Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podsumowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podsumowanie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 31 grudnia 2024

Kamila i jej rower - podsumowanie roku 2024 ,,Dobrze widzi się tylko sercem najważniejsze jest niewidoczne dla oczu." :)

Rok 2024 przechodzi do historii. Zastanawiam się kiedy to zleciało...rozpoczęłam go wtedy pod tytułem "Nowy Rok - nowa ja". Życie szybko zweryfikowało te plany i już pierwszego stycznia zaliczyłam solidny upadek podczas biegania. Po kilku dniach jak już nie mogłam wstać okazało się, że skręcenie kostki - brawo ja!

Z tego powodu przygotowania do zawodów rozpoczęłam dopiero w kwietniu. Nie zrobiłam jakiejś zawrotnej ilości kilometrów, ale zrobiłam mnóstwo ostrych podjazdów. Mój rekord to 6 razy pod rząd "Rzeźnia w Laskowej". Jest to jeden z najbardziej stromych podjazdów w Polsce. Nawet TVN Turbo zrobiło na ten temat reportaż gdzie miałam okazję udzielić wywiadu. Nie bez powodu wybierałam te najbardziej strome podjazdy. Wiedziałam, że da mi to świetne przygotowanie pod zawody MTB.

W tym roku wystartowałam około 12 razy reprezentując mój klub Towarzystwo Cyklistów Orzeł - Spytkowice w kategorii Kobiety Masters. W klasyfikacji generalnej po kilku etapach moje miejsca były następujące: Puchar Szlaku Solnego - II miejsce, Puchar Tarnowa - I miejsce, Podhale Tour - I miejsce. W grudniu również odbyła się uroczysta gala Małopolskiego Związku Kolarskiego gdzie zajęłam II miejsce w małopolsce w swojej kategorii.

W tym roku zaszła też rewolucja jeśli chodzi o zmianę roweru - postanowiłam MTB połączyć z Gravelem. Już po niecałym miesiącu od zakupu znalazłam się na spontanicznej wyprawie z Przyjaciółką. Przejechałyśmy całe wybrzeże słynną trasą R10 od Świnoujścia na Hel. Trzy dni intensywnej jazdy od rana do wieczora gdzie łącznie zrobiłyśmy około 450 km na gravelach. Ta jedna wyprawa pociągła za sobą kolejne spontaniczne wyprawy jak Mediolan czy też Budapeszt - tutaj bardziej turystycznie bez rowerów. Ostatniego słowa jeszcze nie powiedziałam jeśli chodzi o podróże bo dopiero się rozkręcam...plecak już jest :)

Jeśli chodzi o życie zawodowe to nieprzerwanie od prawie 6 lat działam jako przedstawiciel Thermomix, a od stycznia również w nowej firmie Raypath. Z tego miejsca chciałam podziękować wszystkim moim Klientom oraz osobom, które mnie polecały. Za zaufanie jakim mnie obdarzyliście - dziękuje. Od kilku miesięcy zaczęłam też chodzić na siłownie. Po prostu pewnego dnia się obudziłam z taką myślą i tak to się stało.

Oczywiście w tych wszystkich rzeczach, które wymieniłam towarzyszą mi aktywnie moi Synowie - Michał, Szymuś i Ignaś bo nie zapominajcie, że jestem też Mamą :) Muszę tutaj wspomnieć, że najstarszy syn Michał 6 lat również startował w zawodach rowerowych odnosząc niemałe sukcesy. Często chodziliśmy w góry...czemu dopiero teraz pisze to podsumowanie? Bo kilka godzin temu spontanicznie zabrałam całą trójkę na wieżę widokową na szczycie Kamionna w Beskidzie Wyspowym.

