Są takie miejsca, że chce się do nich ciągle powracać!
Można tam być codziennie, a i tak za każdym razem będzie inaczej :) Jednym z takich miejsc jest dla mnie Przehyba (1173m) - szczyt górski w zachodniej części Pasma Radziejowej w Beskidzie Sądeckim.
Ostatnio było mnie tam pełno razem z moimi rowerzystami...oczywiście za każdym razem skład się zmieniał, ale ja nie odpuszczałam :D
W pierwszy dzień kiedy się tam pojawiliśmy przywitał nas dosyć mocny deszcz. Przez chwilę miałam ochotę nawet zostać w samochodzie bo tak było zimno, a oczywiście ubrałam krótkie spodenki. Nie wyjeżdżaliśmy co prawda na sam szczyt tylko udaliśmy się na genialną trasę enduro.
Pierwsze podejście/wyjazd do góry zrobiliśmy po trasie żeby się z nią zapoznać, a później móc szaleć bez ograniczeń. Kolejne dwa podjazdy pokonaliśmy szeroką drogą leśną mniej więcej wzdłuż trasy. Tak mi się tam spodobało, że kolejnego dnia ruszyliśmy na bardziej rozbudowaną wersję tym razem już z Przehybą w roli głównej.
Na górę prowadzi asfaltowa droga z Gabonia. Liczy około 6 km. Świetne
miejsce do trenowania podjazdów. Co ciekawe dolne partie po płaskim
zawsze mi się dłużą i nudzą. Jak już zaczynają się stromizny i zakręty
to wtedy robi się znacznie ciekawiej.
M. jak zwykle poszedł szukać innego wariantu.
A ja robiłam "wytop łydy" i jechałam dzielnie pod górę.
Po drodze mijamy pomnik przyrody "Krzesło Kingi". Jest to pomnik przyrody nieożywionej i znajduje się w okolicach szczytu Skałka w Paśmie Radziejowej. Źródełko, które wypływa spod kamienia kojarzone było jako serce
pulsujące w głębi Ziemi, w którym Św.Kinga obmywała swoje oczy i stopy. Do
dzisiaj miejscowa ludność wierzy w lecznicze działanie wody, głównie w
chorobach oczu.
Każdy z naszej ekipy jechał jakąś inną trasą, ale ostatecznie wszyscy spotkaliśmy się na tarasie schroniska PTTK Przehyba. Zjazd oczywiście był wspólny :)
Widoki w tym dniu były cudne. W oddali można było dostrzec nawet Tatry.
Od schroniska kierowaliśmy się czerwonym szlakiem na wschód przez około 1 km. Później odbiliśmy w lewo na żółty szlak. W dolnej części żółtego szlaku skręciliśmy w lewo na trasę FR i wyjechaliśmy w miejscowości Skrudzina.
Żółty szlak z Przehyby jest jednym z moich faworytów. Tak długich singli w Beskidzie Sądeckim to ze świecą można szukać.
Po ekstremalnym zjeździe dojeżdżamy do szutrowej drogi. Uśmiech na twarzy już jest, a tak naprawdę to dopiero początek trasy. Miejscami były powalone drzewa...mam nadzieje, że już zostały usunięte lub stanie się to w najbliższym czasie.
Po intensywnym dniu jazdy zapaliliśmy małe ognisko i zjedliśmy po kiełbasce. Oczywiście tak wszystko było zaplanowane, że nie woziliśmy ze sobą prowiantu tylko mieliśmy w samochodzie, który był zaparkowany nieopodal trasy.
Nie trzeba było długo czekać jak znowu tam pojechaliśmy. Tym razem towarzyszył nam mały deszczyk.
W oddali widać Radiowo-Telewizyjny Ośrodek Nadawczy, z metalową wieżą o wysokości 87 m, zlokalizowany na górze Przehybie. To znaczy, że nasz cel już jest blisko...
Wcześniej panował tu zupełnie inny klimat. Tym razem jest bardziej mroczno i tajemniczo.
Jeszcze 100 m. Można już poważnie zacząć planować co zamówimy do jedzenia w schronisku.
Taras został opanowany...Patrząc na to zdjęcie śmiało można zaśpiewać "Chodź pomaluj mój świat na żółto i niebiesko..." :)
Widoki tym razem mniej wyraźne.
