środa, 22 czerwca 2016

"Randka w ciemno" - czyli nocne enduro na Turbacz i Turbaczyk ;)

Ostatnio jedyną sensowną porą do jazdy wydaje się noc. Owszem są tacy, którzy lubią pokręcić z rana, ale chyba bym musiała wstawać o 3 w nocy żeby to było możliwe, a zresztą jestem śpiochem więc takie coś nie wchodzi za bardzo w grę. Chociaż nie mówię też nie.Dzisiaj z trasy wróciłam o 1 w nocy. Naprawę dobrze przeczytaliście, ale czytajcie dalej :)




Około godziny 20:00 ruszyliśmy w trasę.

Wczoraj po powrocie z pracy zrobiłam sobie "krótką" drzemkę, która przeciągła się do kilku godzin. O godzinie 19:00 ocknęłam się po telefonie od M. z informacją, że mam wychodzić z domu bo czeka... w najszybszym tempie jak tylko się dało zebrałam się na rower :)

Ostatnie widoki zanim zrobiło się ciemno.
Samochodem podjechaliśmy do miejscowości Koninki, a stamtąd na rowerach ruszyliśmy zielonym szlakiem w kierunku szczytu Turbacz (1310m) - jest to najwyższy szczyt Gorców. Pomimo wieczornych godzin upał dawał się jeszcze we znaki. Mieliśmy towarzystwo około setki much i komarów, przed którymi dosłownie uciekaliśmy. Po jakimś czasie moja termika została uregulowana i miałam ochotę jeździć nawet całą noc.

Do góry wychodziliśmy po trasie rowerowej.
Jazda nocą po lesie? Czemu nie? Na urodziny dostałam super prezent :D Czołówkę, ale nie byle jaką ;) Moja wcześniejsza, którą zakładałam na rower była tylko po to żeby być. Światło było minimalne i ledwo co widziałam podczas jazdy. Zresztą o porządnym zamocowaniu do kasku nie było mowy. Teraz noc mogę zamienić w dzień :)  O moim nowym gadżecie będzie w osobnym wpisie.

"I stała się światłość.." :)


Wiecie co to znaczy mieć szczęście? Dojeżdżając już do Schroniska PTTK na Turbaczu pytam M. czy pamięta jak kiedyś podczas biegania załapaliśmy się na ognisko...nie minęło 5 minut jak moje małe marzenie stało się rzeczywistością.  Rozpalone ognisko, sympatyczna atmosfera. Jak tylko dotarliśmy na miejsce zostaliśmy zaproszeni przez Młodzież i Opiekunów z VII Liceum w Krakowie. Dziękujemy za miłe przyjęcie i pozdrawiamy ;)

;)
Mogłabym tam jeszcze posiedzieć tym bardziej, że zaraz znaleźliśmy wspólny język. Niestety czas nas gonił bo przecież rano trzeba wstać i wrócić do swoich obowiązków. Zatankowaliśmy wodę pod schroniskiem i jazda. Noc była tak ciepła, że nawet cienka bluza była zbędna.

Uzupełnienie zapasów wody.

Na szczycie Turbacza chyba jeszcze nigdy nie byłam tak późno ;) Zjeżdżamy czerwonym szlakiem. Dawno mnie tam nie było i trochę się tam pozmieniało. Niestety nie są to zmiany na plus. Belka na belce, a pomiędzy nimi wyłożone kamienie. Czasem to wszystko wygląda lepiej niż chodnik w mieście :/ A przecież nie o to chodzi...M. wspominał Gorce z wcześniejszych lat. Nie miałam okazji tam kręcić kilka lat temu, ale domyślam się, że musiało to być coś naprawdę pięknego.

Na szczycie Turbacza.

Z moim oświetleniem nie mam żadnych zahamowań...i tak mnie w jednym miejscu poniosło, że przeleciałam przez kierownicę. Pomruczałam chwilę pod nosem na tych, którzy zrobili te belki, otrzepałam się i jazda dalej...Załączył mi się agresor :D

Będąc na Turbaczyku (1078m) głowię się nad tym czy już tutaj byłam. Podobno byłam, ale jakoś tego nie zakodowałam w swej głowie ;)

Randka w ciemno :)
Po drodze spotkaliśmy jeża i ropuchę ;) Na parking dotarliśmy o północy...można powiedzieć, że "poniósł nas melanż"! Trasa liczyła około 21 km.

