wtorek, 21 marca 2017

Szosa kobiecym okiem - Test roweru WHYTE SOMERSET

Jak wiecie lubię zaskakiwać :) Mało kto się spodziewał, że pewnego dnia będę śmigać na szosie.

Skoro nadarzyła się okazja to grzechem byłoby jej nie wykorzystać czyż nie?

Dzięki polskiemu przedstawicielowi marki Whyte miałam okazję testować rower szosowy - SOMERSET.



Dlaczego wybór padł na nią/niego?

Rower do mtb i enduro już posiadam więc trzeba iść w jakąś totalną skrajność i stąd ten wybór.

Temat szosy był mi zupełnie obcy więc czym kierowałam się podczas wyboru? A no kolorem jak na kobietę przystało. Kiedy zobaczyłam Somerset w pięknym miętowym kolorze stwierdziłam, że to jest "to".

Moje pierwsze wrażenia?

Po wyciągnięciu z kartonu wystarczyło przykręcić jedynie kierownicę, koło i można było już ruszać. Na początku nie założyłam SPD tylko jakieś zwykłe platformy. Wolałam nie stwarzać zagrożenia na drodze. Z czasem oczywiście je zmieniłam.



Mówią, że szosa jest kobietą. Już chyba wiem dlaczego... Pierwsze chwile z szosą wcale nie były dla mnie kolorowe jak ta rama. Gdzie są hamulce? Jak tu się zmienia przerzutki? Zupełnie odmienna kierownica niż w mtb...chcesz zahamować, ale najpierw musisz zlokalizować te hamulce.



Zupełnie inna pozycja do jazdy niż w mtb. W tym momencie dowiedziałam się dlaczego wszyscy, którzy jeżdżą na rowerach szosowych mają odczepione daszki od kasku. Po prostu ogranicza to widoczność kiedy jedzie się pochylonym. 


Rozmiar roweru jaki wybrałam to 51 czyli dostosowany do wzrostu od 161 do 169cm. Waga roweru to zaledwie 10,2 kg. Czy to dużo czy mało? Mogę się jedynie odnieść do moich wcześniejszych rowerów więc jak dla mnie to jest mało. Rama aluminiowa i do tego wewnętrzne prowadzenie linek co jest oczywiście dużym plusem zwłaszcza przy dbaniu o czystość.


Z biegiem czasu kiedy ogarnęłam tę nierozgarniętą kobietę czyt. szosę jazda stała się czystą przyjemnością. Teraz wsiadam  i czuję tą pewność podczas jazdy, której na początku mi brakowało.

Pewnie pomyślicie, że jak mam do dyspozycji trzy rowery to będę mieć dylemat, który wybrać. Otóż nie! Po górach miejscami jest jeszcze trochę śniegu i ogrom błota. Asfalt natomiast już jest suchy więc w tym momencie wybór jest dla mnie oczywisty. Żałuje, że nie ma lata ponieważ szosa kojarzy mi się ze słońcem i przede wszystkim krótkim rękawkiem.


Cienkie opony więc po asfalcie mknie się niczym błyskawica. Idealny rower żeby wyrobić sobie kondycję i mocną łydę ;). Mknące samochody potrafią być irytujące, ale i na to znalazłam sposób. W Limanowej i okolicach jest tyle ciekawych dróg asfaltowych, że  z powodzeniem można tam trenować. Podjazdy w Beskidzie Wyspowym w rankingach podjazdów szosowych w Polsce są na najwyższych miejscach więc nie ma żartów!





Jeżeli chodzi o bardziej techniczne rzeczy to zobaczcie dokładną specyfikę tutaj:
Somerset Whyte




Nie wiem jak Wy, ale ja wsiadam na rower i jadę! I nie sądziłam, że kiedyś to powiem, ale powiem! Tak, zakochałam się! ;)

4 komentarze:

  1. Cudowne! Gratuluję wykonania :-) To idealnie trafia w mój gust.

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękny kolor roweru! W takim rowerze i rowerowaniu można się zakochać :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo mi się podoba, aż nabrałam ochoty na przejażdżkę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Leciutki ten rower :o ale kierownica specyficzna

    OdpowiedzUsuń