Jeśli chodzi o życie sportowe czuję, że ten rok był zdecydowanie mój! Jeśli chodzi o życie medialne to zdecydowanie więcej znajdziecie mnie na TikToku. Wymieniłam tutaj takie najbardziej znaczące epizody z mojego życia, ale nie brakowało też upadków. Tych dosłownych i tych w przenośni :( Najbardziej solidny zaliczył Michał łamiąc równocześnie dwie ręce na rowerze. Z tych wszystkich emocji po prostu zemdlałam...a propos omdleń to spełniłam jedno ze swoich marzeń i oddałam krew. Oczywiście też zemdlałam i do domu wróciłam swoim samochodem razem z ratownikiem w pakiecie :D Czy zrobię to jeszcze raz? Zapewne kiedyś tak :)

Ten rok nauczył mnie, że warto dążyć do wyznaczonych sobie celów, ale pokazał mi, że czasem w pewnych kwestiach trzeba po prostu odpuścić. Jeśli Cię gdzieś nie chcą to nic na siłę :) I chyba najważniejsza lekcja życia jaką wyniosłam to ,,Dobrze widzi się tylko sercem najważniejsze jest niewidoczne dla oczu."


Chciałabym Wam życzyć...

Wielu sukcesów, odważnych marzeń,
mądrych decyzji, satysfakcji, spokoju,
i pomyślności na cały nadchodzący 2025 rok!

Pozdrawiam
Kamila Bukowiec czyli Kamila i jej rower :)


Zapraszam na mojego bloga - być może czas na reaktywację? :)








czwartek, 31 grudnia 2020

Kamila i jej rower - podsumowanie roku 2020 :)

Koniec roku to dobry czas na wszelkiego rodzaju podsumowania. Tradycyjnie jak co roku na moim blogu też ono się znalazło. W tym roku było mnie tutaj znacznie mniej, ale to nie znaczy, że nie myślałam o moich Czytelnikach. Dziękuje Wam za to, że jesteście tutaj nadal. Dajcie mi solidnego kopniaka do działania w 2021! 


Zapraszam Was do małej lektury. Dobra nie taka mała, ale nie chciałam żeby mi umknęły niektóre rzeczy bo lubię po jakimś czasie wrócić do tych wpisów i zobaczyć co się działo w danym roku. 

Początek roku 2020 był gruby... spędziłam go w dwupaku :)

W oczekiwaniu na...:)

Jak tylko były siły to starałam się spędzać ten czas aktywnie do samego końca. Rwa kulszowa tego nie ułatwiała, ale w żółwim tempie toczyłam się do celu.

Ostatnie tygodnie w dwupaku.

Aż pewnego dnia na świecie pojawił się On. Chłopiec, który na początku nie miał imienia. Moje serce mówiło od kilku miesięcy Ignacy i wszystkie znaki za tym przemawiały, ale niestety nie wszystkim to odpowiadało. Po wielu sporach i kilku innych imionach w międzyczasie zapadła decyzja...

Mój świat :)

Szymon będzie mieć na imię :) Ciekawe co też z niego wyrośnie? :)

Szymcio :)

Michałek tym samym zyskał miano starszego brata :)

Rodzina jak z obrazka, ale nie zawsze jest tak kolorowo :)

W domu zrobiło się jeszcze głośniej niż było. Nie zliczę ile razy w nocy było wstawania i czasem gdy już miałam wszystkiego dość to ten widok o 4 nad ranem wszystko wynagradzał :)

Bracia :)

Wiadoma sprawa rower zeszedł na dalszy plan, ale jeszcze chwila zaczekajcie...Misiek tylko coś dokręci i zaczynamy :)

Talent po tacie :)

Jak tylko nadszedł odpowiedni dla mnie czas to ruszyłam na rower. Było go znacznie mniej niż do tej pory w moim życiu, ale wystarczająco żeby też nie zwariować. Oczywiście z braku czasu nie wszystkie relacje pojawiały się na blogu :)

Pierwsza jazda od dłuższego czasu :)

Dużo wycieczek było w samotności, ale to nie znaczy, że po drodze jakiś baran się nie napatoczył. 

Spotkanie na trasie.

