Pokazywanie postów oznaczonych etykietą schronisko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą schronisko. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 10 lipca 2018

Urodziny w Kolibie na Łapsowej Polanie :)

W poniedziałek 18 czerwca świętowałam swoje kolejne urodziny :) Jeszcze jest 2 z przodu więc nie jest tak źle :) W planach był Ćwilin, ale pogoda była niestety dosyć niepewna. W pewnym momencie zmogło mnie spanie, a kiedy się obudziłam moim oczom ukazał się prezent jaki sobie sama sprawiłam czyli wózek biegowy. 

Od razu zaczęliśmy myśleć gdzie by tu pojechać żeby móc go przetestować. M. zaproponował Schronisko Koliba na Łapsowej Polanie, a że nigdy tam jeszcze nie byłam to z chęcią przystałam na ten pomysł.



Spakowani ruszamy w drogę. Dojeżdżamy do wsi Obidowa w powiecie nowotarskim i na końcu osiedla Marfiana Góra zostawiamy samochód na parkingu. Jak informuje tablica do schroniska mamy zaledwie 35 minut niebieskim szlakiem.



Do schroniska na Polanie Łapsowej można dojść jednym z kilku szlaków turystycznych i oczywiście dojechać rowerem.
- Z Klikuszowej czarnym szlakiem do kapliczki, a potem w dół niebieskim.
- Z Obidowej zielonym, potem w prawo czarnym i od kapliczki w dół niebieskim.
- Z Turbacza żółtym, potem czarnym i od kapliczki w dół niebieskim.
- Z Nowego Targu dojazd MZK do Kowańca (poczta) i dalej przez osiedle Marfiana Góra szlakiem niebieskim.


Droga jest bardzo przyjemna. Wózek świetnie daje sobie radę. W bardziej ekstremalnych fragmentach trasy trochę trzeba się namęczyć, ale i tak jest super. Dawniej szukałam jak najbardziej hardkorowych tras, a teraz sami widzicie co się porobiło. Gdyby ktoś zastanawiał się czemu ten wpis powstał dopiero teraz to od razu mówię, że cały czas gdzieś chodzimy, a jak wracamy to jest już bardzo późno :)


Dotarliśmy na miejsce :) Tak to można zwiedzać!
Schronisko Koliba Na Łapsowej Polanie znajduje się w Gorcach na ich południowych stokach. Do najwyższego szczytu Gorców czyli Turbacza jest stąd około 7 km. 





 W bufecie zamawiamy pyszny bigos, a później jeszcze racuchy. Jak wiecie uwielbiam jeść, ale te porcje to nawet dla mnie były za duże. Muszę dodać, że Gospodarze schroniska są bardzo sympatyczni. Misiek podbił swoją pierwszą pieczątkę na kartce pocztowej i ruszamy z powrotem bo zaczyna się robić późno. Po drodze wszyscy śpią...oprócz kierowcy oczywiście :)


Czekamy na jedzonko :)

Z całego serca polecam Wam tam pobyt. Tak sobie myślę, że chętnie wybrałabym się tam kiedyś na noc, a rano ruszyła w góry. 
Więcej informacji na temat schroniska znajdziecie na stronie:
http://gorce-koliba.prv.pl/

Pozdrawiam
Kamila :)

niedziela, 10 grudnia 2017

Bunia na krańcu świata - Składziszczańska Skała w Beskidzie Sądeckim.

Jakiś czas temu jeszcze na początku listopada wybrałam się w Beskid Sądecki. Zupełnie tego nie planowałam. Dzień wcześniej bawiłam się na weselu mojego Brata...dla wielu osób oczywistym jest, że powinno się to wszystko odespać. My jednak postanowiliśmy spędzić dzień na świeżym powietrzu wędrując po górach. Samochód zostawiliśmy na parkingu w miejscowości Składziste. Stamtąd jest szlak na Halę Łabowską, ale nasze kroki skierowały się na przełaj bez żadnech ścieżek.


Dzień wcześniej było tak...



A już w niedzielę dzień wyglądał tak :)



Moją towarzyszką w tym męskim gronie była Bunia. Coraz bardziej się psinka wyrabia i tym razem szła sama pod górę, a nie jak to czasem bywało, że musiałam ją nieść na rękach bo nie nadążała przewracać swoimi małymi łapkami.



