niedziela, 29 października 2017

To już rok! Rower jako motyw przewodni ślubu i wesela :)

Dokładnie dzisiaj  29.10.2017 mija rok od momentu kiedy razem z M. powiedzieliśmy sakramentalne TAK :) 

Gdyby nie rower nie wiem czy nasze wspólne drogi by się zeszły chociaż kto to wie? Nie będę Wam pisać o tym jakiego mam wspaniałego Męża bo wystarczy, że ja to doskonale wiem :) 


Dzisiaj mały poradnik jak wpleść motyw rowerowy w ten jeden z najważniejszych dni w życiu. Dlaczego piszę, że jeden z najważniejszych, a nie najważniejszy? Uważam, że przed nami w życiu jeszcze będzie wiele ważnych dni, ale przejdźmy do konkretów. Zaczynamy!

Kiedy rozpoczęliśmy planowanie wesela oczywistym było dla nas, że motyw rowerowy musi być obowiązkowo. Gdzie się pojawił? Kogo polecamy? Zapraszam na krótką fotorelację :)

Zdjęcia zostały wykonane przez Magdalenę i Michała Turczyków. Naprawdę polecam ich z całego serca. Zresztą zobaczcie sami: www.turczyki.pl Z tego miejsca chcielibyśmy podziękować za cierpliwość do nas. Trochę nam zeszło z sesją w plenerze, która miała być jesienna, ale ze względu na różne wypadki losowe odbyła się dopiero w zimie. Jeżeli chodzi o sesję zimową to w innym wpisie pojawi się coś więcej więc czekajcie cierpliwie. Album ze zdjęciami, który otrzymaliśmy w pakiecie ślubnym powala na kolana i to dosłownie :)

Powiększcie sobie zdjęcia.



U mnie w pokoju :)
Nawet 43RIDE się załapał w reportażu ślubnym :)

Po wyjściu od fryzjera i kosmetyczki miałam jeszcze trochę czasu żeby pojeździć na rowerze. Oczywiście bez większych szaleństw, ale symboliczny przejazd przez bramę musiał być :)



Mówią, że jest taki jeden dzień w życiu kobiety kiedy wie co na siebie założy - to prawda. Kiedy zobaczyłam tą sukienkę na zdjęciu wiedziałam, że to jest właśnie ta jedyna i żadna inna. Gdybym miała jeszcze raz wybrać i iść do ślubu oczywiście z tym samym mężczyzną moja decyzja byłaby taka sama. Więc jeśli są tu przyszłe panny młode to powiem Wam żebyście ufały swojej intuicji :)


Model Sabe Sensual.
Dlaczego październik, a nie jakiś słoneczny miesiąc? Po pierwsze to był jeden z trzech terminów jaki został zaproponowany przez salę. Po drugie pogoda jest teraz tak przewrotna, że nawet w wakacje może być ulewa. Nam na szczęście pogoda dopisała i nie musieliśmy nawet rozkładać parasolki. Jak coś to mam ogromną parasolkę  w kolorze ecru - za paczkę ciasta weselnego chętnie wypożyczę :D




Tablice rejestracyjne zamówione były na allegro. Polecam te wykonane z PCV. W porównaniu z tymi papierowymi są bardziej trwałe i odporne na czynniki atmosferyczne. Później zostaje fajna pamiątka.



Zaproszenia na ślub i poprawiny...tych bardzo długo szukałam. W końcu na stronie www.zaproszeniapliszka.pl znalazłam takie, które mi odpowiadały w 100% i co najważniejsze ich cena była bardzo rozsądna. Dodatkowo były przeplatane bordową tasiemką.



Nie mogło zabraknąć oczywiście bram weselnych. Koledzy ze straży OSP Laskowa, OSP Łososina Górna, PSP Limanowa oraz z Klubu Sportowego Limanowa Forrest stanęli na wysokości zadania i zapewnili nam niezłą atrakcję. 

