niedziela, 1 września 2019

Po każdej burzy wychodzi słońce...

Niejeden raz zastanawiałam się czy nadejdzie kiedyś taki dzień, że przestanę prowadzić bloga. Jeśli tak to co by musiało się zdarzyć? 

Trochę czasu mnie tutaj nie było, ale nie myślcie, że całkowicie znikam i o Was zapomniałam. Co to to nie :) Ostatnio w moim życiu trochę się wydarzyło. Nawet nie przypuszczałam, że będzie dane mi się znaleźć w takiej sytuacji. Trochę odciełam się od udzielania w mediach społecznościowych bo stwierdziłam, że nie ma co robić dobrej miny do złej gry. Lepiej po prostu będzie zamilczeń na chwilę i dać sobie czas na oswojenie się ze wszystkim. Nie ukrywam, że życie rodzinne i opieka nad Michałkiem pochłaniają cały mój czas. Czasem zastanawiam się gdzie w tym wszystkim jestem ja...Ten czas kiedy mnie tutaj nie było wykorzystałam w miarę aktywnie jak tylko mogłam. Wspólne wycieczki rowerowe, ale nie jakieś ekstremalne, długie spacery z wózkiem i oczywiście z naszym psiakiem. Moje nowe zajęcie, o którym nie pisałam też mnie pochłonęło całkowicie.

Czemu mnie nie było? Co się stało? Można powiedzieć, że straciłam część siebie czyli Dziecko. Dla niektórych to było "nic", ale dla mnie od początku było to dziecko. Do końca łudziłam się, że będzie dobrze, ale tak nie było. Kiedy to pisze łzy same płyną jak sobie to wszystko przypomnę. Człowiek naokoło ciągle słyszy o jakiś poronieniach i innych smutnych sprawach. A ja? Nie, nie mnie to nie dotyczy...a jednak! Nie piszę tego po to żebyście mi współczuli i użalali się nade mną. Chciałam po prostu trochę wyjaśnić moją nieobecność zanim wrócę tutaj z uśmiechem na twarzy :) Dla wszystkich, którzy znaleźli się w podobnej sytuacji lub walczą o upragnione dziecko - nie poddawajcie się :) Po każdej burzy wychodzi słońce! Uważam, że nic nie dzieje się bez przyczyny i widocznie taka sytuacja musiała się zdarzyć żebym mogła jeszcze bardziej docenić to co mam.

Wpis był z serii bardziej osobistej, ale mam zamiar wziąć się w końcu w garść i pisać o różnych naszych wyprawach :) Potrzebuję Waszego wsparcia i solidnego kopniaka :)



Pozdrawiam
Kamila :)

środa, 17 lipca 2019

"Zostawcie nam czysty kawałek świata..." - Trash Challenge :)

Wyobraź sobie, że po wielu trudach osiągasz swój cel i zdobywasz kolejny szczyt na rowerze czy też pieszo. Piękne widoki wynagrodząją wszystko, ale czekaj...ile razy zdarzyło Ci się, że jadąc w góry czy też w inne atrakcyjne miejsce te cudowne krajobrazy przysłoniła inna góra? Jaka? Góra Śmieci!


Nie zliczę ile razy jadąc na rowerze czy też biegnąc z wózkiem wkurzałam się na to ile po drodze mijam śmieci. Od dłuższego czasu razem z koleżanką planowałyśmy jakąś akcję związaną ze sprzątaniem. 

Ostatnio zajadając się płatkami śniadaniowymy i oglądając "Pytanie na śniadanie" pojawił się temat książeczek edukacyjnych dla dzieci związanych z ekologią. Nie obejrzałam tego do końca bo to był właśnie ten moment. Potrzebowałam takiego impulsu. Zaraz sięgnęłam po telefon do koleżanki i powiedziałam, że nie idziemy na zwykły spacer. Idziemy sprzątać naszą okolicę. D. załatwiła rękawiczki, a ja zabrałam z domu kilka worków na śmieci. Chyba podeszłam do tego zbyt optymistycznie bo już po 10 minutach brakło w nich miejsca. Na szczęście kolejna koleżanka zorganizowała trochę worków z Gminy więc można było działać dalej bez ograniczeń.