Głównym celem naszej wyprawy jest Czarci Kamień. Zwany jest też Diablim Kamieniem lub Składziszczańską Skałą. Jest to 200 metrowa wychodnia skalna w okolicach szczytu Wierch nad Kamieniem (1084 m n.p.m) w Paśmie Jaworzyny Krynickiej. Rozciąga się stąd przepiękna panorama na Beskid Sądecki.



Z miejscem tym wiążę się pewna legenda. W lesie, około 50 metrów na wschód od Wierchu nad Kamieniem znajduje się skała "Skamieniała Córa". Skała ma ok. 15 m wysokości i kształt ludzkiej postaci. Legenda mówi o dziewczynie śpieszącej się na bal: jej matka czuła się chora i prosiła o zmianę planów, panna uparła się przy swoim, a po powrocie z zabawy znalazła rodzicielkę martwą. Matka jednak zdążyła przed śmiercią płochą córkę przeklnąć, a karą była zamiana w kamień. Swoją drogą nie ma to jak matczyna miłość...




Widok z ogrodzonej skały obejmuje Kotlinę Nowosądecką z jednej strony i Beskid Niski z drugiej.






Czarcia Skała jest pomnikiem przyrody "Skały i jaskinie pod Wierchem nad Kamieniem" wraz z okolicznymi jaskiniami i skałami.



Jak sami widzicie widoki są niesamowite. Pogoda może nie była najlepsza bo przy lepszej widoczności musi być tutaj jeszcze piękniej.



Bunia na krańcu świata :) Skąd ta psina wzięła się w moim życiu? Nie pisałam o tym wcześniej bo było to dla mnie zbyt bolesne, ale pod koniec czerwca moja Reksia zginęła pod kołami samochodu. Byłam tak załama, że nawet nie chciałam myśleć o żadnym innym psie. Po kilku dniach jednak zaczęłam przeglądać Olx. Szukałam psa po całej Polsce. Warunek: ma być biało czarny. Jeden odpowiadał ideałowi, ale ogłoszenie było już nie aktualne. Później na jakiś czas dałam sobie spokój, aż pewnego dnia wpisałam swoje okolice i znalazłam ją! Zaledwie 15 km ode mnie. Kiedy zobaczyłam zdjęcie wiedziałam, że to właśnie ta psinka. To nic, że czarna! Zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Trochę było problemów na początku, żeby przekonać M., ale teraz jest to nasze oczko w głowie :) Kiedy to piszę to Bunisko przeciąga się właśnie w legowisku tuż obok.







Dalej kierujemy się do Schroniska PTTK na Hali Łabowskiej. Jest to schronisko turystyczne położone w Beskidzie Sądeckim na wysokości 1061 m n.p.m. Położone na terenie Popradzkiego Parku Krajobrazowego.



W pobliżu znajdują się ciekawe pomniki pamięci z czasów walk partyzanckich, jak również ścieżki przyrodnicze i rezerwaty.







W schronisku zamawiamy coś do zjedzenia. Dzień wcześniej na weselu było tyle jedzenia więc teraz skromnie.



Bunisia tak się zmęczyła całą wyprawą, że zaraz zasnęła na kolanach :)



W trójkę podziwiamy widoki.



W schronisku na ścianach można zobaczyć namalowany cały przekrój Głównego Szlaku Beskidzkiego imienia Kazimierza Sosnowskiego (GSB) - szlak turystyczny znakowany kolorem czerwonym biegnący od Ustronia w Beskidzie Śląskim do Wołosatego w Bieszczadach. Najdłuższy szlak w polskich górach, który liczy około 496 km. Przebiega przez Beskid Śląski, Beskid Żywiecki, Gorce, Beskid Sądecki, Beskid Niski oraz Bieszczady.



W księdze gości gdzie każdy może zostawić swój pamiętkowy wpis w oczy rzuciła mi się historia 8 letniej Kasi. Naprawdę jestm pod wrażeniem. Przejść tyle km w tak młodym wieku. Kasia jeśli to czytasz to gratulacje :)





Po wyjściu ze schroniska panowie udali się swoimi ścieżkami w poszukiwaniu jaskini "W Pęknietej Kopie". Wymiary jaskini to 5 metrów głębokości oraz 13 m długości, co sprawia, że może być eksplorowana, ale jedynie przez doświadczonych speleologów. Jak widać na zdjęciu młodsze pokolenie zaczyna się oswajać z jaskiniami. Ja z racji, że już jestem za gruba na takie zwiedzanie zeszłam sobie zielonym szlakiem rowerowym do parkingu. Udało mi się ponieważ w dół jechał samochód i miły pan ze schroniska podrzucił mnie kawałek, a kilka km przed samochodem wysiadłam i przespacerowałam z paniami, które spotkałam po drodze. Chwila drzemki w samochodzie i pozostała część ekipy dołączyła i mogliśmy już wracać do domu.



