sobota, 22 listopada 2014

:)

Dzisiejsza sobota minęła bardzo leniwie...ostatnio mam fazę na sprzedawanie wszystkiego co się nawinie i takim oto sposobem zrobiłam totalne porządki w szafie, narty też zmieniam więc poprzednie szukają nowego właściciela :). Obudziła się też we mnie dusza artystki :D O tym jednak w następnym wpisie bo muszę porobić dobre zdjęcia w plenerze, a o pogodę ostatnio trochę trudno. 

Jak dorwałam się do karchera ( nie wiem jak się to pisze :P) to mogłabym myć wszystko co stanie mi na drodze...i tak oto moje 3 rowerki zostały wykąpane i czekają na kolejną wycieczkę rowerową :).


Miłego weekendu życzę :)

Pozdrawiam Kamila :)

piątek, 21 listopada 2014

FREERIDE FILM FESTIVAL - KRAKÓW 2014

Od jakiegoś czasu robię intensywne przygotowania do zimy i kompletuje sprzęt skiturowy. :) Nawet całkiem sprawnie mi to idzie bo w tym momencie brakuje tylko kijków narciarskich. Tak więc może Św. Mikołaj zamiast rózgi przyniósłby mi kija (sztuk dwie :D). Nie mam pojęcia jak mi się będzie jeździć w terenie. Do tej pory korzystałam tylko z wyciągów narciarskich, ale z jakim przystajesz takim się stajesz... :)

W ramach jeszcze większego nakręcania się na narty wczoraj razem z M. i naszymi Znajomymi wybraliśmy się do Krakowa na FREERIDE FILM FESTIVAL, który odbył się w Polsce po raz trzeci.:)


Cała ekipa :)

Opis w skrócie "Najwyższe góry, dziewiczy puch, strome linie zjazdu i przekraczanie własnych barier. Tak w skrócie można opisać blok filmowy prezentowany podczas festiwalu. Jego wyróżnikiem jest obecność światowej klasy freeriderów, zawodników i producentów..." więcej na stronie:
 http://www.kijow.pl/wydarzenia/szczegoly/wydarzenia_id/219

Podczas festiwalu po każdym wyświetlanym filmie prowadzący rozmawiał z narciarzami. Odpowiadali na nurtujące widzów pytania. Tłumacz tłumaczył po swojemu więc czasem były zabawne sytuacje :D. 

Największe wrażenie zrobił na mnie film "ENABLE" - "Film Enabled to wzruszająca dokumentacja dokonań niepełnosprawnych freeriderow Bibiana Mentela i Keesa Jana van der Kloostera. Z czołowymi freeriderami jak Samuel Anthmatten, Matthias "Hauni" Haunholder i Lucas Swieykowsky, Bibi i Kees Jan zrealizowali swoje marzenie jakim był heliskiing na lodowcu wokół Matterhorn. Film przedstawiający krytyczne położenie bohaterów, to opowieść o prawie do upadku, sztuce ponownego wstawania oraz o konflikcie między potrzebą wolności, a kontrolą."

Niesamowite, że pomimo ograniczeń jakie mają potrafią w pełni korzystać z życia. Niejednokrotnie ludzie, którzy są w pełni zdrowi nie potrafią docenić tego co mają i zawsze znajdą powód do narzekania.

Fragment filmu:


Podczas festiwalu nie zabrakło też polskiego akcentu. Andrzej Bargiel, który we wrześniu tego roku pobił rekord czasowy w zdobyciu wierzchołka ośmiotysięcznika Manaslu. Zajęło mu to 14 godzin (poprzedni rekord wynosił 16 godzin) i jako drugi człowiek w historii zjechał z niego na nartach do bazy położonej na wysokości 4800 metrów. Naprawdę szacunek :)