Tak było...
...tak jest i pewnie będzie przez chwilę.
Podczas sprzątania trafiamy na cały arsenał rzeczy potrzebnych do grillowania...



Strach chodzić bo nie wiadomo na co można nadepnąć.
Często jest tak, że jak chcemy się umówić na jakieś spotkanie to gdy to już ma nadejść nagle wszyscy się wykruszają. Też się Wam tak zdarza? Dlatego tutaj nie było co planować postawiłyśmy na całkowity spontan. W ciągu dosłownie chwili zorganizowałyśmy się w ekipie liczącej: 4 matki + 7 dzieci. Dla nich była to świetna zabawa. Zaraz prześcigali się w tym kto znajdzie więcej śmieci itd. Spędzili aktywnie czas na świeżym powietrzu i z tego co widzę nie poszło to na marne. Teraz jak idziemy na spacer to od razu zauważają pełno śmieci i wrzucają do kosza.



Od pewnego czasu obserwuję stronę "Podnieś 5". O co chodzi? 5 śmieci dziennie podniesionych z ulicy może naprawdę zrobić różnicę. To akcja #PickUp5 - jeśli w drodzie do pracy, na spacerze widzisz na ulicy śmieci  podnieś 5 z nich. Zrób im zdjęcie, wrzuć do sieci i dodaj #PickUp5. Może takie działanie zmobilizuje innych do troski o naszą wspólną przestrzeń.

Strona: Podnieś5 - Limamowa

Siatka w rzece...
I nasz bohater Dawidek, który ją wyłowił :)
Polecam również grupę Zero Waste Polska. Na początku dodałam się do tej grupy z ciekawości. Niektóre pomysły wydawały mi się zupełnie odjechane i nie potrzebne, ale im dłużej się w to zagłębiałam stwierdziłam, że to ma sens. Do bycia zero waste to mi dużo brakuje, ale chociażby temat plastikowym siatek warto przemyśleć i zastąpić wszystko wielorazowymi woreczkami na warzywa, owoce itp. Jeżeli ktoś z Was jest ciekawy to niech dołączy do grupy:

Podsumowując naszą akcje w ciągu niecałej godziny zebrałyśmy 4 duże worki nad rzeką Łososinka. Następnie idąc alejką do parku zebrałyśmy jeszcze 1 - wydawałoby się, że jest w miarę czysto, a jednak śmieć do śmiecia i zrobił się cały worek. Później śmieci odebrał pan z gminy. Niestety historia znowu zatacza koło i znowu w tych samych miejscach pojawia się pełno śmieci. Niestety podejście do kosza jest chyba dla niektórych zbyt dużym wyzwaniem. Bierzcie przykład z dzieci :).


Dobra robota! :)



Na koniec zostawiam Wam piosenkę, która już swoje lata ma, ale jej przekaz jest wciąż aktualny:
Marek Grechuta, Gama - Zostawcie nam

Zostawcie nam czysty kawałek świata.
Zostawcie nam strumyka czysty bieg.
Zostawcie nam lasy, ogrody w kwiatach,
Czyste powietrze, zimą czysty śnieg.
Zostawcie nam czysty kawałek plaży.
Zostawcie morza czystość pośród fal.
Pozwólcie nam o życiu pięknie marzyć.
Gdy niema marzeń, w duszy rośnie żal.



Michałek -  najmłodszy uczestnik akcji :)

Pozdrawiam
Kamila :)

P.S. Taka mała ciekawostka na koniec :)


poniedziałek, 10 czerwca 2019

Blogerka i sportsmenka czyta dzieciom w Nowym Rybiu :)

Dnia 06.06.2019 r. w Szkole Podstawowej w Nowym Rybiu odbyło się spotkanie w ramach XVIII Ogólnopolskiego Tygodnia Czytania Dzieciom pod hasłem „Sportowcy czytają dzieciom. Wychowanie przez sport i czytanie”, którego organizatorem  była Gminna Biblioteka Publiczna w Starej Wsi– Filia Nowe Rybie. Przez zupełny przypadek miałam przyjemność w nim uczestniczyć za co dziękuje organizatorom :)