Będąc w Beskidzie Sądeckim warto również rozważyć opcję noclegu w schronisku ;) Chyba kiedyś sama tam przenocuję bo jakoś do tej pory nie miałam okazji.
Przechyba należy do Pasma Radziejowej więc kiedy tutaj będziecie warto pomyśleć o tym żeby wybrać się również na szczyt Radziejowa gdzie znajduje się wieża widokowa.
Moje propozycje związane z tym szczytem:
Dawno, dawno temu czyli bajka o "Królowej Enduro i siedmiu Rowerzystach" :)
Pasmo Radziejowej :)
Koniec tego dobrego. Trzeba pakować rowery i do domu...
Pozdrawiam
Kamila :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przechyba. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przechyba. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 22 czerwca 2017
czwartek, 17 listopada 2016
Enduro w ostatnich kolorach jesieni...
Czy zastanawialiście się co Panna Młoda robi tydzień przed ślubem? :) Zaraz się dowiecie.
Ostatni tydzień tzw. "wolności" postanowiłam spędzić najlepiej jak się da. Co niektórzy troskliwi koledzy byli w szoku jak to tak tydzień przed tak ważnym dniem idę na rower, a co jak zrobię sobie jakąś krzywdę? Spokojnie - sukienka była długa więc nawet potłuczone kolana nie stanowiłyby najmniejszego problemu.
Wczesnym rankiem z wielkim trudem wstałam. Humor też nie był najlepszy, ale jak tylko ruszyłam na rowerze wszystko wróciło do normy. Celem naszej wyprawy była Przehyba w Beskidzie Sądeckim (1173m). Cały czas prowadził nas niebieski szlak ze Szczawnicy.
Szczawnica i jej okolice są stworzone do turystyki rowerowej - amatorskiej i zawodowej. Wielość wygodnych i szerokich ścieżek sprawia, że w krótkim czasie można zwiedzić o wiele więcej atrakcji niż w przypadku wędrówki pieszej. Szczególnie urokliwa jest popularna trasa do Czerwonego Klasztoru na Słowacji, która swój początek ma w samej Szczawnicy, przy kolejce na Palenicę.
W Szczawnicy znajduje się początek wielu ścieżek rowerowych i turystycznych tras rowerowych, którymi można dojechać prawie we wszystkie interesujące turystów miejsca. Szlaki rowerowe można ze sobą łączyć, wydłużać lub skracać, dopasowując całą wyprawę rowerową pod względem długości, trudności lub zwiedzania. Gwarantowane są niezapomniane widoki.
Istnieje możliwość wypożyczenia rowerów do własnego użytku na cały dzień. Usługę tę realizują różne pensjonaty bądź profesjonalne wypożyczalnie rowerów. Mapę szlaków rowerowych można uzyskać w informacji turystycznej.
Źródło: Szczawnica - atrakcje
Tereny po których jeździliśmy.
Pogoda nam dopisała. Moje krótkie spodenki, których się trochę obawiałam wcale nie były takie złe. Owszem na początku trochę zimno, ale zaraz się rozgrzałam.
Na niektórych odcinkach trasy najwygodniejszym rozwiązaniem było przeniesienie roweru.
Widoki w górach potrafią wynagrodzić wszystko!
Tak dawno nie byłam na rowerze więc wiadomo skąd ten uśmiech :)
| :) |
Jadąc do schroniska planowałam już co sobie dobrego zjem. Będąc na miejscu poznaliśmy również rowerzystę Bartka, który do nas dołączył i ruszyliśmy dalej. Powiem Wam, że są ludzie z którymi możesz znać się od dawna, a nie masz o czym rozmawiać. Zdarza się też tak jak tutaj, że kogoś znasz od 5 minut, a tematów nie brakuje.
Sobota była wyjątkowo piękna to też rowerzystów na trasie nie brakowało. To zdjęcie idealnie ukazuje rozmiarówkę naszych rowerów...S,M,L :D
W pewnym momencie nasze drogi się rozeszły. Ja ze swoją ekipą ruszyliśmy w kierunku Wąwozu Homole - jest to jedna z największych przyrodniczych atrakcji Pienin. Jest to głęboko wcięty, stromościenny wąwóz w Małych Pieninach na obszarze wsi Jaworki. Jeżeli będziecie w tamtych stronach to koniecznie musicie odwiedzić to miejsce. Zdjęcia nie oddają tego uroku jak tam jest.