Żeby nie tracić ani chwili wolnego czasu jazda była intensywna. Przebierałam nogami ile fabryka dała.

Droga prowadząca na Korab i Sałasz w Paśmie Łososińskim.

Były też wycieczki w babskim gronie, ale o Bąbelkach nikt nie pisnął ani słowem :)

Wyciąg narciarski Laskowa Ski i wypad z koleżankami.

Z widokiem na mój dom.

Kojarzycie tego gościa? Tak to On słynny M., który mi zawrócił kilka lat temu w głowie kiedy spokojnie jechałam sobie na rowerze. I sami widzicie co się podziało za ten czas. W tym roku 4 lata  minęły odkąd powiedzieliśmy sakramentalne TAK. Czasem mnie serdecznie wkurza, ale i tak go ogromnie kocham :)

Mąż :)

Babciom i Dziadkom, a także kochanej cioci D. też należą się podziękowania. Gdyby nie ich pomoc to o wspólnych wycieczkach z Mężem można śmiało by zapomnieć.

Wycieczka na Mogielicę :)

Jak za dawnych lat :)


W tym roku licznik pokazał trójkę z przodu. Nawet nie wiem kiedy to się stało i 30 lat zleciało. Łezka w oku się zakręciła bo gdy w domu mnie nie było to przyjaciele i rodzina spiskowali i huczną imprezę dla mnie wyprawiali.


Lata już nie te więc na E-bajku czasem warto przejechać się :)

Z widokiem na Tatry.


Dwa koła piękna sprawa, ale do plecaka nie wszystko się pomieści. W tym roku dużo kilometrów pokonałam samochodem. Pomimo, że prawo jazdy mam od dłuższego czasu to tak naprawdę dopiero moja praca mnie "zmusiła" do intensywnej jazdy. Przy dwójce dzieciaków nie ukrywajmy wygoda jest ogromna. Kiedy już uda się zapakować z całym "dobytkiem" i zostawić dzieciaki u dziadków to można pracować. Kto by pomyślał, że praca przyniesie mi tyle satysfakcji i radości. Dzięki niej poznałam wiele sympatycznych osób.

Pakujemy się na prezentację Thermomix :)


Było też sporo wycieczek z dziećmi, a że ręce mam tylko dwie bo Strażakowi często coś się pali i go nie w domu to musiałam coś wymyślić. Po wielu analizach i lekturach zapadła decyzja i przyczepka 3 w 1 w naszym domu się pojawiła. Nie pytajcie ile miejsca zajmuje w garażu. M. na początku z niej trochę szydził, ale raz dwa się do niej przekonał :)

Pierwsze przejażdżki na rowerze po okolicy :)

Wracamy z Korabu.

W drodze na Gorc chwila na odpoczynek :)

Gorc zdobyty 1228m. n.p.m. było ciężko, ale się udało. Ich najwyższy szczyt.

Była też konkretna wyprawa na rowerze w Beskid Niski. Gdybym jechała tylko z M. byłaby zapewne z kategorii normalna, a że z ekipą to było ekstremalnie. I na zdjęciu to wygląda słodko, ale nie dajcie się na to nabrać. To tylko fragment... Po przejechaniu pierwszych dwóch kilometrów myślałam, że zawrócimy do auta. Na szczęście sytuacja się unormowała (czytaj: mleko załatwiło sprawę) i było naprawdę super, a po drodze jeszcze ognisko :)

Beskid Niski :)

W tym roku z racji koronawirusa nasz ulubiony maraton na 100 km Kierat jak i wiele innych imprez zostało odwołanych, ale to nic. M. zorganizował dla mnie specjalnie bieg "Psikus". Kompas i mapa do ręki i w drogę :) 

Zaczynamy pierwszy międzynarodowy bieg na orientację Psikus. Liczba uczestników sztuk dwie.

Jeden z punktów. M. jak coś robi to profesjonalnie na całego.

