochę obawiałam wcale nie były takie złe. Owszem na początku trochę zimno, ale zaraz się rozgrzałam.


Na niektórych odcinkach trasy najwygodniejszym rozwiązaniem było przeniesienie roweru.



Widoki w górach potrafią wynagrodzić wszystko! 








Tak dawno nie byłam na rowerze więc wiadomo skąd ten uśmiech :)


:)
Przehyba już jest coraz bliżej o czym świadczy widoczny na zdjęciu maszt.





Jadąc do schroniska planowałam już co sobie dobrego zjem. Będąc na miejscu poznaliśmy również rowerzystę Bartka, który  do nas dołączył i ruszyliśmy dalej. Powiem Wam, że są ludzie z którymi możesz znać się od dawna, a nie masz o czym rozmawiać. Zdarza się też tak jak tutaj, że kogoś znasz od 5 minut, a tematów nie brakuje.










Sobota była wyjątkowo piękna to też rowerzystów na trasie nie brakowało. To zdjęcie idealnie ukazuje rozmiarówkę naszych rowerów...S,M,L :D



W pewnym momencie nasze drogi się rozeszły. Ja ze swoją ekipą ruszyliśmy w kierunku Wąwozu Homole - jest to jedna z największych przyrodniczych atrakcji Pienin. Jest to głęboko wcięty, stromościenny wąwóz w Małych Pieninach na obszarze wsi Jaworki. Jeżeli będziecie w tamtych stronach to koniecznie musicie odwiedzić to miejsce. Zdjęcia nie oddają tego uroku jak tam jest.





Od Wąwozu wracamy kawałek asfaltem do samochodu. Zawsze kiedy jestem w tamtych stronach to ten odcinek jest dla mnie najbardziej bolesny. Jeszcze się nie zdarzyło żebym stamtąd nie wróciła cała przemoczona i ubrudzona jak tylko się da. I żeby nie było to nie narzekam z tego powodu. Błotne SPA wskazane :)

Zrobiliśmy 50 km. Dokładna mapa u Kolegi -MAPA


Pozdrawiam
Kamila :)

wtorek, 15 listopada 2016

Kielce Bike Expo - fotorelacja :)

Dzisiaj zapraszam Was na małą fotorelację z Międzynarodowych Targów Rowerowych Kielce Bike EXPO. Co prawda trochę czasu już od nich minęło, ale oko zawsze nacieszyć można.

To, że się tam znalazłam to zupełny przypadek. A wszystko to zasługa Serwisu Rowerowego Sukiennik z Limanowej. Polecam :)

Przed nami była długa droga, która upłynęła w sympatycznej atmosferze. Po dotarciu na miejsce nie tracąc ani chwili udaliśmy się na zwiedzanie stoisk. Szybko zaczęłam chodzić swoimi ścieżkami. Udało się spotkać z kilkoma osobami poznanymi przez bloga jak i fora rowerowe. Pozdrowienia dla Was! :)

No to zaczynamy :)

Cała ekipa w komplecie.


Pozowanie na "ściance" obowiązkowe :D


Dużo stoisk było typowo "kobiecych" ;) Chętnie bym pojeździła na takim rowerze...


Jednak bardziej mnie ciągnęło do czegoś bardziej "ostrzejszego" :D


Zdjęcie z Mają Włoszczowską musiało być obowiązkowo. Żałuję, że nie było okazji do dłuższej rozmowy bo kolejka, która się ustawiła do Mai była dość spora.



Na czerwonym dywanie, a co! :)


Okulary, które można deptać na wszystkie sposoby, a one są dalej niezniszczalne?


Takie cuda u sympatycznego Pana ze stoiska Global Vision :) Będę musiała o takich poważnie pomyśleć.


Podobno kobieta zakochuje się średnio kilka razy w roku...Plecak Deuter Enduro Attack zdecydowanie wpadł mi w oko :)



Fajne ochraniacze, ale niestety nie było rozmiaru S żeby móc przymierzyć.