Buzi? :D

Jazda nocą jak dla mnie zdecydowanie na plus :) A Wy jak sobie radzicie przy takich upałach? ;)

Pozdrawiam
Kamila :)

środa, 15 czerwca 2016

Apteczka rowerzysty - co powinno się w niej znaleźć?

Są rzeczy, które warto mieć, ale dobrze jest jeżeli nie musimy z nich korzystać :).

Ile razy zdarzyło się Wam wrócić z wyprawy z obdartymi kolanami, łokciami? A może nawet jakieś gorsze urazy? Nie ukrywam, że u mnie tak czasem bywa, ale krew lejąca się z kolana nie robi już na mnie większego wrażenia. W takich chwilach dobrze jednak by było mieć możliwość opatrzenia ran...no tak, a zabrał ktoś apteczkę???

Od jakiegoś czasu Kręcę Kilometry na rowerze z apteczką ;) Fundacja Allegro All For Planet prowadzi ogólnopolską kampanię. Celem jest zachęcenie jak największej liczby osób do poruszania się na rowerze.

A żeby poruszać się odpowiedzialnie na naszym jednośladzie warto mieć ze sobą ten mały "gadżet" :).

Zdjęcia zostały wykonane na górze Sałasz w Beskidzie Wyspowym.

Bezpieczeństwo i styl w jednym :)

Mocowanie na rower.

Co zawiera apteczka?
  1. Opatrunek indywidualny typu M / 1 szt.
  2. Plastry z opatrunkiem 1 opakowanie / 8 szt.
  3. Chusta opatrunkowa 40 cm x 60 cm / 2 szt.
  4. Chusta trójkątna / 1 szt.
  5. Opaska podtrzymująca 6 cm x 4 m / 2 szt.
  6. Koc termiczny 160 cm x 210 cm / 1 szt.
  7. Rękawiczki lateksowe / 2 szt.
  8. Kompresy włókninowe nasączone alkoholem / 2 szt.
  9. NaCl 0,9% 5 ml / 1 szt.
  10. Instrukcja pierwszej pomocy wraz z numerami alarmowymi / 1 szt.



Jakie informacje znajdziemy w instrukcji obsługi?

- Przykładowe sposoby mocowania apteczki: na kierownicy, pod siodełkiem, na rurze pod siodełkiem.
- Ważne numery.
- Co zrobić w razie oparzenia, krwotoku i rany, w razie złamania.
- Postępowanie w razie wypadku.
- Jak wezwać pogotowie.
- Przykładowe sposoby korzystania z zawartości.


Wszystko przedstawione w jasny i przejrzysty sposób. Myślę, że w sytuacjach kryzysowych kiedy człowiek zapomina o tym co ma robić ta instrukcja może okazać się bardzo przydatna.


Apteczka została wykonana ze specjalnej nieprzemakalnej tkaniny codury. Jest odporna na działanie warunków atmosferycznych i przetarcia. Dzięki systemowi siatek wszystko jest na swoim miejscu. Elementy odblaskowe sprawiają, że jesteśmy widoczni. Osobiście preferuje wożenie jej w plecaku. Biorąc pod uwagę ilość rzeczy, które są w niej zawarte to jestem pod wrażeniem, że zajmuje tak mało miejsca.

Porządek musi być :)
Spodobała Ci się ta apteczka? Możesz ją zdobyć! Fundacja Allegro All For Planet co miesiąc rozdaje 1000 sztuk. Co należy zrobić? Zajrzyj tutaj i przyłącz się do akcji: http://kreckilometry.pl/apteczka


 Dziękuje Fundacji Allegro All For Planet za możliwość przeprowadzenia testów :)


Pozdrawiam
Kamila :)

sobota, 4 czerwca 2016

"1111 km dla Stasia" - Relacja z wyprawy :)

Pamiętacie jak ostatnio pisałam Wam o akcji "1111 km dla Stasia"?

Bartek szczęśliwie dotarł do Limanowej. Już jakiś czas temu, ale piszę o tym dopiero dzisiaj :)

W czwartek 26 maja razem z rodziną Bartka i znajomymi oczekiwaliśmy na jego przyjazd do Limanowej. Miałam okazję spotkać się ze Stasiem. Niesamowite dziecko :).