Zrobiliśmy 50 km. Dokładna mapa u Kolegi -MAPA
Pozdrawiam
Kamila :)
wtorek, 3 maja 2016
Z Przehyby na żółto i niebiesko :)
W niedzielę wczesnym rankiem razem z M. wyruszyliśmy na rower. Wyjazd był dość spontaniczny bo dopiero późnym wieczorem zapadła decyzja. Było kilka opcji i do samego końca rozważaliśmy za i przeciw. Jazda w Bike Parku w Kluszkowcach lub trasa na 40 km w terenie. Dojeżdżając do Krościenka byliśmy pewni, że jedziemy w teren.
W miejscowości Szlachtowa zostawiliśmy samochód i tam rozpoczęliśmy naszą rowerową przygodę. Kierunek Przehyba (1173m) - szczyt górski w zachodniej części Pasma Radziejowej w Beskidzie Sądeckim.
Trasa, którą jechaliśmy jest bardzo malownicza. Co jakiś czas odwracałam się za siebie żeby móc podziwiać te piękne widoki. Cały czas prowadził nas czarny narciarski szlak.
Rano obawiałam się trochę, że będzie zimno, a gdzie tam...jak słońce dogrzało to nie wiedziałam gdzie się schować. Nawet złapałam już trochę opalenizny kolarskiej, która jest dosyć specyficzna. Jeśli jeździsz to na pewno wiesz co mam na myśli :).
W oddali można już dostrzec schronisko na Przechybie. Myślałam, że załapiemy się tam jak zawsze na zupę pomidorową, ale M. stwierdził, że nie będziemy tracić czasu i jedziemy. W sumie rzeczywiście nie było sensu bo plan był ambitny na trasę, a ja miałam małe ograniczenia czasowe.
Kiedy tak pchałam rower pod górę i spoglądałam na Canyona to jakby mógł coś powiedzieć to pewnie by to brzmiało "Chciałaś jechać to sobie mnie teraz wypychaj pod górę", ale z drugiej strony tyle radości co on mi daje to mogę nawet go wynosić na plecach :D Moje rozmyślania przerwało dwóch starszych panów, którzy wyłonili się zza zakrętu pomykając sobie w dół na skuterach...można i tak. Ciekawe jak wyglądał ich cały zjazd bo przecież momentami tam naprawdę było stromo.
Przed nami jeszcze bardzo długa droga, ale już zaczynam się cieszyć na myśl o zjeździe.
M. jak zwykle jechał gdzieś przede mną :D
W miejscu Rozdroże Pod Średnią Przehybą zrobiliśmy krótki postój. Ochraniacze na nogi, łokcie i jazda...
Na pewnych odcinkach dawniej zastanawiałam się jak zjechać,a teraz jadę tam bez zastanowienia, ale oczywiście zawsze z głową. Chociaż teraz jak mam ochraniacze to nabrałam jeszcze większej pewności. Jeżeli chodzi o ochraniacze na łokcie to będę je musiała lekko zmodyfikować bo rozmiar S leci mi z rąk, a nie będę robić specjalnie bicepsów na tą okazję :D
Zjazd żółtym szlakiem to dla mnie istna poezja ;) Dobra, dobra, ale jak się zjechało z Przehyby raz to czy to nie wystarczy? Otóż nie bo dla mnie to za mało ;) Ja się dopiero rozkręcam. Po zjeździe z żółtego szlaku ruszamy na początku szutrową drogą, a później wbijamy się na przełaj po stromiznach żeby wbić się na niebieski szlak. Momentami już nie wiem jak mam chwycić ten rower żeby ze mną współpracował.
Pomimo ekstremalnych warunków humor mi dopisuje, a pamiętajcie, że jeszcze nie jadłam obiadu. A jak to mówią człowiek głodny, człowiek zły grrr :D
M. idzie z przodu co jakiś czas udaje mi się go dogonić. W pewnym momencie się odwraca i krzyczy do mnie "Mocny z Ciebie Bab" :D O ten! No ale traktuje to jako komplement!