Na początku jak zaczęłam to wszystko oglądać to pomyślałam, ale super robią to co lubią. Żyć nie umierać. Jednak oglądając dalsze filmiki to aż mnie ciary przechodziły jak widziałam po jakich stromych ścianach jadą. Jeden błąd i może być po wszystkim. Ryzyko naprawdę niesamowite. 

http://vimeo.com/107953145 - tutaj kilka fragmentów :)

Podczas trwania Festiwalu zostały rozlosowane nagrody. Do ostatniej chwili mieliśmy nadzieje, że wygramy chociaż czapkę :D Największa szczęściara wygrała pakiet The Freeride Experience dla 2 osób, 3 dni w Innsbrucku. Może za rok się nam poszczęści :D

Pozdrawiam Kamila :)

piątek, 14 listopada 2014

Pilsko w Beskidzie Żywieckim - mój rekord wysokości z rowerem :)

W poniedziałkowy wieczór rozpętała się istna burza mózgów! Co robić? 11 listopada Święto Niepodległości - przecież nie będziemy siedzieć przed TV. Bieg na Trzy Korony? Wycieczka na Babią Górę? Może jakaś wycieczka rowerowa po Beskidzie Wyspowym? Tylko gdzie skoro większość najlepszych tras już przejechaliśmy. Po pomoc udałam się do Wujka Google..."trasa rowerowa Limanowa" i co wyskoczyło...mój blog na 4 pozycji. W przewodnikach podają takie standardy jak: Mogielica, Łopień, Ćwilin, Miejska Góra, Jasień. Ileż można tam jeździć? Jak się zdenerwuje to napiszę swój przewodnik rowerowy :D Oczywiście we współpracy z M., który jest Mistrzem wymyślania zwariowanych tras :)

W końcu padła propozycja Pilsko? Hmmm co to jest? Nigdy tam nie byłam. 

Pilsko  – drugi po Babiej Górze co do wysokości szczyt górski w Beskidzie Żywieckim. Znajduje się w Grupie Pilska. Często nazwą Pilsko obejmuje się nie tylko jego główną kulminację (1557 m), w całości leżącą po stronie słowackiej, ale również cały masyw. Według słowackiej regionalizacji są to Beskidy Orawskie (Oravské Beskydy)

Tyle z Wikipedii :) Jedziemy dalej...


Tuż koło północy spakowałam wszystko co mi będzie potrzebne i to co nie potrzebne też. Pobudka po godzinie 5, a o 6 wyjazd. Jedziemy do miejscowości Korbielów. Po drodze ucinam sobie drzemkę. Tuż po godzinie 8 jesteśmy gotowi do jazdy. Po wyjściu z auta na zewnątrz stwierdzam, że jest zimno, Długie legginsy, bluza, jeszcze jedna bluza, kurtka i jazda. Zaraz tego żałuję i zrzucam warstwa po warstwie. Po co ja ubrałam te długie legginsy? Wyjazd na górę Pilsko wydaje się nie mieć końca. Przez większość trasy wypychamy rowery pod górę. Czuję, że moje mięśnie w rękach jak u gęsi wyścigowej dają o sobie znać. :D "Wyjeżdżamy" cały czas wzdłuż wyciągu narciarskiego.

Widoki podczas męczącej wspinaczki :)
Szczyt jest bardzo popularny wśród turystów miejscem widokowym, z szeroką panoramą na Beskidy Zachodnie, Tatry, góry Słowacji, a i przy doskonałej widoczności także na wschodnie szczyty Sudetów. Północne stoki masywu Pilska są bardzo popularne również zimą wśród narciarzy. Na stokach opadających w stronę Korbielowa zimą działają m.in. dwa ośrodki narciarskie. Istny raj dla narciarzy. :)