Na stoisku Marin zatrzymałam się trochę dłużej. Po pierwsze dlatego, że było na czym zawiesić oko. Po drugie zatrzymały mnie miłe pogaduchy z Marcinem ze stoiska. Pozdrowienia :)




Full face marki Uvex - coś pięknego ;)


Szklany rower? Co niektórym udało się go zauważyć. Moi koledzy nawet na niego nie trafili.


Nie pamiętam co to za stoisko, ale piesek wyglądał całkiem miło :)


I na koniec perełka...jeździłabym jak szalona :D



Podsumowując był to mój pierwszy wypad tego typu. Przez chwilę żałowałam, że nie pojechałam gdzieś w góry, a z drugiej strony chciałam zobaczyć coś innego. Spokojnie...jeszcze tego samego dnia i na drugi dzień wszystko nadrobiłam.

Do całych tych targów podeszłam z całkowitym dystansem. Owszem kilka rzeczy mnie zachwyciło i fajnie byłoby je mieć. Jednak jeśli ich nie będę mieć to i tak nic się nie zmieni.

Czasem odnoszę wrażenie, że im więcej człowiek ma to nie potrafi się już z tego cieszyć. A przecież nie o to chodzi. Podczas tego weekendu największą radość  sprawiło mi kiedy razem z ekipą wyruszyliśmy w trasę i spędziliśmy miło dzień - tego nie kupię za żadne pieniądze i to jest dla mnie najcenniejsze :)

piątek, 4 listopada 2016

GRAND CANYON AL SLX 7.9 - test roweru kobiecym okiem :)


Rower jaki jest każdy widzi :)

Dzisiaj napiszę coś więcej o rowerze, na którym od pewnego czasu jeżdżę. Na początku nie ujawniłam co to za model, a niektórzy na podstawie zdjęcia z kawałkiem kierownicy i opony stwierdzili, że jest to Canyon Grand. Nie pomylili się! Było spore zaskoczenie bo jak to przecież mam fulla to po co na sztywniaka? Ja jednak wychodzę z założenia, że warto mieć taki i taki rower.

Oczywiście cały czas posiadam inny rower tyle, że na kolach 26.

Ten wpis pomimo, że jest krótki zajął mi naprawdę sporo czasu. 

Pytam M. jak mam się za to zabrać?
On: Podziel to na plusy i minusy.
Ja: Minusy? Przecież ten rower jak dla mnie ma same plusy!
On: To w takim razie pisz o plusach.


Miejska Góra w Limanowej i nasza pierwsza wyprawa :)

Więc piszę :)

Plusy:

- Przerzutka przednia wykonana jest w nowym systemie side-swing. Patent ten jest bardzo udany z dwóch względów. Po pierwsze linka dochodzi do przerzutki prosto co minimalizuje jej tarcie i biegi zmieniają się o niebo lepiej w porównaniu do poprzednich systemów. Po drugie linka znajduje się z dala od tylnego koła i nie jest tak bardzo narażona na zabrudzenia.

- Sama rama wykonana jest bardzo dokładnie, z dbałością o każdy szczegół. Delikatna linia i dobrej jakości lakier powoduje, że rama przyciąga oko każdego. Dopełnieniem pięknego wyglądu ramy jest wewnętrzne prowadzenie linek co w dzisiejszych czasach staje się standardem.

- Rama jest przystosowana do zamocowania regulowanej sztycy z wewnętrznym prowadzeniem linki. W rurze pod siodłowej znajduje się specjalny otwór do wyprowadzenia przewodu na zewnątrz.

- Jak już jesteśmy przy ramie to muszę też coś napisać o jej  kolorze. Powiem szczerze, że na początku wcale nie padłam z wrażenia. Kolory bardziej wydają mi się "męskie", ale tak naprawdę jest to kwestia przyzwyczajenia. Uwielbiam ten limonkowy akcent i gdyby go było trochę więcej to nie pogniewałabym się :)

- Zastosowanie piasty 12x142 ze sztywną osią z tyłu mocno usztywniło tylny trójkąt.