W oczekiwaniu na uczniów :)
Stres był ogromny dlatego już dzień wcześniej przygotowałam sobie wszystko co będę czytać, a Misiek cierpliwie wszystkiego słuchał. Wybrałam bajkę "Żółw i zając", która doskonale pokazuje sportową rywalizację oraz zawiera pewien morał. Nie zawsze wygrywa ten kto jest najszybszy, ale ten kto jest konsekwentny w tym co robi. Kto nie czytał to polecam :) Później czytałam jeszcze inną bajkę wśród dzieci więc atmosfera zdecydowanie się rozluźniła.



Opis ze strony Biblioteki Stara Wieś.

"Sportowcem który czytał dzieciom była Kamila Bukowiec, która mieszka w uroczej miejscowości Laskowa.  Rowerzystka. Jej pasją jest miłość do dwóch kółek. Prowadzi blog „Kamila i jej rower”, na którym relacjonuje swoje wyprawy. Uwielbia sportową rywalizację o czym świadczą jej liczne starty w zawodach, a dowodem na to są zdobyte puchary i medale. Kilka lat temu zdobyła uprawnienia taternika jaskiniowego jednak od jaskiń bardziej woli jazdę na skiturach. Lubi spacery te krótsze jak i dłuższe jak np. Kierat czyli Międzynarodowy Ekstremalny Maraton Pieszy na 100 km, w którym od kilku lat bierze czynny udział. Działa w klubie „Limanowa Forrest” od początków jego powstania. Żona strażaka i mama Michałka.  Od kiedy została mamą jej mottem życiowym stało się hasło „Nie szukaj wymówek - szukaj możliwości” i tym oto sposobem razem z synem przemierza górskie szlaki korzystając z wózka biegowego. 

Zgromadzone dzieci z klas najmłodszych z ogromnym zainteresowaniem słuchały czytanych bajek przez Kamilę, której korzenie rodowe wywodzą się z Łososiny Górnej. 


Dzieciom czytali również Bogumiła Stanisławczyk – miejscowa bibliotekarka, Klaudia Kasińska – nauczycielka oraz Jacenty Musiał - dyrektor biblioteki. 

Na spotkaniu mówiono o ogromnej potrzebie czytania dzieciom przez rodziców minimum 20 minut dziennie. Wspólne czytanie buduje więź pomiędzy rodzicem a dzieckiem, zaspokaja potrzeby emocjonalne, uczy myślenia, rozwija wyobraźnię a nade wszystko kształtuje nawyk czytania i zdobywania wiedzy. "

A Ty czytasz swoim dzieciom? :) Napiszcie jakie lubicie bajki.


P.S. Blogerka i sportsmenka jak to dumnie brzmi :D

poniedziałek, 29 kwietnia 2019

Majówka w Beskidzie Niskim na rowerze - 5 tras z pełnymi opisami i mapami :)

Przed nami długi weekend majowy. Kilka dni wolnych od pracy. Jest to doskonała okazja, aby odprężyć się i odpocząć od codziennych obowiązków i stresującej niekiedy pracy. Pomysłów jak spędzić majówkę jest mnóstwo. U mnie będą to propozycje oczywiście rowerowe. Pokażę Wam najlepsze trasy w Beskidzie Niskim. Miałam pisać jeszcze o Beskidzie Wyspowym, Beskidzie Żywieckim, Beskidzie Sądeckim, ale Beskid Niski tak mnie pochłonął, że postanowiłam, że lepiej opisać jeden porządnie niż wszystkie byle jak. Mam nadzieje, że Wam się spodoba i zainspiruję Was do tego żeby wybrać właśnie ten kierunek podróży. 

Zaczynamy!