Tutaj od razu wspomnę o kamerzyście. Czy warto go brać? Wiele osób twierdzi, ze zdjęcia im wystarczą, a po co oglądać długi i nudnawy film? Otóż tak nie jest. Gdyby nie kamerzysta wiele rzeczy by nam umknęło. Nie miałabym szansy zobaczyć choćby tej bramy. W tym dniu tyle się dzieje wszystkiego, że naprawdę warto mieć kogoś kto uwieczni te wspaniałe chwile...i wcale nie mam tutaj na myśli wujka lub cioci z aparatem.

Zanim trafiłam na idealny duet przejrzałam mnóstwo ofert. Jedna zatrzymała mnie na dłużej i po kilku dniach namysłu i analizowania postanowiłam zadzwonić do Michała Kołdrasa żeby omówić szczegóły. Spotkanie na żywo utwierdziło mnie w przekonaniu, że dobrze trafiliśmy. Tak więc jeśli szukacie sprawdzonego filmowca na Wasze wesele i nie tylko to mogę polecić ten duet: https://www.weselezklasa.pl/ogloszenia-weselne/kochamywesela-sprawdzony-filmowiec-na-wesele,15886/

Naprawdę miło jest od czasu do czasu oglądnąć film z wesela...pośmiać się i powspominać w gronie rodziny i przyjaciół. Mamy krótszą wersję w formie teledysku i taką dłuższą. Oglądając swój film patrzy się na to wszystko inaczej. 


OSP Laskowa.
KS Limanowa Forrest.
Takie drobne naprawy :D


OSP Łososina Górna.
PSP Limanowa.


Samochód to wybór oczywiście M. :) Naprawdę super się jechało, a że jest to samochód strażacki to kwestia strojenia samochodu odpadła od razu. Przecież on jest piękny sam w sobie czyż nie? :)



Historii tego roweru chyba nie zna nikt. Na początku leżał na stercie złomu. Później moja sąsiadka postanowiła go odnowić i służył za kwietnik w ogrodzie. Dla nas stał się dekoracją przed wejściem na salę weselną. 



No właśnie miał być dekoracją...zabawa jednak zrobiła swoje i rower poszedł w ruch :) Na poprawinach służył nam jako idealny rekwizyt przy foto budce.



Na naszym stole znalazł się miniaturowy tandem, który teraz jest w naszym domu jako ozdoba. 



Wesele z motywem rowerowym więc nie mogło zabraknąć naszej rowerowej ekipy KRW Limanowa Enduro Crew. Przecież ktoś musiał rozkręcić tą imprezę :D



Jeśli już jesteśmy przy rozkręcaniu imprezy to chyba warto wspomnieć o muzyce. Bez muzyki nie może się odbyć żadne wesele. Od razu wiedzieliśmy z M., że nie chcemy mieć orkiestry tylko DJ'a. I znowu zaczęły się intensywne poszukiwania. Ułatwił  nam to portal "Wesele z klasą" - wszyscy usługodawcy są w jednym miejscu i co najważniejsze jest tam wszystko ułożone w bardzo przejrzysty sposób. To właśnie tutaj znalazłam DJ'a Dawida Sobczyka. Na początku zadzwoniłam nieśmiało zapytać czy termin 29.10. jest dostępny. Okazało się, że tak. Na tym poprzestałam rozmowę bo chciałam ustalić z M. co robimy. Po chwili dostałam sms-a żeby podać adres email...a tam otrzymałam całą listę wykonywanych utworów, propozycje zabaw. Widać było, że jest to naprawdę konkretna osoba. Dzwoniłam do wielu osób i niektórzy jak dla mnie odpadali już na podstawie rozmowy telefonicznej. Zdecydowaliśmy się na spotkanie na żywo i podpisanie umowy. Od pierwszej chwili wiedziałam, że trafiliśmy na odpowiednią osobę. Po prostu to się czuło! Uwierzcie, że nasze wesele było pierwszym na którym się tak dobrze wybawiłam. Muzyka dobrana zarówno dla młodych jak i starszych. Momentami nikogo nie było przy stole...i to nie dlatego, że brakło jedzenia czy coś! Wszyscy bawili się na parkiecie. Dawid jeśli to czytasz to jeszcze raz Ci bardzo dziękujemy. Mam nadzieje, że trafimy jeszcze na imprezę, którą Ty poprowadzisz.