:)
Po niecałych dwóch godzinach docieramy do Schroniska Górskiego na Hali Miziowej (1330 m n.p.m). Pierwsze plany budowy schroniska pojawiły się w 1912r. Dopiero w 1927r. przystąpiono do budowy, a już po 3 latach - 20 lipca 1930r. otwarto nowy obiekt. Był to piętrowy drewniany budynek utrzymany w stylu architektury góralskiej, z przeszkloną werandą zapewniającą gościom interesującą panoramę Beskidu Żywieckiego. Obiekt był w tamtym czasie uważany za najładniejszy w tej części Beskidów. Nie wiem jak wyglądał kiedyś, ale naprawdę schronisko robi wrażenie.

http://www.halamiziowa.pl/


Przed wejściem do schroniska :)
Na śniadanie zamawiamy jajecznicę na boczku z trzech jajek. Po zjedzeniu zadowolona mówię do M. "Ty wiesz, że nawet pojadłam". Jednak On już na takie numery się nie daje nabrać bo wie, że tylko ruszymy na rowerze i będę głodna. Jadąc zaśmiałam się sama do siebie bo rzeczywiście miał rację. :D

Nie było kiełbaski w menu :(
Na Hali Miziowej porobiliśmy "trochę" zdjęć do momentu, aż M. nie stracił cierpliwości :D Oj ale, przyznajcie, że fotki wyszły całkiem fajne :)



 

Mam nadzieję, że  zostanę nową twarzą salonu fryzjerskiego WOX w Limanowej :D 
Zapraszam w imieniu Koleżanki:)
https://www.facebook.com/woxsalonfryzur?fref=ts


Uczesana przez wiatr :D
Jak zacznę biec to się załapie dwa razy na jedno zdjęcie :p
Zapraszam :) http://okularysalice.pl/
Jedziemy dalej...kiedy myślę, że już jestem na szycie Pilska moim oczom ukazuje się kolejne wzniesienie i jeszcze jedno...i jedno. M. gdzieś z przodu robi zdjęcia, a ja w tyle kombinuje jak wypchać rower. Wiatr wieje z tak ogromną prędkością, że zastanawiam się czy mnie nie porwie. :D

Rokuś :)
Wszędzie góry, a nieba ani skrawka :)
W oddali widać Babią Górę jeszcze nigdy tam nie byłam. Chciałabym jeszcze w tym roku się tam znaleźć. Przecież muszę rozchodzić moje nowe buty górskie zanim pojadę na obóz z Taternictwa Jaskiniowego :).

Babia Góra :)
M. wśród kosodrzewiny. Szeroka kierownica podczas takiej jazdy wcale nie była ułatwieniem, a wręcz przekleństwem bo cały czas zahaczała o coś, a ścieżka była naprawdę momentami wąska. :)



Po jakiś dwóch godzinach jazdy Pilsko zostało zdobyte. Po drodze nie spotkaliśmy żadnych rowerzystów. Turystów było sporo poczynając od najmłodszych w nosidełkach do najstarszych z laskami...znaczy kijkami do nordic walking :).


:*
Widoki były tak piękne, że trudno było to wszystko ogarnąć wzrokiem. Porobiliśmy sporo zdjęć :). Wreszcie nadszedł czas na zjazd. Jak tylko widziałam te stromizny to zastanawiałam się jak ja to zjadę. Niektóre odcinki musiałam sprowadzić. M. jechał z przodu wprawiając ludzi w totalne osłupienie. Kiedy zdążyli się już otrząsnąć ich oczom ukazywałam się ja. Teksty w stylu "Kobieto Ty się zabijesz" były normą. Inni pytali jak my tu wyjechaliśmy. Ma się te sposoby hehe :).


Podczas tej wyprawy pobiłam swój rekord wysokości n.p.m. na rowerze. :)


Rocky Mountain :)
Canyon :)
Panorama :) Koniecznie powiększcie :)


Po pokonaniu najbardziej stromego odcinka z powrotem zjechaliśmy do Schroniska na Hali Miziowej. Dosłownie 5 minut na złapanie oddechu. M. miał utrudnioną jazdę ponieważ został z jednym hamulcem ;/. Jakiś ostry kamień musiał przeciąć przewód. Trasa na niektórych odcinkach płaskich jest wyłożona ogromnymi kamieniami więc najlepiej podprowadzić. Mam wrażenie, że przez ostatni czas moja jazda na rowerze poprawiła się. Ciężkie odcinki staram się pokonać jak najlepiej...niejednokrotnie kończy się to bliskim kontaktem z ziemią :D.