Trasa zaczyna się i kończy w miejscowości Sękowa. Nawierzchnia to głównie asfalt, asfalt z dziurami oraz trochę górskich terenów, ale nie jakieś ekstremalne więc rower crossowy będzie tutaj idealny. Całość trasy liczy 135 km. Oczywiście można skrócić lub wydłużyć :) Po drodze mijamy Uzdrowisko Wapienne, które jest najmniejszym uzdrowiskiem w Polsce. Zobaczymy również charakterystyczne dla tego obszaru kiwony. Po drodze jest sklep więc jeśli tylko będzie otwarty będziesz mógł/a uzupełnić swoje zapasy. Wycieczka na cały dzień więc obiad porządny się należy i o tym też nie zapomniałam. Mapa i cała relacja: KLIK






Moje pierwsze spotkanie z Beskidem Niskim.  Pierwsze spotkanie i miłość od pierwszego zobaczenia. Niski? Skoro taki niski to pewnie będzie łatwo. Nie daj się temu zwieść to tylko pozory. Startujemy z uroczej miejscowości Izby - wieś położona u podnóża góry Lackowa. Góra ta nazywana jest często górą policyjną, a nazwę zawdzięcza swojej wysokości 997 m n.p.m. Będzie trochę ekstremalnie. Po drodze warto zatrzymać się w Pijalni Wód Mineralnych żeby ugasić pragnienie. Jeśli chcesz poczuć prawdziwego ducha Beskidu Niskiego to koniecznie zaglądnij do opuszczonych cerkwi, które niejedno pamiętają. Trasa liczy około 30 km. Mapa i pełna relacja: KLIK







"Jadąc rozglądam się na każdą stronę świata. Chce "pochłonąć" jak najwięcej tego magicznego świata. Beskid Niski za każdym razem robi na mnie coraz większe wrażenie. Przemierzając opuszczoną wieś i przydrożne cmentarze zastanawiam się jak żyli tamtejsi ludzie."

To tylko fragment z tej bajkowej trasy. Kozie Żebro, Jaworzyna Konieczniańska, Rotunda - trzy genialne zjazdy, po których uśmiech od ucha do ucha gwarantowany! Beskid Niski jest bardzo przyjazny dla rowerzystów.  Po drodze mijamy cmentarz wojenny nr 51, który robi niesamowite wrażenie. Będąc na tej trasie będziemy mieli bliski kontakt z naturą. Po drodze można spotkać konie, krowy, a i uważajcie na gęsi :D Oczywiście dobrego jedzenia nie zabraknie. Kiedy już będziecie wyczerpani po aktywnym dniu to koniecznie zrelaksujcie się nad Jeziorem Klimkowskim.
Cała relacja: KLIK







Uwaga! Tutaj będzie ekstremalnie. Ochraniacze na łokcie i nogi wskazane. Startujemy z miejscowości Jasionka koło Dukli. Nie pomylcie z Jasionką koło Gładyszowa bo co niektórym tak się zdarzyło. Jak jest dobra ekipa to i jazda przyjemniejsza. Zdobywamy górę Cergowa oraz Piotrusia. Zjazdy mega! Element edukacyjny na trasie musi być. Zaglądamy do Pustelni Św. Jana z Dukli żeby zobaczyć jak żył. Jeśli komuś jazdy będzie mało to zawsze można wyjechać na Cergową jeszcze raz tyle, że od innej strony. Ja tak zrobiłam i ten ostatni zjazd to była taka wisienka na torcie.
Relacja i mapa: KLIK






Ograniczenia i limity nie interesują mnie. Do tej pory pisałam Wam o wycieczkach na jeden dzień, ale przecież mamy długi weekend więc trzeba zaszaleć. Jedziemy na dwa dni! Wszystko co Ci będzie potrzebne będziesz mieć na plecach. Nie pakuj śpiwora - po drodze będzie nocleg. Naszą przygodą zaczynamy w miejscowości Wysowa, a co dalej? Cud, miód i malina - tego nie da się opisać to trzeba przeżyć. Odetnij się całkowicie od sieci i daj się ponieść urokom Beskidu Niskiego. Zanim jednak się odetniesz to przeczytaj wpisy żeby wiedzieć w którą stronę jechać. Przecież to nie jest takie oczywiste nawet jeśli jest to pętla :)








To już koniec tej wędrówki! Oczywiście jeżeli interesuje Was inny Beskid czy jakaś konkretna góra to po prawej stronie w wyszukiwarce na blogu wystarczy wpisać nazwę. Jeśli tam byłam to oczywiście relacja będzie dostępna.

