Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sałasz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sałasz. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 kwietnia 2018

Rowerowe wariacje na temat Pasma Łososińskiego w Beskidzie Wyspowym.

Ostatnio wpadł mi do głowy pomysł żeby przebiec całe Pasmo Łososińskie, a później wrócić na stopa tak jak zrobiłam to kiedyś. W pewnym momencie jednak mnie olśniło"Ej dziewczyno przecież ty masz rower!" Zadzwoniłam do kolegi i przedstawiłam mu plan działania, a że protestów nie zgłaszał to już następnego dnia o wyznaczonej godzinie się spotkaliśmy. Zawsze to on się spóźniał, a teraz to jest moja domena...ale co poradzić jak mililitry mleka musiały się zgadzać.

Nie jest tak źle - tuż przed 11 wyruszyliśmy z miejscowości Laskowa. Kierujemy się czarnym szlakiem na górę Korab. Przed nami długi asfaltowy podjazd, który momentami jest bardzo stromy. Z racji, że bywałam tutaj już wcześniej wiem jak rozłożyć siły, a Bartek jedzie jak szalony. 



Po około godzinie docieramy na Korab. Na górze umiejscowiony jest cmentarz wojenny nr 359 - Jaworzna. Pochowano na nim 33 żołnierzy austriackich poległych w I wojnie światowej. Ich nazwiska nie są znane. 




Przy cmentarzu znajduje się dość duża polana, która jest dobrym punktem widokowym na Kamionną, Pasmo Łopusze - Kobyla i głęboką dolinę rzeki Łososina. Znajduje się tam również stół z ławkami więc robimy chwilę przerwy. Nie ma jednak co długo siedzieć bo kolejne górki przed nami. Z Korabu jest fajny zjazd czarnym szlakiem do Laskowej, ale my wracamy spowrotem do tego skrzyżowania ze zdjęcia powyżej i  jedziemy dalej na Sałasz.



Czarny szlak w pewnym momencie krzyżuje się z niebieskim i to właśnie nim będziemy się poruszać. Kiedy jedziemy już typowo po Paśmie Łososińskim kilometry upływają w przyjemnym tempie. Słońce tego dnia mocno dogrzewało, ale lekki wiatr w lesie dawał poczucie ochłodzenia.







Nie wiem nawet kiedy zdobyliśmy kolejną górę. Jaworz zwany również Kretówką (921 m n.p.m.) jest najwyższym szczytem Pasma Łososińskiego. 



Na północno-wschodnim zboczu góry, na wysokości około 870 m znajduje się częściowo zasypana "Jaskinia w Jaworzu", w przewodnikach nazywana "Jaskinią Zbójecą". Jest to dwumetrowa studnia prowadzącia do stromej pochylni, jej długość to około 16 m, a głębokość - 5 m. Podania ludowe wiąże jaskinię z kryjówką zbójców, opowiadano o podziemnych przejściach i przeciągach gaszących świece.



Z Jaworza jest dosyć stromy zjazd. Full sprawdziłby się tutaj idealnie, ale sztywny rower, którym jechałam w tym dniu też dawał radę...znaczy się ja dawałam radę :D W pewnym momencie załączył mi się tzw. tryb matka. Przecież tutaj nie było tak stromo, a co jak się wywalę?  Żeby nie było, że takie jajko ze mnie...zjechałam :)



Poniżej szczytu na polanie znajduje się wieża widokowa oraz wiata gdzie można usiąść i zapalić ognisko. Można stąd zobaczyć piękną panoramę Zalewu Rożnowskiego oraz Tatr.



W oddali widać przekaźnik na górze Chełm. O tej górze będzie w kolejnym wpisie :)



"Jeszcze 3 schody" - nie ma to jak odpowiednia motywacja. Takie hasło ktoś umieścił na jednym ze schodów wieży.