Na torcie weselnym nie mogło zabraknąć oczywiście figurki z naszym głównym motywem. Cała czarna wycinana laserowo. Niestety już nie pamiętam gdzie była zamawiana. 


Polecam również zaopatrzyć się w spinki do mankietów. Na stronie www.yego.pl jest ogromny wybór. M. miał oczywiście z fragmentów łańcucha rowerowego. 


Jeżeli mielibyście jakieś pytania to zapraszam do komentowania tutaj lub na FB "Kamila i jej rower"
O przygotowaniach do wesela można pisać naprawdę wiele, a to co jest tutaj to jeden wielki skrót. Mam nadzieje, że jakąś Parę udało się zainspirować.


Pozdrawiamy
Kamila & Mariusz :)

P.S. Podobno jak kobieta ma honor to po 10 latach odchodzi sama :D 

piątek, 20 października 2017

"Doceniaj to co masz, zapomnij czego nie masz" - Sokolica w Pieninach w trójkę :)

W sobotę tuż przed północą razem z M. zaczęliśmy planować jak spędzimy niedzielę. Na wypad ze znajomymi w Bieszczady było zbyt mało czasu żeby się porządnie wyspać, a poza tym byliśmy tam niedawno więc chciałam pojechać w jakieś inne miejsce.

Wybraliśmy Pieniny. Miały być Trzy Korony, ale po drodze plan uległ trochę zmianie i odbiliśmy na Sokolicę ( 747 m) szczyt w pn.-wsch. części Pienin Środkowych w tzw. Pieninkach. 



Pogoda w tym dniu była wręcz zachwycająca. Prawdziwa złota polska jesień ;)



Po drodze obowiązkowy odpoczynek żeby złapać oddech i wyrównać temperaturę ciała :D Taki ze mnie dziad, że zanim wpadnę w trans maszerowania czy jazdy na rowerze to najchętniej zdarłabym z siebie wszystkie ubrania bo tak mi gorąco. Później już wszystko wraca do normy i można iść dalej :)







Nie przypuszczałam, że szlak na Sokolicę jest tak ekstremalny. Po drodze mijamy sporo dzieciaków i starszych osób więc jest to najlepszy dowód, że każdy sobie jednak tutaj da radę.



Widok na Dunajec. W oddali można dostrzec przepływające tratwy z turystami, które niewątpliwie są dużą atrakcją tego rejonu.





Od Przełęczy Sosnów (655 m) do naszego celu dzieli nas jeszcze 15 minut. Tuż przed wejściem znajduje się kasa biletowa gdzie należy zakupić bilet. Dorośli płacą 5 zł, a dzieci 2,50. Misiek oczywiście korzysta z przywilejów i nigdzie nie płaci... ;)



I jest słynna sosna na Sokolicy, której przedstawiać nie trzeba chyba nikomu. Czy wiecie, że liczy ona około 500 lat!



Na szczycie tłumy turystów. Naprawdę super, że tyle ludzi spędza tak aktywnie czas...jednak następnym razem kiedy będę ruszać gdzieś w niedzielę wybiorę zdecydowanie bardziej spokojne miejsce.



Szczyt Sokolicy jest idealnym punktem widokowym na przełom Dunajca, Pieniny Środkowe, Małe Pieniny, Magurę Spiską, Tatry Bielskie i Tatry Wysokie.





Chwilę spędziliśmy na szczycie po czym trzeba schodzić.Przy zejściu są barierki, które stanowią duże ułatwienie. 





Kiedy wróciliśmy do domu i zaczęłam przeglądać zdjęcia to powiem Wam szczerze, że się załamałam...stwierdzam, że jednak kiedyś to byłam fit :p Musiało trochę czasu minąć żebym mogła polubić się z tym zdjęciem :)



Schodząc zielonym szlakiem z Sokolicy po prawej stronie mijamy Jaskinię nad Polaną Sosnówka. Jest pochodzenia osuwiskowego. Łączna długość wszystkich korytarzy wynosi około 95 m i schodzą na maksymalną głębokość około 16 m. Jaskinia była już znana od dawna. W 1953 r. zinwentaryzował ją Kazimierz Kowalski, a szczegółowe badania zostały przeprowadzone przez Sekcję Taternictwa Jaskiniowego Klubu Wysokogórskiego w Krakowie w 1954 r. Podczas tych badań w połowie lipca natrafiono w jaskini na bryły lodu. Zwiedzanie jaskini jest zabronione.