Czy ja gdzieś wspominałam, że ta wycieczka to taka randka we dwoje? Tyle, że zamiast eleganckiego stroju rowerowe ubrania, zamiast szpilek sportowe buty. U nas to normalne :) I niech mi ktoś powie, że wspólne pasje nie łączą ludzi ;)
Przez cały dzień na trasie mijamy sporo turystów. Pieszo, na rowerze, a nawet konno. Powiem Wam, że to budujące, że tyle ludzi postanowiło spędzić czas w tak aktywny sposób. Jadąc od Limanowej mijaliśmy też dużo osób z rowerami na bagażniku. Śmiałam się z M., że pewnie znaleźli jakieś inspiracje u mnie na blogu to teraz będą jeździć :)
Jedziemy sobie w najlepsze, aż M. do mnie krzyczy żebym się zatrzymała bo powietrze schodzi. Jak się okazało opona została w jednym miejscu lekko przecięta. Mleko zostało wylane, opona wyczyszczona i moja jedyna dętka na rozmiar 26 znalazła się na kole 27,5 i o dziwo i na szczęście do samego końca nie było już żadnych problemów technicznych.
Po naprawie usterki mogliśmy kontynuować zjazd niebieskim szlakiem do Rytra. Pisałam, że żółty to poezja. Niebieski to bajka!!! Byłam tam drugi raz w życiu. Za pierwszym razem w kilku miejscach się zawahałam, a teraz wszystko poszło gładko ;) W jednym miejscu jak musiałam przenieść rower przez leżące drzewo oparzyłam nogę hamulcem tarczowym, ale tak po za tym to wszystko elegancko :) Uśmiech z twarzy po tym zjeździe nie schodzi. Obłęd! Jestem jakaś dziwna, ale powinnam być już chyba trochę wyczerpana, a mnie wręcz rozpiera energia.
Kiedy zaczynaliśmy już trzeci podjazd/podejście zatankowaliśmy wodę w potoku, który płynął wzdłuż trasy. Im więcej mamy przejechane to plecak staje się lżejszy bo nie wieziemy wody.
Na początku kierowaliśmy się niebieskim szlakiem rowerowym, a później zieloną ścieżką przyrodniczą. Z Rezerwatu Baniska rozpoczyna się strome podejście na rozdroże pod Kornytową.
Po pokonaniu tych wszystkich stromizn już nic nie jest mnie w stanie zaskoczyć na tej trasie. Dalej wkraczamy na niebieski szlak rowerowy i dojeżdżamy do Przełęczy Żłóbki. Tutaj zmieniamy szlak na czerwony. Kiedy jesteśmy na Wielkim Rogaczu z czerwonego wskakujemy na niebieski i kamienistą drogą zaczynamy zjazd w kierunku Jaworek.
W jednym miejscu zawsze jest pełno błota. Oczywiście nie byłabym chyba sobą gdybym gdzieś nie wlazła :D Później Wam napiszę jak wyglądał powrót do domu...
Dalej zjeżdżamy malowniczymi polanami nad Rezerwatem Biała Woda. Rezerwat ten został utworzony w 1963 r. jest to jeden z wąwozów Pienin, nadający się do spacerów jak i turystyki rowerowej.
Wyjechaliśmy w miejscowości Jaworki.
Asfaltową drogą kierujemy się do miejsca gdzie zostawiliśmy samochód. Oczywiście jak to przy długim weekendzie majowym w powietrzu unosi się zapach grilowanych kiełbasek. Nie ma opcji coś trzeba zjeść i tak oto trafiliśmy do jakiegoś małego zajazdu Pod Wąwozem Homole.
Trasa liczyła około 42 km ;)
Pamiętacie mojego buta? Po tej całej trasie byłam tak ubłocona, że strach się pokazać ludziom na oczy :D Jak stałam tak po prostu weszłam w butach do rzeki żeby chociaż trochę z siebie to wszystko zmyć. I tak sobie później wracałam do domu na bosaka...szybko zrobić się na "bóstwo" i pędem do pracy na nocną zmianę :)
Pozdrawiam
Kamila :)
P.S. Dzisiaj mijają 3 lata od kiedy powstał blog "Kamila i jej rower", ale o tym w następnym wpisie :)
W miejscowości Szlachtowa zostawiliśmy samochód i tam rozpoczęliśmy naszą rowerową przygodę. Kierunek Przehyba (1173m) - szczyt górski w zachodniej części Pasma Radziejowej w Beskidzie Sądeckim.