Jasknia "W Pęknietęj Kopie" nie jest jedyną jaskinią w tych okolicach.  Zaraz po powrocie M. zrobił sobie obszerną listę jaskiń i po kolei w miarę czasu je zwiedzał.



Kończę to pisanie bo Bunisko zaczyna już rozrabiać :)

Pozdrawiam
Kamila :)

środa, 27 maja 2015

Niebiesko żółty Beskid Sądecki :)

We wtorek 19 maja korzystając z okazji, że Panowie M. mieli wolne wybraliśmy się na wycieczkę rowerową. Jak tylko M. mnie zobaczył to zdziwiony co mi jest bo tak bladej mnie nie widział tylko zawsze byłam uśmiechnięta od ucha do ucha. Dwie nocki w pracy i godzina odsypiania to trochę za mało. Samochodem dojeżdżamy do miejscowości Łomnica Zdrój, która ma charakter typowo turystyczny. Stamtąd ruszamy szlakiem w kierunku Łabowskiej Hali. Słońce tak mocno grzało, że każde miejsce z cieniem było w cenie.


Odpoczynek w cieniu.
Tu jesteś, ale i tak dla mnie to wszystko nowe miejsca :)
Po drodze w oddali dostrzegamy trzy opuszczone chatki. Na chwilę zostawiamy rowery i idziemy sprawdzić jak wyglądają w środku. Żeby pokonać próg w jednej musimy przeskoczyć przez mrowisko. W środku zachował się piec, kredens i jakieś piętrowe łóżko. Gdyby tam trochę uprzątnąć to w warunkach turystycznych spokojnie można by tam zostać :D. Wychodząc z tych chatek zastanawialiśmy się jak musiało wyglądać życie ludzi, którzy tutaj zamieszkiwali. Pewnie trudnili się hodowlą zwierząt i uprawą roślin.Ciekawie byłoby tak cofnąć się w czasie :) M. jednak skwitował to krótkim zdaniem, że kilka dni bym tak wytrzymała, a później nie mogłabym żyć bez bloga :D


Zjazd do chatek.



Po jakiś dwóch godzinach docieramy do Schroniska PTTK na Hali Łabowskiej.Schronisko położone jest w Paśmie Jaworzyny Krynickiej w Beskidzie Sądeckim na wysokości 1061 m n.p.m. Tradycyjnie w tym miejscu zamawiam naleśniki  z czekoladą. Polecam bo naprawdę dobre :)


Tutaj inna trasa, która prowadzi do tego schroniska - KLIK :)
Mniam :D
Z Hali Łabowskiej ruszamy niebieskim szlakiem do Łomnicy. M. Pierwsze odcinki jadę niczym błyskawica. M. zakłada w pewnym momencie ochraniacze na kolana i mówi, że będzie ostro. Trochę się zaśmiałam w duchu, ale tam rzeczywiście było ostro. Po tym jak zleciałam z roweru to musiałam sprowadzać bo nie byłam w stanie zjechać. Na nogach ciągnęło w dół, a co dopiero na dwóch kółkach. 


Niebieski szlak do Łomnicy - łagodny fragment.
Po tym stromym odcinku byłam trochę rozczarowana, za to M. & M wręcz przeciwnie. Następnie przeprawa przez potok i jazda dalej. Po drodze wjechaliśmy na jakiś szlak dydaktyczny, który okazał się świetnym singielkiem. 