Schronisko po raz drugi w tym dniu :)
Zdjęcia nigdy nie oddadzą tego jak jest stromo, a szkoda :)
Na górze wciąż powstają nowe wyciągi narciarskie.
Mapka trasa. Wyszło nam około 18 km. O godzinie 15:00 byliśmy już w samochodzie. Przy obecnej porze roku najlepszym pomysłem jest startowanie wczesnym rankiem bo wtedy bez obaw wiemy, że uda się zrealizować wycieczkę. Po drodze wstąpiliśmy do centrum narciarskiego, które akurat było otwarte. Nie ukrywam, że się napaliłam na narty skiturowe..ale o tym to jak spadnie śnieg :).

Start i meta w miejscowości Korbielów.
Pozdrawiam Kamila :)

P.S. Jeżeli dotrwaliście do końca to gratuluję i dziękuję :)

środa, 12 listopada 2014

Mała zapowiedź wielkiego wpisu - Pilsko :)

Każda nasza wielka wyprawa zaczyna się od tej piosnki  - Sail - Awolation :)



Wkrótce pojawi się wpis z wyprawy na Pilsko (1557m) w Beskidzie Żywieckim :)  


Pozdrawiam Kamila :)

Szybki zjazd z Przechyby :)

W niedzielę wybrałam się na Przechybę (1173m). Jednak była to inna wycieczka niż do tej pory. Jazdy pod górę zero. Sam zjazd :D. Zastanawiacie się pewnie w jaki sposób...uspokoję Was, że wyciągu tam nie zrobili. Razem z M. i jego Bratem wyjechaliśmy autem pod schronisko...zdaję sobie sprawę, że to straszna zbrodnia. Obiad był jednak tak obfity, że innego wyjścia nie było:p. H. zajął się swoimi sprawami, a ja z M. zaczęliśmy jazdę żółtym szlakiem. W miejscach gdzie kiedyś nasi rowerowi Koledzy A. i E. przywitali się z glebą zjeżdżam ze szczególną ostrożnością :D Wręcz z szacunkiem...po to tylko żeby kilka metrów dalej spaść z trawersu bo pedał spd się zahaczył o coś :p. Szybko się podnoszę i jazda dalej. Zaczyna się robić ciemno. Czołówka M. idzie w ruch i jedziemy dalej. Szkoda, że około godziny 17 robi się już ciemno. W wakacje o takich godzinach to czasami dopiero startowaliśmy :)

:)

Jest radocha :D
W końcu to zjechałam :D
Jazda w liściach, które momentami przykrywały pół roweru. :)

Pozdrawiam Kamila :)

poniedziałek, 10 listopada 2014

Paproć, Turbacz, rower, biegi czyli jednym słowem ZBIERANINA :)

Niektórzy zarzucają mi, że jestem strasznym wykorzystywaczem...no nie ukrywam bo jestem :D. Ostatnio wykorzystuję genialną pogodę i nadmiar wolnego czasu, który przez jakiś czas przymusowo będę mieć. Każdego dnia staram się poświęcić chociaż godzinę żeby wprowadzić jakąś aktywność. Kilka razy byłam na Paproci. Jeżeli się tam wybieracie to w tym momencie polecam zjazd do Tymbarku...bardzo stromy i chyba jeden z nielicznych gdzie nie wpadniecie po uszy do błota. Jadąc w stronę Łososiny Górnej gwarantuję, że rowery będą zaraz do mycia, a to wszystko przez trwające wycinki drzewa w lesie. Tak wszystko rozkopali, że jako miejscowa zupełnie nie poznaje terenu. 