Kiedy zobaczyłam powitanie Stasia z Tatą nie ukrywam, że łza w oku się zakręciła.

Celem podróży było zapełnienie tej skarbonki https://www.siepomaga.pl/r/1111kmdlastasia  
Dzięki sponsorom, a także wpłatą od osób indywidualnych udało się ten cel zrealizować :) 
Jednak ta kwota to tylko część do zapełnienia tej głównej gdzie jeszcze trochę brakuje, ale wierzę że wszystko będzie dobrze https://www.siepomaga.pl/na-nogi

Zapraszam Was do przeczytania relacji Bartka. 

Wiem, że wpis powstawał do późnych godzin w nocy. Kiedy już został opublikowany u Bartka pojawiło się sporo wątpliwości. Bo czy to nie jest przechwalanie się bo przejechał tyle i tyle? Czy to nie jest użalanie się nad sobą bo go bolało to i tamto? Kategorycznie powiedziałam mu żeby wybił to sobie wszystko z głowy. Wiem po sobie, że jak czegoś nie napiszę od razu to później ciężko zabrać się za pisanie bo nie ma już tych wszystkich emocji, które nam towarzyszyły w danej chwili. Tutaj wszystkie te emocje są zawarte. Pomimo, że podróż była samotna to zapewniam Was, że czytając relację  1111 km dzień po dniu poczujecie się jakbyście to Wy jechali dla Stasia :)

 http://stasiusulkowski.blogspot.com/


Najbardziej rozczulające powitanie :)
Staś we własnej osobie i na koszulce :)
Całkowity dystans :)
Ponowne oświadczyny? ;) Justyna powiedz TAK :D
Staś na rowerku biegowym radzi sobie świetnie :)
:)
To teraz kolej na mnie :D

Pozdrawiam
Kamila :)

P.S. Dla niewtajemniczonych odsyłam do wcześniejszego wpisu: 
http://camilla14a.blogspot.com/2016/05/1111-km-dla-stasia.html

środa, 1 czerwca 2016

Puchar Szlaku Solnego & Mistrzostwa Małopolski - zawody MTB XC :)

Niedziela to teoretycznie wolny dzień więc po co wstawać o 6:00? :D
Jak tylko zadzwonił budzik to od razu zerwałam się na równe nogi i dokończyłam pakowanie plecaka.

Razem z M. w roli kierowcy, wsparcia technicznego i kibica oraz Gosią, która miała swój debiut ruszyliśmy na pierwszą w tym roku edycję Pucharu Szlaku Solnego w Spytkowicach. Są to zawody MTB XC.

Jeżdżę tam już od kilku lat więc mniej więcej wiem czego mogę spodziewać. Jesteśmy na miejscu. Numery startowe z biura zawodów odebrane więc szybko idziemy zrobić jedną pętlę i sprawdzić jak przebiega trasa. W tym roku było trochę na odwrót niż ostatnio. To co wtedy było zjazdem teraz stało się podjazdem.

Oczekiwanie na start :)
Do naszego startu miałyśmy jeszcze sporo czasu. Nie lubię nigdy tego oczekiwania. Dla mnie najlepszą opcją byłoby zrobienie przejazdu w ramach rozpoznania i jazda na wyścig. W końcu po godzinie 12 nadszedł czas na nas - kobiety. Ja startowałam w kategorii kobiety elita, a Gosia w kategorii juniorki.

Walka trwa :D
W mojej kategorii do pokonania miałyśmy 5 okrążeń. Jedno liczyło około 4 km. Rozmowy ucichły. Pozycje bojowe zostały przyjęte ;). Sędzia do ostatniego momentu buduje napięcie....dwie minuty, minuta, 30 sekund. W końcu ruszamy. Początek i już jakiś mały podjazd. Tempo jest niesamowite.