Co prawda jedną nogą, ale jaskinia zaliczona!



Do Krościenka dotarliśmy zielonym szlakiem, który jest bardzo łagodny w porównaniu z niebieskim. Będąc już na miejscu udaliśmy się na małą przekąskę. Kto mógł to wypił zimne piwko, a reszta czyli ja obeszła się smakiem i robiła za kierowcę :)



Pozdrawiam
Kamila :)

P.S. Inspiracją dla tytułu była piosenka "Po co" ;)

"Jedyne co prawdziwe to jest tu i teraz
 Jest pięknie nie narzekaj...
 Doceniaj to co masz
 Zapomnij czego nie masz
 I nie martw się na zapas..."





niedziela, 20 sierpnia 2017

"Let's Twister Again" czyli odkrywamy Beskid Śląski :)

Wiem, wiem dawno mnie tutaj nie było. Zabierałam się za ten wpis, ale często zdarzało się, że w ciągu dnia potrafił mnie zmorzyć sen, a później mówiłam sobie, że jutro napiszę. Tyle, że to jutro długo nie chciało nadejść, ale już jest.

Jakiś czas temu razem z M. wybraliśmy się na krótki wypoczynek do Szczyrku. 

Przed wyjazdem przejrzałam jakie atrakcje oferuje ta miejscowość - w końcu oboje byliśmy tam pierwszy raz. Okazało się, że każdy niezależnie od wieku znajdzie tutaj coś dla siebie. Nas jednak najbardziej interesowały góry. Stanęłam jednak przed ogromnym dylematem. Zaraz się pewnie zaczniecie śmiać, ale rozpatrywałam czy zabrać kijki trekingowe czy może pożyczyć rower crossowy i na nim rekreacyjnie pokręcić. W końcu M. podjął męską decyzję, a ja tylko przyklasnęłam temu pomysłowi - zabieramy nasze fulle. Nie ma kompromisów!

Różowa walizka jeszcze z czasów studiów została wyciągnięta ze stryszku. Spakowałam się na każdą możliwą okazję. Zabrałam sukienki, a kurtkę przeciwdeszczową, którą trzymałam już w ręce jakoś w ostatniej chwili odłożyłam. Później zastanawiałam się czy to nie był błąd.

Jadąc w piątek po południu pogoda trochę nas przestraszyła, ale tylko na chwilę. Przez cały czas było słonecznie.

Po dotarciu na miejsce zameldowaliśmy się w pensjonacie i ruszyliśmy coś zjeść obmyślając plan na następny dzień.



Sobota godzina 05:00 zaczyna dzwonić budzik. Naprawdę trzeba być "normalnym" żeby przyjechać odpocząć i wstawać tak wcześnie. M. już jest gotowy do drogi...ja też wstaje, ale tylko po to żeby przekręcić klucz i dalej spać.

Na pierwszy strzał idzie Skrzyczne (1257 m n.p.m.). Na szczycie znajduje się schronisko PTTK. Można tam również wyjechać wyciągiem ze Szczyrku. Na zboczach góry znajdują się trasy narciarskie, a także wiele szlaków turystycznych i rowerowych. Na tutejszych trasach downhill rozgrywały się między innymi zawody Pucharu Polski.  


Na szczycie Skrzycznego wznosi się charakterystyczny 87-metrowy masz nadajnika RTV.




Czerwony szlak ze Skrzycznego.
Około godziny 09:00 M. już był z powrotem w pensjonacie. Królewna pospała (czytaj: Kamila) można więc było się udać na pyszne śniadanie. Oczywiście zaraz ruszyliśmy w trasę bo ja dosłownie rwałam się na rower. Sami pewnie wiecie jak to jest jak się nie jeździ ileś dni, a nawet tygodni...bo wiecie jazdy po asfalcie i do sklepu to nawet w to nie wliczam. Mi chodziło o jedno: góry!