| Cerkiew w Szlachtowej. |
| Z głową w chmurach ;) |
| Góry jak na wyciągnięcie ręki. |
Rano obawiałam się trochę, że będzie zimno, a gdzie tam...jak słońce dogrzało to nie wiedziałam gdzie się schować. Nawet złapałam już trochę opalenizny kolarskiej, która jest dosyć specyficzna. Jeśli jeździsz to na pewno wiesz co mam na myśli :).
| Widoki... |
| ...i znowu widoki ;) |
| Dzisiaj trochę zdjęć bo aż zasługują na publikacje :) |
| Połoniny Szlachtowskie 855m n.p.m. |
W oddali można już dostrzec schronisko na Przechybie. Myślałam, że załapiemy się tam jak zawsze na zupę pomidorową, ale M. stwierdził, że nie będziemy tracić czasu i jedziemy. W sumie rzeczywiście nie było sensu bo plan był ambitny na trasę, a ja miałam małe ograniczenia czasowe.
Kiedy tak pchałam rower pod górę i spoglądałam na Canyona to jakby mógł coś powiedzieć to pewnie by to brzmiało "Chciałaś jechać to sobie mnie teraz wypychaj pod górę", ale z drugiej strony tyle radości co on mi daje to mogę nawet go wynosić na plecach :D Moje rozmyślania przerwało dwóch starszych panów, którzy wyłonili się zza zakrętu pomykając sobie w dół na skuterach...można i tak. Ciekawe jak wyglądał ich cały zjazd bo przecież momentami tam naprawdę było stromo.
| Co kto lubi :) |
M. jak zwykle jechał gdzieś przede mną :D
W miejscu Rozdroże Pod Średnią Przehybą zrobiliśmy krótki postój. Ochraniacze na nogi, łokcie i jazda...
Na pewnych odcinkach dawniej zastanawiałam się jak zjechać,a teraz jadę tam bez zastanowienia, ale oczywiście zawsze z głową. Chociaż teraz jak mam ochraniacze to nabrałam jeszcze większej pewności. Jeżeli chodzi o ochraniacze na łokcie to będę je musiała lekko zmodyfikować bo rozmiar S leci mi z rąk, a nie będę robić specjalnie bicepsów na tą okazję :D
| W swoim żywiole ;) |
| Ja nie damy rady? :D |
M. idzie z przodu co jakiś czas udaje mi się go dogonić. W pewnym momencie się odwraca i krzyczy do mnie "Mocny z Ciebie Bab" :D O ten! No ale traktuje to jako komplement!
| Głupawka po około 30 km :) |
| Romantyzm z naszym wykonaniu ;) |
| ;) |
| M. raz dwa uporał się z tą awarią ;) |
| A ja sobie grzecznie posiedziałam ;) |
Na początku kierowaliśmy się niebieskim szlakiem rowerowym, a później zieloną ścieżką przyrodniczą. Z Rezerwatu Baniska rozpoczyna się strome podejście na rozdroże pod Kornytową.
Po pokonaniu tych wszystkich stromizn już nic nie jest mnie w stanie zaskoczyć na tej trasie. Dalej wkraczamy na niebieski szlak rowerowy i dojeżdżamy do Przełęczy Żłóbki. Tutaj zmieniamy szlak na czerwony. Kiedy jesteśmy na Wielkim Rogaczu z czerwonego wskakujemy na niebieski i kamienistą drogą zaczynamy zjazd w kierunku Jaworek.
| Selfik :) |
Dalej zjeżdżamy malowniczymi polanami nad Rezerwatem Biała Woda. Rezerwat ten został utworzony w 1963 r. jest to jeden z wąwozów Pienin, nadający się do spacerów jak i turystyki rowerowej.
| Rezerwat Biała Woda. |
Wyjechaliśmy w miejscowości Jaworki.
Asfaltową drogą kierujemy się do miejsca gdzie zostawiliśmy samochód. Oczywiście jak to przy długim weekendzie majowym w powietrzu unosi się zapach grilowanych kiełbasek. Nie ma opcji coś trzeba zjeść i tak oto trafiliśmy do jakiegoś małego zajazdu Pod Wąwozem Homole.
Trasa liczyła około 42 km ;)
![]() |
| Mapa. |
Pozdrawiam
Kamila :)
P.S. Dzisiaj mijają 3 lata od kiedy powstał blog "Kamila i jej rower", ale o tym w następnym wpisie :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