Upał mocno doskwierał więc jak była tylko możliwość to chłodziliśmy się wodą z potoków, a tankowaliśmy do bidonów wprost ze źródeł :)



Na swojej trasie ponownie napotykamy na jakieś opuszczone bacówki. Ciekawe ile jeszcze się ich kryje w Beskidzie Sądeckim? :)


Solarium w górach :D

Po jakimś czasie w końcu następuje zjazd. Żółtym szlakiem przez Sokołowską Górę (1082 m) w kierunku Frycowej, a w połowie odbijamy do miejscowości Złotne.Na wschodnich stokach Sokołowskiej Góry, w dolinie potoku Czaczowiec utworzono leśny rezerwat przyrody Barnowiec ,w którym dominuje buczyna karpacka, a wiek drzew dochodzi do 300 lat. Na stokach Sokołowskiej Góry odkryto 7 jaskiń. Jedna z nich to Jaskinia Złotniańska na stokach zachodnich, w dolinie Złotniańskiego Potoku. Grzbietem Sokołowskiej Góry prowadzi żółty szlak turystyczny. 

Taką jazdę to ja lubię :D.


Borowina.
Czas na przerwę :)


Zjazd do Frycowej naprawdę godny polecenia :)
Następnie kierowaliśmy się na Przełęcz Bukowina (993 m) - jest tam oznaczony szlak narciarski. Momentami oczy zamykały mi się już same. Dosyć strome podejście. Na szczycie kanapka z kotletem, które przygotował M. i ostatni zjazd w tym dniu. Tradycyjnie na koniec złapałam jeszcze kapcia  na Groniu (822 m), ale i tak trasa godna polecenia :) Jedynym miejscem jakie znałam to była Hala Łabowska, a tak to same nowości.


Kapeć...
Trasa liczyła około 33 km.




Pozdrawiam
Kamila :)

środa, 20 maja 2015

Wariacje na temat klasycznej pętli gorczańskiej :)

W sobotę rano kiedy normalni ludzie jeszcze śpią to ja już biorę rower i ruszam . Trochę rzeczy przygotowałam sobie już w piątek  - wyjście z pracy o 22, zakupy...następnie robienie 10 rzeczy na raz w tym smażenie kotletów :D. Z racji braku snu do samochodu zabrałam się z kocykiem, którym się szczelnie opatuliłam :D Godzina 6:00 kokon rusza w drogę.

Jedziemy do miejscowości Ochotnica Dolna. Droga trochę się dłuży, ale to dobrze bo wcale nie widzi mi się tak prędko wychodzić na takie zimno. W końcu jesteśmy na miejscu. Na nogach pojawia się gęsia skórka, temperatura wynosi 3 stopnie. Zastanawiam się czy wolę marznąć czy może jak mi słońce praży? Wyjazd, który bardziej nazwałabym wyjściem zielonym szlakiem szybko nas jednak rozgrzewa. W miejscu gdzie krzyżował się zielony szlak i czerwony była oznaczona trasa na maraton rowerowy Cyklokarpaty rozgrywane podczas festiwalu Joyride w Kluszkowcach. Myślałam nawet o tym żeby wystartować w kategorii Enduro, ale wycieczka z M. była bardziej kuszącą propozycją :)



O ile podjazd był naprawdę wyczerpujący to będąc już na Paśmie Lubania możemy cieszyć się z uroków jazdy. Pasmo Lubania to dobrze wyodrębniony grzbiet górski w południowo-wschodniej części Gorców, między dolinami Ochotnicy, Dunajca i Krościenka, oddzielony od głównego rozrogu Przełęczą Knurowską. W pewnym momencie moim oczom ukazują się niesamowite widoki. Jest to polana Kudów. M. uświadamia mnie, że  w tamtym roku podczas maratonu Kierat spędziliśmy tu sporo czasu w oczekiwaniu na śmigłowiec GOPR-u. Cała historia tutaj KLIK :)





Dzień wcześniej zobaczyłam informację o akcji ze wsparciem dla Ani Szafraniec - Rutkiewicz. Jest to jedna z najlepszych polskich kolarek górskich. Niestety została zmuszona do przerwania swojej kariery. Zawodniczka Kross Racing Team ma problemy z sercem i przeszła szereg zabiegów. Jej cel się jednak nie zmienia - chce jechać na igrzyska do Rio de Janeiro. W związku z tym ruszyła akcja "Uśmiech dla Ani", w której każdy może wyrazić wsparcie dla Polki pod specjalnym hashtagiem #AniuUsmiechnijSie.
 