Przejeżdżając koło kompleksu skoczni narciarskich Skalite zatrzymaliśmy się na chwilę żeby zobaczyć rozgrywany konkurs w skokach narciarskich. Nigdy nie miałam okazji widzieć tego na żywo, a jeszcze w lecie? Toż to czyste szaleństwo!



Nasz cel rowerowy to Klimczok, dawniej również Klimczak (1117 m n.p.m) szczyt górski w północno - wschodniej częśći Pasma Baraniej Góry w Beskidzie Śląskim. Skwar był niemiłosierny...dobrze, że po drodze było trochę ławek. Większość zaszczyciłam swoją obecnością. Szlak miał być łagodny, ale przez te skoki narciarskie tak się zakręciliśmy, że pojechaliśmy bardziej ekstremalnym. Kiedy było już naprawdę "ostro" pod górę mój Mąż mnie wyręczał i prowadził rower,  a ja w tym czasie obracałam się za siebie żeby zobaczyć piękne widoki, które coraz bardziej zaczynały się pojawiać z za wystających drzew.





Chwila na złapanie oddechu ;)



W oddali cały czas było widać Skrzyczne, o którym wcześniej pisałam. Wiecie, że nawet na jednym z wyciągów narciarskich Beskid Sport Arena w Szczyrku można było szusować na nartach? Do dzisiaj się zastanawiam co oni tam zrobili, że ten śnieg się nie roztapiał.


Bestia w swoim naturalnym środowisku :)
Koza też zapozowała :D


Kiedy robiłam to zdjęcie nie wiedziałam jeszcze co to za kwiat, ale teraz już sprawdziłam i mogę Wam napisać, że jest to naparstnica purpurowa.



Ostatnia prosta przed schroniskiem i już zaczynam myśleć co sobie zjem... pojawiła się zachcianka na kwaśnicę z ziemniakami :)



Po dotarciu do Schroniska PTTK na Klimczoku naszym oczom ukazują się tłumy ludzi. Dosyć spore kolejki do wszystkiego trochę mnie odstraszyły, ale głód był silniejszy. M. wylegiwał się na polance przed schroniskiem, a ja ustawiłam się w kolejce po swoje.



Schronisko to jest bardzo popularne w Beskidzie Śląskim ze względu na niewielka odległość kolejki gondolowej na pobliski szczyt Szyndzielni. W otoczeni schroniska znajduje się gęsta sieć szlaków turystycznych - między innymi do Schroniska PTTK na Błatniej i do Chaty Wuja Toma na Przełęczy Karkoszczonka. Idealne miejsce na wypady w góry z całymi rodzinami.







W zaledwie kilkanaście minut zdobywamy nowy szczyt jakim jest Szyndzielnia (1028 m n.p.m.). Spotykamy kilku rowerzystów, którzy zastanawiają się którędy zjadą...oczywiście pada pytanie, którą trasę my wybieramy. Śmiejąc się odpowiadam im, że dla ciężarnych...czyli takie łagodniejsze enduro :) Jadę powoli bez jakiś szaleństw, ale już to mi wystarczy żeby poczuć ten wiatr we włosach. Niesamowite uczucie!




Górna stacja kolei linowej na Szyndzielnię.
W końcu znajdujemy się na Koziej Górze (683 m n.p.m.). Rowerzystą chyba przedstawiać jej nie trzeba :) To właśnie tutaj znajdują się słynne na całą Polskę jak nie dalej ścieżki rowerowe Enduro Trails.

Co to jest? 

Kompleks „Enduro Trails – Bielsko-Biała” to sieć jednokierunkowych tras rowerowych, tzw. „singletracków”. Są to najbardziej lubiane przez kolarzy górskich, wąskie, kręte i pofalowane ścieżki o różnym stopniu trudności, od tych łatwiejszych, łagodnie opadających, aż po strome, wymagające technicznie zjazdy. Wiele tras powstało w związku z cyklicznie rozgrywanymi tu zawodami w rowerowym Enduro (stąd nazwa kompleksu). 