- Amortyzator o skoku 110 mm działa bardzo płynnie i jest czuły na małe nierówności. Producent zastosował w nim sztywną oś o średnicy 15 mm która znacznie zwiększa sztywność widelca. Na szczególna uwagę zasługuje manetka od blokady skoku. Działa ona wyjątkowo lekko i intuicyjnie. Podczas jazdy świetnie się sprawdza. Wadą jej są dosyć spore rozmiary no ale...coś za coś.

- Pierwszy raz miałam do czynienia z kołami o średnicy 27,5. Kiedy na rynku zapanowała moda na koła 27,5 i 29 uznałam to za zwykłą fanaberię i wymyślanie czegoś nowego na siłę. Później podczas zawodów kiedy ustawiałam się na linii startu i jako jedyna miałam jeszcze koła 26 uznałam, że coś w tym musi być. Przyznaję, że jeździ się na nich super i czuć znaczną różnicę w komforcie jazdy.

- Zacisk od sztycy bardzo lekko się domyka. Nie ukrywam, że przy niektórych swoich rowerach miałam z tym problem.

- W rowerze zastosowano napęd 2x11 w większości oparty o komponenty XT M8000.  Okazuje się, że trzecia zębatka z przodu nie jest do niczego potrzebna. W terenie jest to bardzo dobre rozwiązanie ponieważ kaseta ma ciasno zestawiono przełożenie przez co możemy idealnie dobierać bieg do aktualnych warunków terenowych. Zastosowanie przerzutki z hamulcem shadow plus sprawiło, że nigdy nie miałam problemów ze spadającym łańcuchem. Napęd działa precyzyjnie.

- Hamulce Shimano SLX mają dobrą modulację i łatwo wyczuć punkt blokady koła.

- Kierownica w porównaniu z moim wcześniejszym rowerem (tym na kołach 26)  jest szeroka. Przez to mam wrażenie jakbym jechała na full'u z tą różnicą jednak, że nic się nie ugina.

Minusy?

- Nie stwierdzono.




Zawody Cyklokarpaty :)
Czasem każdy z nas ma wszystkiego dość. Ja też tak czasem mam, ale wiecie co? Kiedy wsiadam na ten rower, aż chce się żyć i zdobywać kolejne szczyty. Pierwszy poważny debiut Canyon miał na maratonie Cyklokarpaty. Spisał się doskonale, ale do podium brakło nam kilku minut.

Poprawiliśmy się jednak już na następnych zawodach! W klasyfikacji generalnej Pucharu Szlaku Solnego zdobyliśmy drugie miejsce i puchar był już nasz! :)



Po każdej ekstremalnej jeździe i w ciężkich warunkach zbiera się pełno błota. Na szczęście nie ma najmniejszego problemu z myciem. Tak jak pisałam wcześniej linki poprowadzone są wewnątrz ramy co zdecydowanie ułatwia dbanie o niego.














Zachęcam Was do zapoznania się z ofertą marki Canyon :)
Zwróćcie szczególną uwagę na zakładkę "Factory Outlet" gdzie znajdziecie rowery w atrakcyjnych cenach. Kto wie może to właśnie tam czeka Wasz wymarzony rower? https://www.canyon.com/pl/


Pozdrawiam
Kamila :)

sobota, 8 października 2016

Enduro w jesiennych barwach - Mogielica :)



Nie jestem w stanie policzyć ile razy w swoim życiu byłam na Mogielicy (1170) - jest to najwyższy szczyt Beskidu Wyspowego. Naiwnie myślałam, że Królowa  nie jest mnie w stanie już niczym nowym zaskoczyć. A jednak! Myliłam się i to bardzo :). 