W momencie kiedy oczekuję na start marzę o tym żeby rower mnie nie zawiódł. Bo kiedy sprzęt zacznie szwankować wiem, że może być już po zawodach. Jeżeli o mnie chodzi to mam zasadę, że z trasy sama nie zejdę. Wracając do wyścigu....pierwsze okrążenie to jakaś masakra. Jadę ledwo łapiąc oddech. Udaje mi się wyprzedzić jedną zawodniczkę, ale na drugim okrążeniu znowu ona wyprzedza mnie. I tak sobie "siedziałyśmy" na kole cały czas :D


Jadąc zastanawiam się czy mój bidon mi wystarczy. Nie wiem skąd, ale w tej chwili wyłonił się M. z bidonem. Posłuchałam jego rad żebym się uspokoiła i złapała oddech, a nie jechała jak wariat :D Trochę żałuje, że posłuchałam bo mogłam prosić o kopa w cztery litery i jechać jeszcze ostrzej ;).

Trzecie okrążenie pokonane.
Pewnie czytając to myślicie sobie co to jest przejechać okrążenie 4 km? Owszem 4 km to nie wiele. Trasa też nie należała do jakiś trudnych technicznie. Jednak ulewa, która przeszła przez Spytkowice dzień wcześniej urozmaiciła nam trasę. Na niektórych odcinkach trzeba było uważać żeby nie znaleźć się poza trasą. Na treningu trasę jedzie się na spokojnie, ale kiedy jesteśmy już na zawodach to emocje biorą górę i nie patrzy się na nic. Jedziesz jak by to była walka o przetrwanie. Na zjazdach sobie myślę, że te dziewczyny w tym ja muszą być trochę nienormalne, ale tak w pozytywnym sensie :)


Udało mi się pokonać 4 okrążenia na 5. Ostatniego nie zrobiłam bo miałam dubla. Nie było dla mnie jakoś specjalnie istotne, która będę na mecie. Chciałam dojechać i plan udało się zrealizować :) Miło było usłyszeć po wyścigu od niektórych kibiców, że świetnie jechałam ;)


Kiedy skończyłam swój wyścig postanowiłam wcielić się w rolę kibica. W międzyczasie rozpętała się burza z ulewą więc chwilę trzeba było przeczekać i dopiero wtedy nastąpił start najmłodszych. Mieli naprawdę ciężkie warunki.


Po burzy przychodzi jednak słońce :) Czas na dekorację zawodników. Jak co roku doceniono najstarszego zawodnika Pana Grzegorza oraz najmłodszych.

Rozbawiła mnie rozmowa z Panem Grzegorzem (70l.)Poniżej przybliżony jej przebieg :)

Ja: Jak poszło na zawodach?
Pan Grzegorz: A dobrze, dobrze tylko strasznie duża konkurencja bo tych młodych dużo jechało.
Ja: A to Ci młodzi to po ile lat mają?
Pan Grzegorz: No tak z 60 będzie :)

Jak widać na jazdę nigdy nie jest za późno :)


W Spytkowicach były również rozgrywane Mistrzostwa Małopolski. Nie ukrywam, ale nawet na to nie zwróciłam jakoś specjalnie uwagi bo jechałam z nastawieniem na PSS i nic więcej. Dlatego sporym zaskoczeniem i ogromną radością było dla mnie to, że znalazłam się na podium jako druga dziewczyna z małopolski :)


Z biżuterii najbardziej lubię medale :)

W wyścigu o PSS zajęłam 4 miejsce ze stratą około minuty do 3 :) 


Przybyły kolejne dyplomy do kolekcji :) Muszę je kiedyś ułożyć jakoś chronologicznie zanim się w tym wszystkim pogubię :)



Jeżeli ktoś z Was ma ochotę wybrać się na kolejną edycję PSS to serdecznie polecam :)
http://www.pucharszlakusolnego.pl/

Pozdrawiam
Kamila

środa, 25 maja 2016

Jak wybrać plecak rowerowy? Test plecaka Deuter Bike One :)

Sezon rowerowy w pełni, a co za tym idzie? :)

Wycieczki krótsze jak i te dłuższe. Rowerowe, piesze i nie tylko...coś ze sobą musimy zabrać. W co najlepiej to spakować? Odpowiedź jest oczywista: PLECAK ;)


Wielu z Was pewnie stanie przed wyborem jaki plecak kupić.

Na rowerze trochę już jeżdżę więc podzielę się z Wami swoimi uwagami. Mam nadzieję, że te wskazówki będą pomocne przy kupnie Waszego.