Udanego wypoczynku.

Pozdrawiam
Kamila :)

poniedziałek, 15 kwietnia 2019

Puchar Smoka czyli puchar pełen goryczy...

Sezon rowerowy rozpoczęty na całego, a co za tym idzie? Oczywiście zawody rowerowe.

W niedzielę 7 kwietnia pojechałam na swój pierwszy wyścig rowerowy w tym sezonie. Kilka dni wcześniej trafiłam przez przypadek na informację, że wtedy i wtedy będą zawody, a że miałam wolne to czemu by nie pojechać.

Od samego początku było pod górkę...W sobotę cały dzień spędziłam samotnie z M. więc wieczorem padłam ze zmęczenia. O godzinie 2 w nocy ocknęłam się  i zaczęłam robić listę z rzeczami, które muszę ze sobą zabrać. Kartka podzielona na dwie części  Rower - Wózek, Bidon - Butelka itd. Najważniejsze jednak to: rower, buty SPD, kask - tyle mi wystarczy żeby wystartować reszta jest ważna, ale nie aż tak.


Dawniej przed zawodami byłam spakowana już o wiele wcześniej i spina jak nie wiem. Teraz trochę inne podejście.

W niedzielę przed godziną 10 wyruszyliśmy z domu. Przed nami około 100 km jazdy samochodem do miejscowości Brzyska na Puchar Smoka. Byłam tam już kilka lat temu. Oczywiście po drodze kilka przystanków bo dla M. była to zbyt męcząca trasa.

Udało się jesteśmy na miejscu. Idę do biura zawodów żeby się zapisać i odebrać numer startowy. Następnie idę objechać trasę. Po drodze pytam kilka osób, w którą stronę ta trasa prowadzi bo tak jest oznakowane, że w pewnych momentach nie wiadomo co i jak.

Z małym opóźnieniem około godziny 13:30 stajemy na linii startu. Trochę wszystko się przedłuża. Zaczynam dostawać gęsiej skórki. Nie wiem czy dlatego, że się stresuje czy dlatego, że jest po prostu zimno.




3,2,1 ruszamy! Jadę dosłownie 50 metrów jako jedna z pierwszych i co? Nie wiem gdzie jechać bo podczas treningu jedna z dróg była zamknięta, a podczas zawodów już otwarta. Szybki zakręt i zaczynam nadrabiać straty. Asfaltowy podjazd w niczym nie równa się z tym gdzie sobie trenowałam wcześniej. Wyprzedzam dziewczyny jedną po drugiej, aż w końcu znowu jestem na prowadzeniu. Wiem, że tutaj muszę przyłożyć ile fabryka mocy dała w nogach bo później będę mogła odpocząć na szybkim zjeździe. Co jakiś czas odwracam się czy nikt mnie nie dogania...kiedy zaczyna się etap, który przebiega po parku czuję, że ktoś za mną jedzie. Razem z jedną zawodniczką dojeżdżamy do pewnego miejsca i same nie wiemy gdzie jechać...jedziemy prosto i okazało się, że to był nasz błąd. Nieświadomy, którego konsekwencje później odczułyśmy.



Pierwsza pętla za mną. Została jeszcze jedna. W regulaminie były przewidziane 3 okrążenia, ale przed startem sędzia ustalił, że jedziemy dwie. Szczerze nie lubię takiego ucinania okrążeń. Pierwsze traktuje jako rozgrzewkę, drugie już bardziej jest na luzie, a trzecie to takie na dobicie. A w tym przypadku trzeba przyjąć inną strategię. Czyli jedziesz na zabicie od samego początku. Podczas drugiego okrążenia o mało nie dochodzi do kolizji ponieważ mężczyźni, którzy zaczęli swój start w jednym miejscu zjeżdżali ze stromego zjazdu, a dziewczyny jechały z naprzeciwka. I kto komu w takiej sytuacji miał ustąpić miejsca skoro dla każdego liczy się czas?