Gdzieś w biegu :)

Ustawki rowerowe i jazda z ekipą? Proszę bardzo! Tylko zamień słowo rower na wózek, rowerek, hulajnogę i co tam jeszcze Ci przyjdzie do głowy :)

Żadna pogoda nam nie straszna :)

W miejscowym parku.


Zabawa nad rzeką :)

Pisząc podsumowanie roku 2020 nie może zabraknąć "TRUTUA". Jak jest traktor to jest wszystko dla mojego syna. Udało się nawet zdobyć kilka mniejszych górek na nim :) Oczywiście na wyprawach nie może zabraknąć ognisk.


Bunia zawsze dzielnie nam towarzyszy :)

Buniś :)

I żeby nie było, że jest tak kolorowo. Obawiam się, że w tym roku więcej czasu spędziłam jeżdżąc odkurzaczem, od którego to już jestem uzależniona. Chętnie przygarnę jakiś na testy...:) Nie muszę tego pisać, ale przy dzieciach jest dużo syzyfowej pracy, ale o tym pewnie doskonale sami wiecie. Pranie, sprzątanie czyli niekończąca się historia... Ale jeśli brudne dziecko to szczęśliwe dziecko to niech się brudzą :D
Mama i tak jest dumna...wszędzie sucho, a on wpadł do jednej jedynej kałuży :) 

Chlapku :D

Żeby znaleźć trochę wytchnienia od września stałam się dumną mamą przedszkolaka :) 


W drodze do przedszkola :)

Gdy nie mogliśmy znaleść Taty oczywistą sprawą było gdzie należy szukać. Nie zliczę ile razy już wychodząc z domu zawyły syreny i moje plany znikały w jednej chwili. 

Wspomaganie :D

W tym roku udało mi się zrobić kilka rzeczy w domu z czego się bardzo cieszę. Po 4 latach pojawiły się karnisze i zasłony więc jest czego pogratulować. Ta szybkość działania. Zrealizowałam również swoje marzenie, ale zdjęcia zachowam dla siebie.Tutaj tylko skrawek i pies jako element zaskoczenia gdyby ktoś się zastanawiał o co chodzi.

Jedno z moich marzeń zrealizowane :)


W tym roku również wystartowałam w charytatywnym biegu dla Stasia czyli syna mojego rowerowego kolegi. Wszystko odbyło się wirtualnie, a wystartowało około 4400 osób. Stasia w najbliższym czasie czeka operacja, a później rehabilitacja nóg: https://www.facebook.com/stasiusulkowski Na moim blogu już niejednokrotnie mogliście poczytać o losach tego dzielnego chłopca. Towarzyszył mi Szymcio i Bunia. 

Bieg dla Stasia :)

Jeśli chodzi o prowadzenie bloga to w tym roku zastanawiałam się czy jestem na etapie: kiedyś prowadziłam bloga, a może jeszcze na etapie prowadzę blog. Za punkt honoru postanowiłam sobie, że muszę zrobić ten wpis choćby nie wiem co bo jeżeli bym tego nie zrobiła to już później ten blog mógłby przestać istnieć. Zastanawiałam się co ja tutaj napiszę skoro większość czasu spędzało się w domu, ale jak tylko przeglądałam zdjęcia to stwierdziłam, że wcale tak źle nie było :) Wiem, że dla niektórych osób ten rok był bardzo ciężki. Miejmy nadzieje, że kolejny 2021 będzie zdecydowanie lepszy i tego Wam życzę :) 

W komplecie :)

Szczęśliwego Nowego roku 2021 życzy 
Kamila i jej Rodzina :)

P.S.

Rok 2020 zapisze się w kartach historii zapewne jako rok koronawirusa, ale oprócz tego było wiele innych spraw, które głęboko mi utkwiły w głowie i ciężko było przejść obok tego obojętnie. 