Mój pierwszy rowerowy plecak był całkiem fajny, ale niestety momentami brakowało w nim miejsca. Na dłuższych wyprawach kończyło się na tym, że musiałam np. bluzę wpakować komuś do plecaka :D

Mój Szerpa w końcu miał tego dość i zaczął się buntować...Nie miałam wyboru i musiałam zmienić na lepszy model. Plecak oczywiście :)

Po długich namysłach zdecydowałam się na model Deuter Bike One i to był strzał w dziesiątkę. Na początku plecak wydawał się być nieco sztywny, ale po paru użyciach można powiedzieć, że dostosował się do mojej sylwetki.

Na co zwrócić uwagę kupując plecak rowerowy?

1. Pojemność:

Oceń na jakich trasach zazwyczaj jeździsz i ile rzeczy potrzebujesz zabrać. U mnie zazwyczaj są to dłuższe trasy, często całodniowe. Wszystko co jest mi potrzebne i co może się przydać muszę zmieścić w plecaku. Pojemność 18 litrów jest dla mnie w sam raz na takie wypady.

Najmniejszy plecak jaki mam ma pojemność 5 litrów i jest idealny żeby zmieścić bukłak, cienką bluzę i jakieś drobiazgi. 

W ostatnich zawodach wygrałam plecak o pojemności 10 litrów więc sprawdzi się na trasy o krótszym dystansie. Niestety rozwiązanie z mocowaniem kasku nie jest do końca przemyślane. ( O mocowaniu kasku czytaj dalej)


Góry Czerchowskie na Słowacji :)
Okolice Szlachtowej :)
Zjazd z Pilska :)
2. Bukłak:

Sprawdź czy w plecaku jest możliwość zainstalowania bukłaka. Podczas jazdy/marszu/biegu naprawdę ułatwia to życie. 


Zdjęcie zrobione na Paśmie Policy. Często uzupełniamy zapasy wody z górskich źródeł.
3. Mocowanie kasku:

W niektórych plecakach mocowanie kasku jest na zasadzie, że wkładasz kask do specjalnej "kieszeni" (nie wiem jak to prawidłowo nazwać). Żeby zamocować kask w ten sposób plecak nie może być przepełniony. Zawsze mnie to denerwowało w moim poprzednim plecaku.

Najlepszym rozwiązaniem dla mnie jest siatka, którą wyjmujesz kiedy chcesz zamocować kask. Siatka jest delikatnie rozciągliwa, a dodatkowo przy paskach mocujących posiada regulacje.  Nawet jeżeli plecak jest wypchany do granic możliwości cały czas mamy dostęp do głównej komory. Jeżeli zakładamy kask na głowę to siatkę chowamy do specjalnej kieszonki i nie ma obaw, że podczas jazdy o coś zahaczymy.

Siatka siatce jednak nie równa. Koleżanka kupiła plecak z siatką, ale cóż z tego jak jest tak mała, że nie da się tam zamocować kasku, a przecież po to ona jest.

Na zdjęciu poniżej znajdują się nasze plecaki podczas dwudniowej wyprawy w Beskid Niski. Cały nasz dorobek znajdował się na naszych plecach :) Myślę, że nawet na 3 dni spokojnie byśmy się spakowali. Jak widzicie każdy ma inne mocowanie. Pierwszy z pomarańczowym kaskiem to model 4F Nexus- miałam kiedyś taki. Bardzo fajny, ale kiedy założyłam kask nie miałam już jak dostać się do kieszonek. Niebieski to Dakine - nie wiem jaki model, ale dużym plusem są uchwyty na ochraniacze. Następny to mój Deuter Bike One 18l na temat którego mam najwięcej do powiedzenia. Ostatni to Cube AMS 25, który również idealnie sprawdza się na rowerze :)



Jak widać każdy plecak ma inną metodę mocowania kasku.

 4. Mniejsze kieszonki:

Zwróć uwagę czy plecak posiada małe kieszonki po boku. Są one bardzo wygodne kiedy podczas jazdy chce mieć dostęp do jakiejś rzeczy. Jak się odpowiednio nagimnastykuję to nie muszę nawet ściągać plecaka. W środku plecaka fajnie jeśli jest jakaś mała przegroda na drobiazgi oraz specjalny uchwyt na klucze - mam pewność, że ich nie zgubię kiedy będę coś wyciągać. Podczas jazdy chce mieć szybki dostęp do aparatu fotograficznego. W tym celu używam małego etui, które jest przypięte do szelki plecaka.