Centrum ścieżek wraz z punktem informacyjnym mieści się w obrębie tzw. miejskich Błoni, u stóp Koziej Góry. Trasy natomiast rozpościerają się pomiędzy Szyndzielnią i Kozią Górą (w masywie Klimczoka). Szyndzielnia wznosi się na wysokość 1030 metrów nad poziomem morza. Na jej szczyt można wjechać najnowocześniejszą w Polsce koleją gondolową. Kozia Góra jest niewielkim wzniesieniem (686 m n.p.m.) o bogatych tradycjach turystycznych. To tutaj funkcjonował najdłuższy tor saneczkarski w Europie (budowla ta nadal jest wyraźnie widoczna). W obu miejscach są klimatyczne schroniska górskie, których historia sięga XIX wieku.


Źródło: http://endurotrails.pl/



W schronisku zamawiamy znowu coś "na ząb". W czasie kiedy pierogi się gotowały ja pozwiedzałam tereny wokół schroniska i porobiłam trochę zdjęć.









W końcu są...dla mnie oczywiście jak zwykle za mało.



Widok na Bielsko - Biała.



Do tej pory tylko słyszałam jak tam jest genialnie, a już za chwilę miałam przekonać się o tym na własne skórze.  Zjazd na trasie Twister. Frajda niesamowita. Trasy są tak przygotowane, że powinien sobie poradzić tutaj każdy rowerzysta bez względu na umiejętności. Około 4 km czystego szaleństwa w najlepszej postaci. Co powiedziałam po zjeździe "Ja chce jeszcze raz!"  Na myśl przyszła mi piosenka "Let's twist again" tyle, że słowo twist zamieniłam na twister :) Po zjechaniu z trasy trzeba było wrócić jeszcze jakieś 10 km do Szczyrku - niestety już asfaltem.



Nasz wyjazd powoli dobiega końca. W niedzielę rano pakowanie tyle, że już nie jest takie straszne jak przed wyjazdem. Przy wyjeździe zawsze wszystko wrzucam do walizki jak leci. Miś jako pamiątka ze Szczyrku...teraz jestem na etapie wymyślania imienia dla "Misia" :) Może jakieś propozycje? 



Zrobiliśmy powtórkę z wcześniejszego dnia. Tyle, że pojechaliśmy już prosto do Bielska i stamtąd ruszyliśmy drogami podjazdowymi. Kiedy zobaczyłam ogromny plac zabaw w tamtych okolicach przypomniałam sobie, że to właśnie tutaj byłam jakieś 18 lat temu jak nie dawniej.



Odwiedziliśmy Centrum Testowe Giant. Jeżeli nie posiadasz swojego roweru to w tym miejscu można go wypożyczyć.



Tak wygląda trasa podjazdowa na Kozią Górkę. Nawet nie trzeba schodzić z roweru czego dowodem był sześcioletni chłopiec z rodzicami. Jestem pełna podziwu. Pozdrowienia dla Was :)



Przed zjazdem na trasie "DH+" należy zapoznać się z regulaminem ;)



I znowu Twister jest nasz! 



Weekend chociaż szybko minął to był wykorzystany maksymalnie jak się dało. M. jeszcze był tutaj później z kolegami. Ja tylko uroniłam łezkę jak odjeżdżali z rowerami na bagażniku, a ja zostałam. Stwierdziłam, że to będzie przesada z mojej strony. Domyślam się, że w tym sezonie to była moja ostatnia tak "poważna" wyprawa rowerowa dlatego też czerpałam z niej pełnymi garściami.Nie załamuje się tym chociaż na początku nie było tak kolorowo :). W końcu teraz nie odpowiadam tylko za siebie, ale i za "Misia" :).

Pozdrawiam
Kamila :)

P.S. To właśnie z tego powodu w Ekstremalnym Maratonie Pieszym Kierat na 100 km przeszłam tylko 30 km :D Zapraszam na relację w wolnej chwili :)
http://camilla14a.blogspot.com/2017/06/xiv-miedzynarodowy-ekstremalny-maraton.html