Tutaj dodam kilka linków do zbiórek jeżeli będziecie mieli ochotę, którąś wesprzeć będzie mi bardzo miło :)

Łukasz to mój kolega z ekipy rowerowej. Podczas wyprawy w góry uległ nieszczęśliwemu wypadkowi, ale pomimo tego nie traci optymizmu! :) Tak trzymaj Łukasz :) Zbiórka: https://zrzutka.pl/pvjdfk

Rita i Kasia - o tym wypadku głośno było w całej Polsce. Z Ritą od lat jeździłam na zawodach i mam nadzieje, że znowu tak będzie. Rita, Kasia walczcie dalej! Zbiórka:https://pomagam.pl/kasia_rita

Milena - dziewczyna z mojej rodzinnej miejscowości. Pomimo, że jej nie znam osobiście to śledzę losy na bieżąco. Lekarze nie dawali jej szans na wybudzenie się ze śpiączki, ale rodzina dzielnie o nią walczy i są tego efekty. Milena brawo! Zbiórka: https://zrzutka.pl/z8py9n

wtorek, 31 grudnia 2019

"Kamila i jej rower" - podsumowanie 2019 roku :)

Koniec roku to dobry czas na podsumowania. Tak jak w poprzednich latach tym razem też postanowiłam coś napisać żeby później móc sobie przypomnieć i powspominać :) 

Chciałabym Wam życzyć... 

Wielu sukcesów, odważnych marzeń,
mądrych decyzji, satysfakcji, spokoju,
i pomyślności na cały nadchodzący 2020 rok :)



Początek roku 2019 zaczął się dla mnie od wielkiej wyprawy. Razem ze znajomymi udałam się na Sycylię. W ciągu czterech dni zwiedziliśmy wiele pięknych miejsc. Od rana do wieczora na nogach żeby jak najlepiej wykorzystać ten czas. W końcu po całym roku urlopu macierzyńskiego należał się odpoczynek od życia codziennego. Mam wrażenie, że to było wczoraj, a minął już cały rok.


Z widokiem na Wulkan Etna. 
Kąpiel w styczniu :)
Wybuchowa Etna.
Dolina Świątyń i ekipa w komplecie. 

Praca

Po urlopie należało wrócić do pracy. Przez ostatnich kilka lat moim drugim domem był hotel. Niestety po zmianach jakie nastąpiły powrót w to miejsce jest już niemożliwy. Nowy rok wiązał się dla mnie z powrotem na zupełnie nowe stanowisko. Oczywiście też miałam kontakt z ludźmi więc raz dwa się odnalazłam w pracy w kinie :) Przy okazji zawsze mogłam śledzić wszystkie filmy na bieżąco. Moje życie wtedy było bardzo zakręcone: rano ogarnąć rzeczywistość i o ile to było możliwe pobiegać z wózkiem, a następnie pędem do pracy i tak do wieczora.


W kinie :)
Nowe wyzwanie

Żeby tego jeszcze było mało dołożyłam sobie nowych obowiązków. Było to dla mnie spore wyzwanie, ale i niesamowita przygoda. Pewnego dnia tak po prostu w jednej chwili zostałam przedstawicielem handlowym. Dzięki tej pracy nauczyłam się sporo nowych rzeczy. Poznałam wielu ciekawych ludzi. Przekonałam się, że to nie jest wszystko takie proste jak wydawało mi się do tej pory. Praca ta wymaga mobilności i tym oto sposobem polubiłam się bardziej z samochodem. Oczywiście otworzyłam się też bardziej pod względem kulinarnym. Dawniej gotowanie było dla mnie po prostu obowiązkiem, a teraz stało się przyjemnością. 


Najlepiej smakuje w terenie :)
EDK
W kwietniu jak co roku wyruszyliśmy na Ekstremalną Drogę Krzyżową. Trasa liczyła ponad 40 km. Noc, zima i ciężkie warunki. Jest to dla mnie niesamowita próba charakteru. Zanim wyjdę z domu to ze 100 razy potrafię sobie zadać pytanie po co ja właściwie idę. Najgorzej jest wyjść z tej swojej strefy komfortu i poddać się niewiadomemu. Satysfakcja po pokonaniu trasy oczywiście jest ogromna i tego uczucia nie da się opisać :).