Bartek został na dole, a ja postanowiłam wspiąć się po tych stromych schodach żeby porobić dla Was zdjęcia. Tak więc lepiej to doceńcie! ;)











Z Jaworza jedziemy kamienistą drogą, która później zmienia się w bardzo gładką i momenrami nawet piaszczystą nawierzchnię. Po niecałych 10 minutach jesteśmy na szczycie Babia Góra ( 728 m n.p.m.). Gdyby nie to, że po lewej stronie znajduje się tabliczka informacyjna to pewnie nawet byśmy nie wiedzieli, że to jes jakiś szczyt. Miejsce to nie wyróżnia się niczym szczególnym oprócz tego, że ma taką samą nazwę jak Babia Góra ( 1725 m n.p.m.), która jest nazywana Królową Beskidów.



Asfaltową drogą dojeżdżamy do wsi Skrzętla - Rojówka. Z tego miejsca jeżeli skręcimy w lewo to żółtym szlakiem dotrzemy na górę Chełm. 



My jedziemy dalej niebieskim szlakiem na Just. Znak informuje o 2 godzinach, ale wiadomo, że na rowerze będziemy szybciej.



Zjeżdżając asfaltem w dół po lewej stronie mijamy stary i opuszczony budynek szkoły w Tęgoborzy.



Szkoła jest zamknięta, ale przez okna można dostrzec stare meble itp. Niestety miejsce to jest również strasznie zaśmiecone...



Kręcąc się przy budynku napotkaliśmy Pana, który dawniej się uczył. Śmialiśmy się, że na wagary to chyba za często nie mógł chodzić bo zaraz by go ktoś dopadł :)



Jadąc dalej mijamy przydrożną kapliczkę. Jedna z wielu po drodze, ale jakaś taka inna.



Będąc w tym miejscu można jechać żółtym szlakiem na Białowodzką Górę, ale o tym kiedy indziej. Jedziemy asfaltową drogą w lewo i dojeżdżamy do skrzyżowania łączącego miejscowości Wronowice i Świdnik. Przejeżdżamy przez drogę i prosto w górę. 



Docieramy na wzgórze Jodłowiec Wielki (482 m n.p.m.). Znajdziemy tutaj tablice informacyjne "Lotnicze Ślady w Karpatach". 



Nad kapliczką jest wiata i ławki więc można odpocząć :)



Przed nami piękne widoki na Jezioro Rożnowskie. 



Jedziemy kawałek ubitą drogą i już zaraz będziemy na miejscu. 





Przełęcz Św. Justa została zdobyta. Znajduje się tutaj drewniany kościółek, który jest uwzględniony w szlaku architektury drewnianej. Tworząc ten wpis zaczęłam się zastanawiać kim był ten cały Just - jakoś wcześniej się w to nie zagłębiałam. Była po prostu przełęcz Justa i po co drążyć temat.



Nazwa przełęczy pochodzi od pierwszego krzewiciela chrześcijaństwa na tych terenach - świętego Justa, który według ludowych przekazów na przełomie X i XI wieku miał pustelnię na jednym z wzgórz w okolicy przełęczy. Według tychże przekazów w okolicy mieszkało dwóch innych pustelników. Andrzej Świerad i święty Urban. Podobno porozumiewali się za pomocą umownych znaków wysyłanych ze szczytów gór. Ciekawe co to były za znaki? :)



Cel ociągnięty, ale jeszcze trzeba wrócić do domu. Drogą krajową wśród pędzących tirów dojeżdżamy do Łososiny Dolnej. Tutaj robimy przystanek pt. Biedronka. Kiedy uzupełniliśmy kalorie wracamy asfaltem do Laskowej. 

Trasa liczyła około 40 km. Była to dla mnie pierwsza większa jazda w tym sezonie. 

Czy wiecie, że moje pierwsze zawody rowerowe miał start z Przełęczy Św. Justa, a meta była na Miejskiej Górze w Limanowej? No to już wiecie :) Dodam, że to było w 2010 roku.




Pozdrawiam
Kamila ;)

P.S. Wpis powstawał przez kilka dni przy współpracy z moim śpiącym dzieckiem :) Dzięki Misiek, że w końcu mogłam to skończyć. Dla tych co mnie spisali już na straty taka informacja, że wracam do jazdy na całego :) Jeżeli dotrwaliści do końca to będzie mi miło jeśli udostępnicie wpis dalej. 