#AniuUsmiechnijSie :) :)Więcej o akcji - kliknij :)

Na trasie przejeżdżamy przez Studzionki jest to przysiółek w Paśmie Lubania położony na wysokości 880-930 m n.p.m. Na Studzionkach znajduje się prywatny skansen etnograficzny, w skład którego wchodzi dom-muzeum, drewniana góralska kaplica oraz kuźnia. Dom, utrzymany w stylu lat 20. XX wieku, zawiera kolekcję góralskich przedmiotów codziennego użytku, pochodzących w znacznej mierze z terenu Ochotnicy Górnej.Kaplica nawiązuje do gotyckich kościołów pradoliny Dunajca, a część jej wyposażenia pochodzi ze starego, rozebranego w 2003 roku,  kościoła w Ochotnicy Górnej. Z kolei przeniesiona w 2008 roku z Ochotnicy Górnej – Jaszczego kuźnia zachowała pełne, oryginalne wyposażenie kowalskie. Skansen można zwiedzać za zgodą właścicieli.



Z krótkiego asfaltowego odcinka ponownie wkraczamy na czerwony szlak. Po kilku godzinach czeka na nas w końcu konkretny zjazd do Przełęczy Knurowskiej, która oddziela rozróg Turbacza od Pasma Lubania. Tutaj zastajemy samochód W., z którym mieliśmy się spotkać...tylko, że przy wyjeździe 2 godziny przed nami może to być ciężkie.






Z Ochotnicy na Wielką Wojnę - tablica na Przełęczy Knurowskiej.
Kierujemy się w stronę Turbacza (1310 m) - najwyższy szczyt Gorców. Po drodze mijamy spore grupy turystów. Niektórzy patrzą z niedowierzaniem, że pod górę da się wyjechać, a inni co musieli zostawić rower w domu nie ukrywają, że zazdroszczą nam jazdy. Też znam to uczucie kiedy jestem gdzieś pieszo, a drogi idealnie nadają się na rower :D



Po prawie 5 godzinach jazdy docieramy na Turbacz. Robimy tankowanie wody do bidonu i do bukłaka. Na miejscu  oczywiście tłumy ludzi, którzy schodzą się z każdej możliwej strony. Są i nasi znajomi - jedni wyjechali z Rzek, drudzy z Koninek, a my jak wcześniej pisałam z Ochotnicy Dolnej. Czyli można by rzec "Na Turbaczu spotkajmy się!" :) Miałam okazję poznać osoby, które czytają mój blog...."O to ta dziewczyna z facebooka" :D Nie powiem miło :) Pozdrawiam Was :)


Nerwusek się spisał :)
Tankowanie do pełna :D
Na Turbaczu spotkajmy się :)
Do schroniska jednak nie wchodzimy. Przynajmniej jeszcze nie teraz. Z M. kierujemy się w stronę Czoła Turbacza. Po drodze mijamy skałę zbudowaną ze zlepieńców, zwaną Diabelskim Kamieniem. Wmurowana jest tutaj tablica upamiętniająca zmarłych ratowników "Pamięci Ratowników Grupy Podhalańskiej GOPR".


Skała z tablicą upamiętniająca Ratowników GOPR.
Wypychając rower do góry byłam tak zajęta opowiadaniem czegoś, że się potknęłam. Rower na mnie, a ja na kamień. Krew się nie polała, ale łzy tak. Stłuczona kość piszczelowa. W ciągu chwili pojawił się krwiak. Mijający turyści coś do nas mówią, ale w tym momencie mało co do mnie dociera. Trzeba podjąć decyzję czy skracamy trasę czy jedziemy dalej. Decyduję, że robimy to co zaplanowaliśmy. Zjeżdżamy do Koninek. Jak wiecie lub nie porobili tam schody z belek, które dla rowerzystów są istnym przekleństwem. Brak snu daje o sobie znać.Na jednym zakręcie 90 stopni już nie wyrabiam i lecę przez kierownicę. Upadanie mam już tak wyćwiczone, że nawet specjalnie nie poczułam. M. mknie gdzieś z przodu siejąc postrach wśród ludzi, którzy nie wiedzą gdzie mają się schować, a tuż za nim jeszcze ja :).