W niedzielę równo o godzinie 10:00 wyjechaliśmy z Limanowej do miejscowości Jurków. Samochody zostawiliśmy poniżej Przełęczy  Rydza - Śmigłego. Jedziemy kawałek asfaltem do góry, a następnie wkraczamy na szutrową drogę. Jazda jest przez to trochę dłuższa, ale za to łagodniejsza. Po drodze spotykamy sporo turystów, którzy tak jak i my chcieli wykorzystać piękną pogodę. W pamięci jednak na długo zostaną nam dwie urocze Panie, ale o nich napiszę trochę później.
.

Po chwili musimy zrobić przymusowy przystanek na zmianę dętki. Oczywiście szyderom nie było końca bo jak można złapać kapcia na takiej drodze :D.

Przy kapliczce skręcamy w lewo i jedziemy cały czas trasami biegowymi. 

 Po drodze podziwiałam krajobrazy. Jesień naprawdę jest piękna!



 Po jakimś czasie widać wieżę widokową. Jeszcze trochę czasu minie zanim tam dotrzemy.


To, że wybraliśmy taką trasę, a nie inną było strzałem w dziesiątkę! Dawno tędy nie jechałam, a naprawdę warto. Jedziemy Polaną Stumorgi, która jest największą polaną w Beskidzie Wyspowym. Z Polany Stumorgowej rozciągają się kapitalne widoki, obejmujące większą część horyzontu. Od południowego wschodu poczynając kolejno widzimy: Modyń, Pasmo Radziejowej, Dzwonkówkę, w dole Halę, Wielki Wierch i Kiczorę Kamienicką, w głębi Małe Pieniny i Pieniny, a na prawo od nich Pasmo Lubania. W kierunku południowym widać pasmo Gorców z szczytami: Kudłonia, Kiczory i Turbacza. Poniżej nich widoczne płaskie grzbiety Jasienie i Krzystonowa. W kierunku południowo-zachodnim i zachodnim doskonale widoczne są: Luboń Wielki, Ogorzała, Szczebel, Ćwilin, Łopień, Lugoboszcz, Śnieżnica, Ciecień.  Ponad wszystkimi tymi szczytami wznosi się pasmo Tatr i szczyt Babiej Góry. (źródło: Stumorgi)


Na trasie spotkaliśmy ekipę Bike Mszana - pozdrowienia :)
 

Podczas zakupów przed trasą wpadłam na pomysł żeby zrobić ognisko. Nikt nie protestował, a wręcz przeciwnie! Czy może być coś lepszego w górach? :)

 Kiełbaska na zdjęciu co prawda trochę spalona, ale przyznajcie się, że narobiłam Wam smaka?


Pisałam wcześniej o dwóch turystkach. Oto i One :) Dwie starsze panie, które postanowiły zdobyć Mogielicę na quadzie. Pomijając fakt czy jest to dozwolone czy też nie to trzeba przyznać, że odwagi i energii im nie brakowało!

 Nasze rowery przeszły małą sesję :D


"Rower i jego Kamila" też się załapał na fotkę :)
 

Będąc już na szczycie Mogielicy ja jeszcze wdrapałam się na wieżę widokową, a Koledzy leniwie siedzieli na dole. Przecież byli tu już tyle razy to po co wychodzić? Ja jestem odmiennego zdania bo przecież za każdym razem jest tutaj inaczej :)
 

 Widoki z wieży widokowej na żywo robiły jeszcze większe wrażenie. Naprawdę jeśli tam nie byliście to może najwyższa pora to zmienić? :)




Wieża widokowa na Mogielicy. Jej wysokość liczy sobie 20m.


Na koniec to co najbardziej lubimy czyli zjazd! Zdjęć nie ma i nie będzie bo wszyscy ostro jechali w dół. Na koniec dostałam mały ochrzan od Kolegi za to, że za szybko jeżdżę! No cóż z jakim przystajesz takim się stajesz :D Dla mnie osobiście jest to komplementem ;)


Dzięki KRW - było genialnie i trzeba to powtórzyć jak najszybciej! Może jutro? :)

Pozdrawiam
Kamila
 
P.S. Obecnie w Beskidzie Wyspowym trwa chwilowo zima!