Powoli wracam też do biegania. Zima coraz bliżej więc na rowerze nie zawsze się będzie dało jechać - chociaż dla chcącego nic trudnego :). Ostatnio z M. pojechaliśmy do miejscowości Koninki za Mszaną Dolną i z dolnej stacji wyciągu narciarskiego biegiem ruszyliśmy pod górę. Stromo jak nie wiem. M, który podobno nie biega odstawił mnie na kilkadziesiąt metrów. Jednak kiedy już złapałam rytm to nic nie mogło mnie zatrzymać. Wybiegliśmy na szczyt Turbacza, a następnie na herbatkę do schroniska.Zrobiliśmy około 18 km :). Wiecie co jest fajne w schroniskach, a nie znajdziecie tego zapewne w żadnej restauracji? :) Jak ludzie spotkają się w górach to często można poznać ciekawych ludzi. Trzech Rowerzystów i to jeszcze z Limanowej....tak z tej samej Limanowej co i my :D. Od słowa do słowa okazało się, że mamy sporo znajomych. Świat naprawdę jest mały. Zostaliśmy z M. zaproszeni na ognisko i na kiełbaski. Hmm my to mamy nosa i kiełbaski wyczujemy z daleka :) Dziękujemy Koledzy G.,R., P. mam nadzieję, że szybko będziemy mieli okazję się zrewanżować :)


Czy ja nie powinnam iść pobiegać? :)

Miłego wieczoru :)

Mój ukochany rowerek :)

Zielony szlak rowerowy na Paproć, a na drugim planie kapliczka i krzyż na szczycie Paproci.
Widok na Walową Górę, Łososinę Górną.
Za wyjazd pd górę należy się nagroda czyli coś słodkiego :D
Na Paproci powstaje wieża widokowa :)
Pozdrawiam Kamila :)

sobota, 8 listopada 2014

Jaskinia na Mogielicy czyli "Od miłości do nienawiści jeden krok" :D

W niedzielę sama nie wiedziałam czego chcę. Rower, bieganie? A może jeść i spać? :D M. wpadł na pomysł żeby iść do jaskini. Kilka telefonów i udało nam się namówić M., który skuszony propozycją wyjścia po godzinie przejechał do Limanowej. Ja wróciłam do domu żeby koronkową sukienkę i szpilki zamienić na jaskrawy kombinezon :D No cóż kobieta zmienną jest :). Około godziny 17 znaleźliśmy się przy otworze jaskini. W środku kilka zacisków przy których nie mogę się przełamać i ogarnia mnie lekka panika. Muszę wyrównać oddech żeby móc się w ogóle ruszyć. Ręce do przodu i wciąganie się na łokciach...ile się nakrzyczałam na M. że to oczywiście jego wina, że nie mogę się ruszyć :p ( No przecież chyba nie moja? :D).  Tuż nade mną nietoperze mrugają swoimi oczkami i machają skrzydłami....czyż to nie urocze? :D. Twierdzenie, że idę ostatni raz to już standard. Jednak kiedy już wyjdę na powierzchnię i zaczerpnę świeżego powietrza stwierdzam, że jednak nie było tak źle. Jestem dumna, że dotarłam do miejsca gdzie tylko nie licznym udało się przejść. Podobno jedna wycieczka grotołazów ze względu na rozmiary brzucha musiała wycofać się na wejściu :p. Nie wiem czy jaskinia posiada jakąś nazwę. Jeszcze nie została pomierzona, a pochwalę się, że niektóre jej partie odkrył właśnie M. z kolegą. :)

Wejście do jaskini :)
:D
Mogłam więcej zjeść na obiad :p
Mariuszek i Marcinek :) Czyli najlepsi towarzysze wycieczek :)
Hmmm cóż za słodziak :p
M. w jakiś dziwny sposób udało się wyjść :)
I w dodatku znalazł kość :D
Pozdrawiam Kamila :)