Ta sama trasa w wersji biegowej: KLIK

piątek, 13 listopada 2015

Aferki się zdarzają... :)

Macie tak, że kogoś jeszcze dobrze nie znacie, a już macie ochotę coś zrobić? Do tej pory myślałam, że to ja należę do spóźnialskich osób. B., którego poznałam na zawodach Limanowa Forrest nic jednak nie przebiło. Mogłam pospać 40 min dłużej...mogłam. Czekałam na rowerze przemieszczając się nie cierpliwie z miejsca na miejsce. W końcu jest :D Możemy jechać.

W planie pętla z lokalnymi górami: Sałasz (909m), Łysa Góra (781m), Miejska Góra (716m) i Paproć (643m).

Na początku podjazd asfaltową drogą, a później bez szlaku swoimi własnymi ścieżkami prowadzę na szczyt Sałasz. Jazda po liściach czasem bywa uciążliwa bowiem koła się na nich ślizgają, ale jakoś powoli docieramy do celu.

W drodze na Sałasz :)
Liście i jeszcze raz liście :D
Na polanie przez dłuższą chwilę podziwiamy widoki. W międzyczasie zadzwonił kolega, że do nas dołączy na trasie :).

Pogoda nam dopisała :)
Zjazd z Sałaszu należy do jednych z moich ulubionych.

I widoki też :)
Jadąc dalej można jechać zielonym szlakiem przez górę Dzielec do Łososiny Górnej.

Drogowskazy :)
My jednak zjeżdżamy w stronę dolnej stacji wyciągu narciarskiego. Za chwile pojawia się nasz Kolega i razem w trójkę prowadzimy rowery po stoku Limanowa Ski. Jak informują tabliczki jest to "Piekielnie trudne wejście". W towarzystwie czas jednak płynie inaczej i nim się obejrzałam byliśmy już u góry :).

Do wyjścia :D
Na górnej stacji wyciągu narciarskiego można znaleźć dużo atrakcji.  Stacja pstrąga bez wątpienia przyciąga wielu smakoszy. Dla dzieciaków jest plac zabaw pełen atrakcji. Plaża pod lipą, tężnia solankowa i wiele innych ciekawych rzeczy. Więcej informacji znajdziecie na stronie: http://wwwwww.limanowa-ski.pl/aktualnosci,125.html

Tabliczki z różnymi mądrościami życiowymi :)
Na miejscu chwila odpoczynku. W końcu zaczęłam Panów pośpieszać bo chciałam już poczuć ten wiatr we włosach :D. Zjazd z Łysej Góry żółtym szlakiem. Jest to fragment trasy gdzie odbywają się zawody DH. W jednym momencie myślałam, że zahaczę o drzewo, ale udało się jakoś zrobić unik.

Parking dla rowerów :)
Do zakochania jeden krok :D
Plac zabaw na Łysej Górze.
Kolejny szczyt na którym jesteśmy to Miejska Góra - wizytówka Limanowej. Oczywiście jako rowerzystka patrzę na tą górę pod innym kątem. Czyli co? Kolejny genialny zjazd :D

Na Miejskiej Górze :)
B. jedzie przede mną, ja pośrodku, a za mną kolejny B. Pędząc przez las już po prostym odcinku wpadłam w koleinę, która była przykryta liśćmi. Jeszcze nie poleciałam, ale już wiedziałam, że lądowanie będzie bolesne. Upadek na prawy bok, "przejazd" nogą i łokciem po ziemi. Kolega z przodu wiedział, że coś się stało bo za długo mnie nie było, a drugi który dojechał był zdziwiony czemu się zatrzymałam. Po chwili się zorientował, że jednak leżę...i wcale przy tym nie odpoczywam. Ekipa była przejęta mną czy się nie potłukłam, a mnie bardziej w tym momencie interesowała rozdarta kurtka na łokciu - coś trzeba będzie z tym zrobić. Szczerze jakoś mnie specjalnie nie wzruszył ten upadek - nieraz bywało gorzej.  Następnego dnia jednak poczułam skutki: całe obolałe ciało, gorączka ponad 38 stopni i inne objawy. Co niektórzy sugerowali, że to może być wstrząśnienie mózgu, ale może po prostu jakiś wirus i tak się wszystko poskładało. Niestety z tego powodu musiałam odwołać wyjazd w Bieszczady. Można powiedzieć, że zmądrzałam bo stwierdziłam, że zdrowie ma się jedno więc nie ma co tak ryzykować. Kiedyś na zawody musiałam jeździć za wszelką cenę pomimo gorączki dzień wcześniej...