Po całonocnym marszu.

Zawody MTB

W tym roku startowałałam co prawda tylko w jednych zawodach rowerowych, ale kiedyś w przyszłości nie wykluczam powrotu na wyścigi. Po prostu uwielbiam tą atmosferę jaka tam zawsze panuje. Nawet jeśli miałabym być ostatnia to i tak sprawia mi to niesamowitą radość. Od 2012 roku moją półkę zapełniają puchary. W 2019 też udało się zdobyć puchar i zachować ciągłość. Zresztą z takim kibicem nie mogło być inaczej. 


Jest puchar :)
Kierat

"I wtedy przyszedł maj...". a wraz z nim kolejny Kierat. Co to jest? Tak piszą organizatorzy: 100 km nieprzerwanego marszu po górach Beskidu Wyspowego i Gorców i 4000 m podejść w ciągu 30 godzin to ekstremalnie trudne wyzwanie nawet dla zaprawionych piechurów i doświadczonych biegaczy.

W tym roku był to dla mnie już 9 start. Tym razem udało mi się pobić swój własny rekord i 100 km pokonałam w czasie 21 h 18 m. Tym samym w klasyfikacji wieczystej kobiet jestem obecnie na 8 miejscu na 511 kobiet. Czyż to nie brzmi dumnie? :D Oczywiście z tego miejsca chciałam podziękować mojemu Mężowi, który czuwał nad tym żebym nie pobłądziła w lesie i ekipie Asi i Dorocie, z którymi biegłam /czołgałam się. 




Kolejny medal do kolekcji :)

 Wycieczki

W tym roku było znacznie mniej wycieczek niż wcześniej, a to dlatego, że nasz buntownik zrobił się już większy i sam chce poznawać świat na własnych nogach. Dlatego trasy trzeba było też dostosować do jego możliwości. Często bywało tak, że ja jechałam gdzieś wózkiem, a M. na rowerze i spotykaliśmy się w umówionym miejscu. :)


Ojcowski Park Narodowy
Morskie Oko
Spacery

"Cudze chwalicie, swego nie znacie". Wiele osób myśli, że żeby coś zobaczyć trzeba jechać gdzieś daleko, a nie potrafią docenić tego gdzie mieszkają. Dużą radość sprawia mi kiedy mogę pokazać swojemu dziecku nowe miejsca, w których jeszcze nie był. To nic, że ja jestem tak już któryś raz. Piękno gór potrafi zachwycić za każdym razem. Jeśli dojdzie do tego odpowiednie towarzystwo to co nam potrzeba więcej do szczęścia? Chyba jedynie ogniska i kiełbasy :)




Jaworz zdobyty. Z tego plecaka nam nie ucieknie :) 
Rezerwat przyrody "Diable Skały"


Gang wózkowy na spacerze po okolicy.
Rower

Mogło być go więcej, ale nie ma co narzekać. Jak tylko miałam swoje "5 minut" to pędziłam na rower. W większości pokonywałam trasy po okolicznych górkach. Trochę się tęskni za całodziennymi beztroskimi wyprawami rowerowymi, ale jeszcze wszystko przede mną. W tym roku zamontowaliśmy fotelik więc miałam dodatkowego pasażera na gapę. Nawet nie wiecie ile wysiłku wymaga jazda z równoczesnym śpiewaniem i zabawianiem :)


Zaczynamy wspólną jazdę :)

Na Paproci.
Tylko ja i mój rower :)

 Buniś

Podczas większośći wypraw pieszych towarzyszyła nam Bunia - nasza czworonożna przyjaciółka. W tym roku trochę nas było więcej. 

Rodzina Bunisiów.

Przyjaciele od urodzenia.