Na metę docieram jako pierwsza. Zaraz za mną jedzie druga zawodnicza. Czy czuję jakąś euforię i radość? Cieszę się, że się udało i zaraz biegnę do moich mężczyzn, którzy gdzieś tam spacerują w pobliżu. Po jakimś czasie widzę grupkę dziewczyn oraz sędziego. Myślę sobie co jest grane? Co się dzieje? Ustalamy miejsca, która dziewczyna jest która. Okazało się, że w tym miejscu gdzie się zawahałam jak jechać okazało się, że pojechałam źle przez co skróciłam sobie trochę trasę. Zupełnie byłam tego nie świadoma. Szkoda, że w miejscach gdzie nie było szansy się zgubić było pełno obstawy, a w miejscu strategicznym nie było zupełnie żywego ducha.



Ktoś mi się tu dobiera do picia :)
Miejsca ustalone. Spadłam na trzecią pozycję bo podobno pozostałe dziewczyny też pomyliły trasę. W grupie młodszej też były jakieś zawirowania. Najlepszą opcją dla mnie było powtórzenie wyścigu i zrobienie tej trzeciej pętli, która wcześniej została wycięta. Kilka dziewczyn też chciało powtórki, ale decyzja była inna.

Kiedy tak błąkałam się po tym parku zamyślona poszłam zobaczyć to nieszczęsne miejsce i na spokojnie kiedy to widziałam stwierdziłam, że tak to był mój błąd. Stwierdziłam, że najlepszym rozwiązaniem będzie żeby mnie po prostu zdyskwalifikowali skoro nie zrobiłam trasy tak jak należało. Dlaczego inne dziewczyny mają na tym ucierpieć skoro to nie ich wina? Sędzia jednak stwierdził, że reszta też pomyliła trasy i wszystko jest dobrze. Skoro tak jest to niech będzie. Przynajmniej mam czyste sumienie, że nie zabrałam komuś miejsca na podium.


Po tym jak już wszystkie grupy zakończyły wyścig odbyła się dekoracja zawodników. Otrzymałam puchar za 3 miejsce. Nie poczułam żadnej satysfakcji, a wręcz smutek. Bo tak naprawdę nawet nie wiedziałam czy powinnam tam stać. Pomijając te zawirowania z miejscami to nie podobało mi się to, że potraktowano nas wręcz jak oszustów. Wyobraźcie sobie, że moim celem było specjalnie jechać 100 km żeby uciąć kawałek trasy i zdobyć puchar...absurd. Czuję, że gdybym nie pomyliła tej trasy to udało by mi się utrzymać wspomniane wcześniej pierwsze miejsce, ale gdybać to sobie można.






Od samego początku jak tylko jechałam na te zawody to żałowałam, że jadę bo nawet nie czułam żadnego wsparcia od najbliższych osób. Jak są różne zawody i wyścigi to kiedy jakiś zawodnik osiągnie sukces to widzę całą listę podziękowań dla osób bez których te osoby by sobie nie dały rady...na końcu wymieniają gdzieś tam oczywiście siebie jako sportowca. Moje wyścigi od lat to jest kombinowanie. Kombinowanie czy w jakiś sposób będę miała się jak dostać na zawody. Oczywiście jestem wdzięczna tym osobom dzięki, którym zawsze się jakoś udawało.

Wracając do domu po drodze zabawiałam Misia. Na szczęście szybko zasnął bo już był tak zmęczony. Patrząc na niego miałam wyrzuty, że go zabrałam i musi tyle jechać. Z tej całej bezsilności zaczęły mi już płynąć łzy...nawet teraz jak to pisze i sobie przypominam o tym wszystkim to muszę przetrzeć oczy żeby coś widzieć. 

Będąc już w domu i patrząc na swoje puchary trochę je poprzestawiałam żeby zmieścić jeszcze ten jeden. Trzynasty puchar... :)

Pozdrawiam
Kamila :)