Biedna kurteczka :(
Oczywiście Paproć z wiadomych względów została już pominięta :)

Pozdrawiam
Kamila :)

P.S. Naciskając na tagi z nazwami gór możecie znaleźć dokładniejsze opisy trasy - to tak dla przypomnienia :)

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Zbieranina rowerowa - Sałasz, Mogielica, Ćwilin :)

Przez ostatnie tygodnie rower towarzyszył mi praktycznie codziennie :). Były różne wycieczki dalsze i krótsze. Do pracy także staram się dojeżdżać na swoim jednośladzie. Jest to o tyle wygodne, że omijam korki i jestem niezależna od rozkładów busów. Chociaż ostatnio jak musiałam jechać busem to kierowca się śmiał, że myślał, że dopiero w grudniu z nim pojadę :D.

Wycieczki w ostatnim czasie to:

1.Szybki i spontaniczny wypad rowerowy z koleżanką Gosią :). Nie wiedziałyśmy czy chce nam się jechać bo pogoda była dość zmienna. W towarzystwie jednak raźniej więc jazda :D. Z Limanowej do Laskowej, a stamtąd czarnym szlakiem na Sałasz w Paśmie Łososińskim. Będąc na polanie pod Sałaszem pokazałam Gosi nowy zjazd - oczywiście trochę pomyliłam, ale dzięki temu odkryłam nową drogę. Następnie udałyśmy się na Miejską Górę i na mój ulubiony zjazd w stronę ulicy Słonecznej. Naprawdę jetem pod wrażeniem tego jak Gosia jeździ pomimo swoich 16 lat :).


Wilczyca podziwia widoki :)
2. Czwartek 17.06. - cały dzień w pracy, później bieganina po mieście. Do domu wróciłam dosłownie na chwilę po to żeby wskoczyć w ubrania rowerowe i zabrać rower. Razem z M. i kolegą Ł. podjechaliśmy samochodem na Przełęcz Rydza Śmigłego, która znajduje się pomiędzy Łopieniem (961 m), a Mogielicą (1171 m). Od tej strony ruszyliśmy, aby zdobyć Królową Beskidu Wyspowego czyli wspomnianą Mogielicę. Nasi znajomi również postanowili tam się wybrać, ale od innej strony - jakąś dłuższą i łagodniejszą trasą. Na szczycie Mogielicy zapaliliśmy ognisko. Trochę było zimno, ale zjazd niebieskim szlakiem do Jurkowa szybko mnie rozgrzał. Jaka byłam dumna bo po raz pierwszy odważyłam się pokonać kamienisty odcinek, który znajduje się niedaleko przy wieży. Sprowadzanie też jakby mniej niż ostatnio - M. zrobił serwis amortyzatora i teraz chodzi jak szalony :D. Moje plany na przyszłość??? ( Z przymrużeniem oka :))  Zjechać płynnie z Mogielicy niebieskim szlakiem do Jurkowa :)


Wieża widokowa na Mogielicy.
Widoki :)
Ognisko :)
Kapeć na zjeździe musiał być...
3. Moje 25- te urodziny spędziłam na rowerze z M. bo jakże by inaczej :) Podstępem zostałam zmuszona do jazdy w platformach. Przesiadka po kilku latach z SPD na takie coś jest bardzo ciężka, ale myślę, że kwestia wprawy...póki co moje nogi są potłuczone od tego. Wyjazd na górę Ćwilin (1072 m) zapamiętam do końca swojego życia, ale to już moja słodka tajemnica :)




<3
:)

Pozdrawiam
Kamila :)