Włosy

Stwierdziłam, że czas na zmiany. Zawsze miałam długie ciemne włosy. Tym razem postanowiłam trochę poeksperymentować. I tak oto zrobiłam ostre cięcie oraz zmieniłam trochę kolor. W ostateczności i tak wróciłam do swojego nudnego i zachowawczego koloru bo w nim czuję się najlepiej. Przynamniej sprawdziłam i się przekonałam co wolę. Chociaż idzie nowy rok to nie wykluczam kolejnych zmian. :)



Spontaniczne akcje

Was też wkurzają śmieci porozrzucane gdzie popadnie? Kiedyś tak się zdenerwowałam, że razem z koleżankami i dzieciakami zwykły spacer zamieniłyśmy na akcje sprzątania świata. W ciągu godziny razem z dziećmi zebrałyśmy 4 worki śmieci. Niestety za kilka dni było znowu to samo..., ale przynajmniej młode pokolenie wyniosło z tego dużą lekcję bo później sami zwracali uwagę jak gdzieś widzieli śmieci.



Przyjaciele

Z tego miejsca chciałam bardzo podziękować mojej sąsiadce i przyjaciółce D., na którą zawsze mogę liczyć. Nie zliczę ile razem pokonałyśmy już kilometrów i zdarłyśmy butów pomimo tego, że wcale nie znamy się jakoś długo :) Oczywiście dziękuje również moim Ł... Dziewczynom, Koledze Grzegorzowi i ekipie KRW :)


Wyprawa na Sałasz z D. i G. - bez nich daleko bym nie zaszła w obecnym stanie :D
Z ekipą rowerową na ognisku.

Blog

W tym całym pędzie w kwestii bloga zabrakło mi niestety samodyscypliny żeby prowadzić i pisać na bieżąco. Obiecuję się poprawić. W 2020 roku choćbym miała siedzieć po nocach i pisać to mam zamiar to zrobić. Dziękuje moim Czytelnikom za to, że są - pomimo, że roweru to w tym wszystkim jest jakby coraz mniej.

Strata

W tym roku niestety kilka razy odwiedziliśmy szpital. Na początku M. złapał jakiegoś wirusa, ale na szczęście raz dwa się z tego wyzbierał. Później ja się tam znalazłam i niestety wiadomości nie były optymistyczne ponieważ nastąpiła strata ciąży. W tamtym czasie rower, blogowanie i wszystko inne zeszło na dalszy plan. W tym roku pożegnaliśmy również moją ostatnią Babcię. 



DIY

Okres przedświąteczny był dla mnie bardzo intensywny. Kilka lat temu zrobiłam technikum florystyczne i postanowiłam oddać się również trochę tej pasji. W wolnej chwili razem z moją "wspólniczką" wymyślałyśmy i robiłyśmy przeróżne dekoracje. 




Strażak

Na koniec będzie o moim Mężu bo do niego to czasem brak mi słów :D Jego życie to straż pożarna. Chcąc nie chcąc ja też muszę się temu podporządkować. Mogę mieć swoje plany, ale kiedy zawyją syreny to On znika, a ja zamykam za nim wszystkie drzwi bo wyleciał jak z procy i czekam, aż wróci cały i zdrowy. Muszę się pochwalić bo taka akcja nie należy do codziennych. Ostatnio mój bohater uratował kozę uwięzioną na półce skalnej w kamieniołomie. 


Filmik z akcji: https://www.youtube.com/watch?v=eoiKHOmLNYg
Cud

Jak widzicie rok 2019 był pełen radosnych momentów jak i tych smutnych. Co przyniesie rok 2020? To się okaże! Póki co czekamy na nasz mały cud :)


Rodzina w komplecie :)

Moje postaniowienia na  rok 2020? W pierwszej kolejności dokończyć to czego nie zdążyłam w 2019 :)

Do zobaczenia w Nowym Roku! Bawcie się dobrze :)