Na prawej szelce dodatkowa zamocowany mam pokrowiec Deuter na aparat. Oczywiście w każdej chwili łatwo go można odpiąć.


5. Pokrowiec przeciwdeszczowy:

Deszcz? Błoto? To może oznaczać jedno. Plecak nam przemoknie i zaraz będzie nadawał się do prania. W plecaku Deuter pokrowiec ukryty jest na dole w specjalnej kieszonce zasuwanej na zamek. Dodatkowo przymocowany jest uchwytem żeby go gdzieś nie zgubić. Idealnie przylega do plecaka. Po jeździe w ekstremalnych warunkach wystarczy wyprać tylko pokrowiec. Oczywiście podczas jazdy często zapominam o tym udogodnieniu. Cały plecak jest z błota? Żaden problem. Jeżeli nie ma go aż tak dużo to zazwyczaj wystarczy wyczyścić mokrą szmatką. Jeżeli plecak wymaga całkowitego odświeżenia to wtedy robię ręczne pranie. Pomimo, że "nabiera" trochę wody to szybko wysycha, ale podczas jazdy nie zdarzyło się żeby przemókł.

6.  Elementy odblaskowe:

Plecak posiada małe, ale wystarczające elementy odblaskowe. Dodatkowo zrobiony jest uchwyt gdzie możemy zawiesić jakieś światełko żeby być bardziej widocznym na drodze.  

Miejska Góra w Limanowej :)
7. Karimata do siedzenia:

Dobrze przeczytaliście :D W plecaku Deuter mamy małą karimatę, która równocześnie służy za stelaż usztywniający plecak. Zdarzało się, że w kryzysowych momentach kiedy nie było nawet na czym usiąść to z niej korzystałam. Trochę ciężko się ją wyciąga ponieważ jest ulokowana w specjalnej przegrodzie, ale mam i na nią sposób. 

8. Pasy i szelki:

Odpowiednio wyregulowane szelki, pas piersiowy i biodrowy sprawi, że nie odczujemy w bolesny sposób ciężaru tego co niesiemy. Pamiętam swoje pierwsze wyjście w góry z plecakiem o pojemności ponad 50 litrów...było to dla mnie straszne, ale zaraz po odpowiednim wyregulowaniu tych wszystkich pasów, szelek okazało się, że mogę z nim nawet biec ;)


Z tym plecakiem wypchanym po brzegi miałam naprawdę prawdziwy trening po górach i nawet nad morzem :) Po odpowiednim wyregulowaniu można by powiedzieć, że się polubiliśmy :)

 9. Cena:

Zanim kupiłam ten plecak długo się zastanawiałam czy naprawdę jest wart tych pieniędzy. Kosztował wtedy około 300 zł co wydawało mi się strasznie dużo, ale teraz na promocjach można kupić w naprawdę atrakcyjnych cenach :) Po około dwóch latach intensywnego użytkowania stwierdzam, że warto! 

10. Zastosowanie:

Jak sama nazwa wskazuje jest to plecak rowerowy. Jak dla mnie jest on bardzo uniwersalny ponieważ używam go na piesze wędrówki, do jazdy na skiturach itd. Równie dobrze sprawdza się w miejskiej dżungli :D


Spontaniczna wyprawa do Warszawy ;) 


Ostre zjazdy na skiturach :)
Ponad chmurami :)

 11. Inne:

Z plecaka jestem bardzo zadowolona. Z perspektywy czasu stwierdzam, że fajnie jeśli by miał jeszcze mocowanie na ochraniacze.

Plecak podczas upadku może też zamortyzować nasz upadek i tak też było ostatnio w moim przypadku :)

Oczywiście ile osób tyle opinii :)
Jeżeli macie swoje sugestie czym kierować się przy wyborze plecaka to podzielcie się z nimi w komentarzu. Jeśli macie swoich ulubieńców to koniecznie napiszcie coś o nich. 
Mam nadzieję, że wpis ten ułatwi Wam poszukiwania.


Pozdrawiam 
Kamila ;)