:)
Po jakże ekscytującym zjeździe po belkach pozwalamy sobie na odrobinę luksusu. Wyjazd 2 km wyciągiem na Tobołów. W Koninkach jest prawdziwy Park Rowerowy, który zawiera wiele wesołych i skocznych tras w lesie, 2 trasy DH pod wyciągiem z dużą ilością skoków, Slope Park na szczycie Tobołowa, NS-y (drewniane kładki) na polanie do nauki i zabawy z rowerem, 2 miłe trasy z bandami i stolikami na nartostradzie, wypożyczalnia i przechowalnia rowerów. Mam nadzieję, że kiedyś tam sobie po nich pośmigam :). Więcej o parku na stronie: http://www.koninki.pl/strona-glowna/koninki-gravity-park.html


Tak to jeszcze mój rower nie jechał :)
Po wyjechaniu kolejką ponownie kierujemy się w stronę Turbacza. W oddali widać Obserwatorium Astronomiczne na Suchorze (Suchorze) – obserwatorium zlokalizowane na szczycie Suhory (1000 m n.p.m.), na terenie Gorczańskiego Parku Narodowego.. Jest najwyżej położonym obserwatorium astronomicznym w Polsce. Jest własnością i placówką badawczą Katedry Astronomii Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Sporadycznie jest udostępniane zwiedzającym.


Obserwatorium astronomiczne na Suchorze.
I znowu te schody...już mi na nie brak słów... :)



Sezon borówkowy już coraz bliżej :)



Na szczyt Turbacza docieramy już z W., który wyjechał przed nami. Jakimś sposobem udało nam się w końcu spotkać na trasie. Nie ma to jak jazda razem tylko zobaczenie się po prawie 40 km.


Na szczycie Turbacza.
W schronisku na Turbaczu tradycji musiało stać się za dość i na stole pojawiła się zupa pomidorowa, a do tego jeszcze ciasto z borówkami. Jak szaleć to szaleć. A nie ukrywam, że na odcinku Turbacz - Gorc nabierałam takich prędkości, że jeden błąd i gleba. Momentami trzeba było puścić hamulce i dać się nieść tak jak rower chce.




Widoki mieliśmy naprawdę piękne :)
W ostatnim wpisie pisałam o kapliczce, z którą związanych jest sporo legend. Kapliczka Bulandowa znajduje się w górnym rogu jednej z najpiękniejszych gorczańskich polan. Obok ławki dla turystów. Pięknie prezentuje się stąd pobliski Kudłoń i Gorc, rozległe widoki na Beskid Sądecki i Wyspowy. Przy szlaku turystycznym na skraju polany tablica informacyjna z panoramą szczytów, które stąd widać. Obok kapliczki, na zachodnią stronę żółty szlak (15 min.) prowadzący przez las do największej gorczańskiej jaskini – Zbójeckiej Jamy.
Kapliczka jest najstarszym zabytkiem sakralnym w Gorczańskim Parku Narodowym. W  1996 r. licząca sobie wtedy 92 lata kapliczka została odnowiona przez pracowników GPN i spadkobiercę Tomasza Chlipały.

Cesarz Enduro i Cesarz Skiturów :D
Szczyt Gorca (1228m)  trochę trawersujemy. Prawie 10 km zjazdu przez Piorunowiec do Ochotnicy. M. po drodze wynajduje jeszcze jakieś nowe opcje do zjazdu, które jak zwykle zaskakują i to pozytywnie. Będąc już na asfalcie M. ma jakąś awarię koła więc przesiadka na rower W. i do samochodu, a następnie wszyscy w komplecie jedziemy na parking gdzie W. zostawił swój samochód.


Aferki się zdarzają. Nowiuśkie skarpetki :D
Jechałam z nastawieniem, że trasa będzie liczyć tylko 40 km, a okazało się że zrobiliśmy 60 km i to wyłącznie w samym terenie. Cały dzień jazdy, a wieczorem na ognisko... :) Przewiozłam ze sobą dwie dętki i o dziwo żadnego kapcia. Pewnie jakbym ich nie miała to byłoby na odwrót :D. 

Ze względu na bolącą nogę tak sobie pomyślałam, że może dam sobie na chwilę spokój z rowerem. A gdzie tam! Kolejna relacja już niebawem :)




Zobacz również inną trasę:
http://camilla14a.blogspot.com/2014/07/gorczanski-klasyk-w-wersji-wet-turbacz.html

Pozdrawiam
Kamila :)

P.S. Mam nadzieję, że 3 godziny pisania nie poszły na marne i ktoś to przeczytał :D